Amos i prawdziwy majstersztyk proroctwa

Coś czuję, że moje opóźnienie w komentarzach do parszy staje się tradycją… nieładnie. Może w tym tygodniu uda mi się na czas?

Zacznę nietypowo – od haftary. Głównie z tego powodu, że to Amos, jeden z moich ulubionych proroków. Amos jest uznany z pierwszego z „książkowych” proroków, jego pozycja po trzech wielkich (Jiszaji, Jirmejahu i Jechezkelu) jest myląca, musimy pamiętać, że księgi proroków starszych nie są w porządku chronologicznym. Pochodził on z Tekoa, na wzgórzach Judei i był najprawdopodobniej w miarę zamożnym rolnikiem. Prorokował on w Królestwie Północnym, jako obcy i wróg, co czyniło jego misję jeszcze trudniejszą.

Amos ma niesamowity talent i jego prorocka „skrzynka z narzędzami” jest wielce imponująca. Na szczególną uwagę zasługuje jego mistrzowska umiejętność w budowaniu struktury poetyckiej, która wspaniale kieruje emocjami słuchacza, aby doprowadzić go do kulminacji, głównego uderzenia – właściwej lekcji. W haftarze widzimy aż dwa tego przykłady, choć jedynie końcówkę w pierwszej. Radzę przeczytać całość rozdziałów 1-3 aby w pełni docenić jego kunszt. Amos używa powtórzeń, aby prawie zahipnotyzować, wprowadzić słuchacza we właściwy stan ducha i umysłu. W pierwszym przypadku prorok buduje długą litanię grzechów innych narodów, czym z pewnością zyskuje sobie posłuch i zgodę słuchających obywateli Północnego Królestwa. Któż nie lubi słuchać o boskiej karze dla własnych wrogów? Jednak Amos ich zwiódł i oszukał – i gdy się tego najmniej spodziewali, uderza ich całą listą potwornych grzechów zadomowionych w ich społeczeństwie. To zarówno zgnilizna moralna (ojciec i syn chodzący do tej samej prostytutki), jak i bezlitosny ucisk biedoty i uczciwych ludzi. Do tego dochodzi typowy dla nich problem bałwochwalstwa… a nawet przepiękny, z punktu widzenia poezji i kunsztu prorockiego, przykład ich wstrętnego postępowania, czyli trzy w jednym (2:8):

„Na płaszczach zastawionych [od biednych] wylegują się pod ołtarzami, i upijają się winem za haracz wymuszony na ofiarach, w świątyniach swoich bogów”.

Jest jasnym z kontekstu, iż to „wyleganie się” nie oznaczało pikniku, lecz uprawianie prostytucji sakralnej. A więc mamy osoby, które nie tylko, iż uciskają biednych, ale także mają czelność wykorzystywać pieniądze z takiego postępowania na huczne orgie przy ołtarzach bożków… Amosowi wystarczyło parę słów by zetrzeć dumę i samozadowolenie z twarzy słuchaczy. Grzechy innych narodów okazały się niczym porównując do zachowania Izraelitów.

Rozdział trzeci to kolejny przykład mistrzowsko budowanego napięcia i „oszukiwania” niechętnego słuchacza, aby nie tylko usłyszał, ale i został poruszonym przez proroctwo. Gdyby Amos po prostu powiedział, co miał do przekazania, zostałby zignorowany i wątpię, aby ktokolwiek zatrzymałby się choć na sekundę aby przychylić ucha do tego kaznodziei… On jednak tak wciągnął ich w swoje opowieści o skutku i przyczenie, używając metafor im bliskich i znanych, tak subtelnie zmieniał temat kolejnych przykładów aby budować emocjonalne napięcie, że gdy nadszedł czas na punkt kulminacyjny, uderzył on w samo sedno, zaskakując słuchaczy, którzy zdążyli obniżyć gardę: nic nie dzieję się przez przypadek, a w świecie polityki i natury to Bóg stoi za wszelkimi kataklizmami, ich grzechy nie zostaną bez boskiej odpowiedzi.

Amos ukazał nam również bardzo rzadki obraz: jak prorok przeżywa akt prorokowania. Jak on to odczuwa? Co to znaczy, że otrzymał on proroctwo od Boga? Dla Amosa jest to instynkt, jak strach i ucieczka przed bestią, nie jest on w stanie powstrzymać lub stłumić wewnętrznego głosu nakazującego prorokowanie (3:8). Jeden z Biblistów określił kiedyś proroków jako osoby, które są nienaturalnie wrażliwe na krzywdę innych ludzi – nie są w stanie się do niej przyzwczaić, zaakceptować czy przejść nad nią do porządku dziennego. Gdy widzą ból i cierpienie, działają instynktownie: muszą się temu sprzeciwić, działać, krzyczeć i wołać o pomstę do Nieba. Ból uciemiężonego odczuwają jako własny. Nie ma wymówki ani pobłażania dla budowania własnego komfortu kosztem innych. I nie ma pozwolenia na używanie Boga jako wymówki: nigdzie nie znajdziemy, że bogactwo to nagroda od Boga, a biedota ma zwyczajnie pecha, i gdyby Bóg ich kochał to uczyniłby ich bogatymi… niestety takie przekonania są częste (wystarczy spojrzeć na wielu kaznodziejów gospodarczego konserwatyzmu, szczególnie w US), dają spać w spokoju… ale to nie jest żydowskie podejście. Jesteśmy tu, aby się troszczyć o tych, którzy mają gorzej w życiu. Nie, aby napawać się własnym sukcesem… Bogaci jesteśmy często przez przypadek, czasem z dziwnego złożenia losu… nie doszukujmy sie specjalnej łaski Boga w naszym portfelu, bo stąd tylko jeden krok do postrzegania biedoty innych jako znaku Boskiego potępienia.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s