Prorocy naszych czasów

Tradycyjnie uważa się, że proroctwo skończyło się wraz ze zburzeniem Drugiej Świątyni, za ostatniego proroka uznając Malachiego. Jednak według mnie wszystko zależy od definicji. Jeżeli definicją będzie społeczna funkcja proroka, jego (lub jej) podejście, sposób życia i nauczania oraz przedmiot zainteresowania, możemy zauważyć, że wciąż żyją między nami prorocy i prorokinie. Jak więc można inaczej zdefiniować proroka? To osoba, która ma niesamowitą wrażliwość na cierpienie innych, szczególnie gdy nie jest to cierpienie indywidualne i przypadkowe, lecz gdy wynika z przynależności do pewnej grupy, gdy jest to cierpienie wpisane w system społeczny. Tak, jak na przykład biedota, gerim (przybysze, dziś powiedzielibyśmy imigranci), najsłabsi w społeczeństwie (sieroty i wdowy były symbolem tych, którzy mają najgorzej i mają najmniej wsparcia i opieki). To osoby, które są głosem tych, którym tego głosu się nie udziela. To osoby, które nie boją się narażać własnego życia, zdrowia i godności osobistej by nauczać o sprawiedliwości społecznej, pomimo iż głównymi adresatami takich apelów są możni i potężni tego świata. To nieuleczalni idealiści, którzy nie akceptują niesprawiedliwości i ucisku jako naturalnego porządku rzeczy, którzy wierzą, że istnieje lepszy świat, który sami możemy zbudować. To osoby, które nie są świętymi, ideałami, które trudzą się z wybraną drogą życiową, którzy czasem się poddają by ponownie wrócić do powołania. To osoby, które często czerpią energię i inspirację w Dobru, Bogu, ideach humanistycznych. To osoby, które jeśli czerpią inspirację z woli Boga, rozumieją ją jako sprawiedliwość, dobro, poszanowanie życia ludzkiego, szacunek i godność dla najsłabszych i wszelkich potrzebujących. To wreszcie osoby, które czasem same cierpią upokorzenia, wyzwiska, fizyczne napaści a czasem muszą zapłacić za swą działalność własnym życiem.

Gdy w ten sposób zdefiniujemy osobę proroka, to widzimy, że w każdym pokoleniu są ludzie, którzy bezinteresownie walczą o prawa maluczkich, zapomnianych, marginalizowanych, upokarzanych. Tych, którzy czasem sami przestali wierzyć, że mają prawo do godności i opieki prawa.

Jednym z takich ludzi, inspirujących mnie swoją postawą i walką o prawa Afroamerykanów i biedoty jest dr Martin Luther King jr., którego rocznica urodzin wypada jutro, 15 stycznia ukończyłby 83 lata. Dr King nie był świętym… ale był wspaniałym przywódcą, charyzmatycznym idealistą. Jego mowy wywołują dreszcze, jego zdolności oratorskie nie ustępowały innym prorokom. Szczególnie fascynująca jest w jego mowach symbolika biblijna. W krótkim fragmencie z jego ostatniej mowy (którą można zobaczyć poniżej), wygłoszonej na dzień przed śmiercią, używa wspaniałej metafory, mówiąc, że nic go nie zatrzyma, gdyż „stał na szczycie góry”. Niczym Mosze, który ze szczytu góry Nebo zobaczył Ziemię Obiecaną, King mówi: „Możliwe, że nie wejdę tam z wami, ale wiem, że my razem, jako nacja, wejdziemy do Ziemi Obiecanej”. King podkreślał, że choć długie życie to wspaniała rzecz, bardziej mu zależy na wypełnianiu woli Boga i na tym, by dotrzeć do Ziemi Obiecanej. Nawet według najbardziej prymitywnej definicji proroka – jako osoby przewidującej przyszłość, King był prorokiem – został zamordowany następnego dnia. Ziemia Obiecana była dla niego symbolem życia w równości, w godności i bez rasizmu. Gdzie każdy będzie oceniany według osobistych zasłóg i dokonań a nie koloru skóry. King zaraził swym entuzjazmem i idealizmem niezliczone rzesze ludzi… Wiele dokonano dzięki niemu w przeciągu tych 40 lat, wiele jest wciąż do zrobienia.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s