Przedzierając się przez Morze Sitowia

Rosemarie Adcock, "Crossing the Red Sea"

Czytając parszę tego tygodnia, Beszalach, zastanawiałam się nad czym mogę się skupić w tym komentarzu… czy na świetnej postawie Moszego, który wiedział jak zareagować w trudnej sytuacji, czy może na przedziwnej postawie faraona, który postanowił udać się w pogoń za narodem żydowskim… mamy również słynne przejście suchą stopą przez Morze Sitowia* i wspaniały przykład poezji wojennej (Szirat Hajam). W pobliżu gorzkich wód Mara Żydzi doświadczają kolejnego cudu, choć tym razem jest to cud „pozytywny”, nie niszczący lub karzący, lecz ratujący życie spragnionym uciekinierom. Według tradycji to tu Żydzi nauczyli się pierwszych, podstawowych praw Judaizmu. Ludzie są zmęczeni, spragnieni i głodni co kończy się częstym narzekaniem kierowanym do Moszego i Aharona. Samo wyjście z niewoli nie sprawiło, iż zniewolone dusze stały się nagle wolnymi. Proces uwalniania zabiera czas i wymaga długiej reedukacji. Ludzie co chwila pragną wrócić do starego, znanego zła, przeraża ich perspektywa nieznanego, wątpią czy na prawdę istnieje Bóg mogący ich uratować od wszystkich boleści… Bóg okazuje wyjątkową wyrozumiałość – nie gromi, nie poucza lecz zapewnia to, co jest potrzebne. Ludzie otrzymują jedzenie – mannę i mięso, wraz z pierwszym, delikatnym, zaznaczeniem istnienia specjalnego dnia – Szabatu, gdy prowizje te nie będą dostarczone, a wystarczy podwójna porcja zesłana poprzedniego dnia.

Przypomina mi to niedawno oglądany wykład założyciela organizacji Free the Slaves, który podkreślał, że najważniejsze jest, by zapewnić godne życie po uwolnieniu – pracę, edukację i cały system wspierający, który zapewni, że osoby te nie będą narażone na powrót do systemu niewolniczego. Nie można oczekiwać od osoby, która była  zniewolona przez wiele lat, by sama stanęła na nogi. To był błąd Amerykańskiej emancypacji – niby zniesiono niewolnictwo, ale nie zapewniono systemu wspierającego, edukacji, pracy i stopniowego wyrównywania poziomu życia różnych grup społecznych. Rasizm i prześladowanie spowodowało, że wciąż, mimo wielu dziesięcioleci, które upłynęły od tego czasu, potomkowie niewolników wciąż mają utrudnione warunki w dostępie do najwyższej jakość pracy, edukacji i komfortu materialnego.

Wracając do naszej parszy, czytamy w niej również o cudzie dokonanym przez Moszego – pozyskaniu wody ze skały a także pierwszej konfrontacji militarnej. Amalek, naród zamieszkujący na południu od Erec Jisrael, zaatakował Żydów. Jehoszua po raz pierwszy dowodzi wybranymi wojownikami w tej nierównej walce – bądź co bądź sama motywacja nie zawsze wystarcza, przeszkolenie i doświadczenie jest wysoce przydatnym elementem w walce. Jednak Żydzi mają dodatkowe wsparcie – na szczycie góry stał Mosze razem z Aharonem i Churem, i gdy Mosze trzymał ręce w górze, Żydzi wygrywali, gdy opuszczał – przegrywali. Są różne interpretacje tego opisu. Można to oczywiście odczytać jako cud, ale także jako forma wizualizacji. Gdy walczący Izraelici widzieli ręce Moszego skierowane ku niebu, przypominało im to o Bogu i dodawało otuchy i motywacji. Odwrotnie działo się gdy opuszczał on ręce.

W każdym razie – Izraelici zwyciężyli, a Amalek stał się symbolem wiecznego arcywroga, pojawiającego się w różnych momentach historii. Według Tory to nie sam Jisrael, który walczy z Amalekiem przez wieki, ale sam Bóg toczy wojnę z Amalekiem.

Anna Kocherovsky, "Miriam Dancing", tapestry

Gdyby ktoś pomyślał, że może zapomniałam o Miriam, to się myli. Zostawiłam sobie Miriam na koniec. Pojawia się ona by wraz z innymi kobietami prowadzić w pieśni i tańcu ku chwale Boga. Jest bardzo ciekawym, że opis ten pojawia się już po odśpiewaniu Szirat Hajam, i trochę się on urywa – jak gdyby miała nastąpić pieśń, ale jej nie przytoczono. Wielu współczesnych biblistów uważa, że tą pieśnią Miriam była sama Szirat Hajam, lecz późniejsi mędrcy nie mogli znieść by to kobieta była twórczynią i dyrygentem takiej pieśni i dlatego przenieśli ten opis na później, a autorstwo i przywództwo Szirat Hajam pozostawiono Moszemu. Nie było niczym specjalnym w czasach biblijnych by to kobieta śpiewała i zagrzewała do boju, lub wysławiała zwycięstwo. Wiemy to choćby dzięki przepięknej pięśni śpiewanej przez prorokinię Deworę… wydaje się czasem (szczególnie, gdy zwrócimy uwagę na to, co się dzieje teraz w Izraelu), że w czasach biblijnych kobiety miały więcej do powiedzenia (dosłownie i w przenośni) niż dzisiaj. Nikt się nie bał głosu kobiety,  nie uciekał, nie zagłuszał… po prostu słuchał i dołączał się do pieśni.

 

* Bardzo często, omyłkowo, tłumaczy się Hebrajskie „Jam Suf” jako Morze Czerwone. Nie jest to jednak właściwe. „Suf” oznacza trzciny, sitowie. Oznacza to również, że mowa raczej o wodzie słodkiej, nie słonej, gdyż trzciny nie rosną przy wodzie słonej. W pustynnym klimacie każdy większy zbiornik wody określano mianej „Jam”. Dzisiejsi bibliści sugerują, że najprawdopodobniej Jam Suf odnosił się do jezior i mokradeł na wschód od Egiptu, co by również pasowało do zaledwie trzydniowej drogi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s