Zatruwanie innym powietrza i życia jest grzechem

Od razu zaznaczę wprost: nie znoszę dymu tytoniowego. Jest on dla mnie obrzydliwie śmierdzący, wywołuje często bóle głowy a nawet odruchy wymiotne gdy mam to „szczęście” by np siąść obok ciężkiego palacza w autobusie. Jestem wielką zwolenniczką zakazów palenia w miejscach publicznych, włączając w to ulice. Wiem, że wielu się z tym nie zgadza, uważając to za atak na wolność wyboru czy też wolność osobistą. Myślę, że niektórzy palacze uważają, że gdy palą na końcu wagonu kolejowego, na ulicy (na „świeżym powietrzu”) czy też przed samym wejściem do budynku (znowu to „świeże powietrze”) to nikt nie powinien mieć nic przeciwko. Jak gdyby dym papierosowy był jak popiół, który sobie po prostu spada na ulicę i znika. Idąc choćby 20m za palaczem nie wiem, czy nie oddychać, zatrzymać się i przeczekać czy też podbiec by iść przed nim/nią. Palacze bez pomyślunku palą na przystankach autobusowych, by następnie wydmuchnąć ostatni dym już wprost do środka autobusu. Podobnie przy wejściu do banków, urzędów czy centrów handlowych. Dym nie znika – i jest nie tylko zwyczajnie obrzydliwie śmierdzący – jest przede wszystkim bardzo szkodliwy. Tu nie ma wątpliwości, hipotez czy „a może jednak nie szkodzi”. Tu nie ma „szkodliwych skutków ubocznych”, które towarzyszą leczniczym. Są tylko szkodliwe skutki i wcale nie „uboczne”, lecz główne.

Judaizm zakazuje robienia czegoś, co zagraża własnemu zdrowiu. Nie wolno nam się narażać na ryzyko bez powodu i ogólnie mamy dbać o to, co nam Bóg dał. Podobnie nie wolno nam narażać innych na cierpienie i chorobę. Nie wolno atakować, bić czy też robić czegokolwiek, co negatywnie wpływa na zdrowie innych.

Pamiętam kiedyś studiowanie tej kwestii jako szeejli halachicznej (zapytania o prawo religijne). O ile pamiętam, autorem tszuwy (odpowiedzi) był r. Soloveitchik, ale mogę się mylić (nie mam w tej momencie możliwości by to sprawdzić), studiowałam to już przeszło dziesięć lat temu. Wprawdzie uważał on, że jak najbardziej są podstawy by całkowicie zakazać palenia tytoniu właśnie na podstawie niszczenia własnego zdrowia, nie podjął się tego, ponieważ bał się, iż nagle tysiące religijnych Żydów by grzeszyło. Byłoby to niebezpieczne, istnieje nawet zasada, że nie narzucamy prawa społeczeństwu, jeśli wiemy, iż nie jest ono w stanie go wypełniać. Zakaz palenia wpadałby w tę kategorię. Autor tej tszuwy nie miał jednak żadnej wątpliwości co do czegoś innego: zmuszanie do biernego palenia jest grzechem. Jedna rzecz, co robisz z własnym ciałem, czy chcesz o nie dbać czy nie, wszystko jedno czy traktujesz ciało jako dar od Boga czy nie. Inną rzeczą jest natomiast, gdy świadomie niszczysz zdrowie innych, bo nikt nie może dziś powiedzieć, że nie wie o szkodliwości palenia (zarówno czynnego jak i biernego). Zmuszanie innych do wdychania trucizny jest ZŁEM, grzechem, obrzydliwym aktem samolubstwa, gdzie własna przyjemność (bo choć trudno mi w to uwierzyć, podobno palacze odczuwają palenie jako przyjemność) jest ważniejsza od zagrażania zdrowia innych – bliskich, przyjaciół czy nieznajomych. Dym niszczy moje płuca (a przy astmie jest to szczególnie niebezpieczne), wywołuje migreny (podobno nie jestem osamotniona w tej reakcji), zasmradza ubrania i włosy, i przede wszystkim: ŚMIERDZI.

Bądźmy świadomi własnych decyzji i tego, jak nasze zachowania wpływają na innych. A jeśli jest to dla kogoś ważne: jest to również grzechem.

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s