Godzina zmierzchu

Dużo się działo w tym tygodniu w moim życiu… wyjazdy, spotkania z przyjaciółmi i innymi ważnymi ludźmi, praca, tłumaczenia… nie miałam czasu by porządnie siąść i zagłębić się w parszę Miszpatim – zrobię to już moce szabes. A na teraz – jakże odpowiedni na tę chwilę opis chwili zmierzchu… a zarazem jeden z moich ulubionych zapisów mistrza Witolda…

Godzina zmierzchu jest nieprawdopodobna… to tak nieznaczne a nieuchronne ulatnianie się kształtu… Poprzeda je moment ogromnej wyrazistości, jakby kształt upierał się, nie chciał ustąpić – i ta wyrazistość wszystkiego jest tragiczna, zawzięta, nawet zapamiętała. Po tej chwili, w której przdmiot staje się najbardziej sobą, konkretny, samotny i skazany na siebie tylko, w pozbawieniu gry światłocienia, w którą dotąd opływał, następuje rosnące nieuchwytnie osłabienie, wyparowywanie materii, łączą się linie i plamy powodując męczące zamazanie, kontur nie stawia oporu, zarysy, umierając, stają się trudne, niepojęte, powszechne wycofywanie się, odwrót, zapadanie we wzbierającą zawiłość… Przed samym nadejściem ciemności jeszcze raz kształt staje się silniejszy, ale już nie mocą tego, co widzimy a tylko, co o nim wiemy – ten krzyk jego proklamujący obecność, jest już teoretyczny… Po czym pomieszanie wszystkiego, czerń wylewa się z dziur, zagęszcza się w samej przesetrzeni i materia staje się ciemnością. Nic. Noc.

Witold Gombrowicz, Dziennik 1957 – 1961

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s