Zabawy ogniem

I tak oto wiemy, że JHWH jest Bogiem - ogień spada z nieba!

Wprawdzie jedną nogą jesteśmy już w Szabacie Wajakhel, ja ciągle jeszcze rozmyślam o Ki Tisa. A konkretniej – o haftarze do tej parszy. Po jakże dramatycznych przeżyciach wokół grzechu Złotego Cielca, mamy równie dramatyczną scenę konfrontacji proroka Eliahu z kapłanami Baala. I tu brak subtelnych rozważań filozoficznych, mamy za to dość brutalną i bardzo fizyczną w swym wymiarze lekcję teologii. Zadanie jest proste: zróbmy zawody kogo bóg jest lepszy. Obie drużyny mogą zbudować kopiec ofiarny, ale ogień ma przyjść od boga. Eliahu ma wyjątkową radochę kpiąc z kapłanów Baala, wyśmiewając ich i drwiąc z ich praktyk. Jak wiemy, wszystkie tańce, rytuały i modlitwy na nic się zdały – ich kopiec ofiarny nie został strawiony. Eliahu nie tylko, że przygotował swój własny kopiec – oblał go dodatkowo wodą, aby jeszcze trudniejszym okazało się to zadanie (choć logika tu dziwna… albo bóg jest i może zrobić wszystko, albo go nie ma – a wtedy nie ma różnicy czy kopiec jest łatwo- czy trudnopalny…). W chwilę po tym, gdy Eliahu zawołał do Boga, ogień się pojawił i pochłonął ofiarę przygotowaną przez niego. Nic więcej nie było konieczne – zgromadzony lud uwierzył, że to faktycznie JHWH jest Bogiem, padł na ziemię i głośno wykrzyknął: JHWH jest Bogiem! (które to słowa wołamy gromko pod koniec Jom Kipur).

After party u Eliahu

Oczywiście impreza tego rodzaju nie mogła się zakończyć jedynie wzniosłymi okrzykami – podobnie, jak i w historii Złotego Cielca, zakończyła się krwawą jatką – pojmano bowiem wszystkich kapłanów Baala i zamordowano (czy też Eliahu ich zamordował wg Tanachu).

Szczerze mówiąc, to sama nie wiem co myśleć o tej historii. Z pewnością było to wielkie widowisko i jedyny moment, gdzie tak dosłownie porównano moc bogów/Boga. Dziś oczywiście by już to nie wyszło, bo i Eliahu mógłby tańczyć i modlić się do upadłego, jego kopiec pozostałby suchy…

Judaizm jest fascynującą mieszanką wzniosłych, ezoterycznych i filozoficznych idei, z wierzeniami i zabobonami z pogranicza magii i szamanizmu. Oczywistym jest, że religia o tak długiej historii będzie takim właśnie zlepkiem, że jest w niej zarówno coś dla osoby o filozoficznym nastawieniu, jak i coś dla prostej duszy łaknącej łatwej receptury zrozumienia świata.

Z historii Judaizmu wiemy jednak, że cuda nie zmieniają ludzi w sposób trwały – czy to rozstąpienie się Morza Sitowia, plagi, wielki dramat z Eliahu w roli głównej, czy ożywianie zmarłych – ludzie są poruszeni, wstrząśnięci i w danym momencie zupełnie oddani Bogu – ale wkrótce opadają emocje, a ludzie wpadają z powrotem w swoje stare zwyczaje i grzeszne postępowanie. Tylko wytrwały, codzienny wysiłek naprawdę nas zmienia. Gdy raz postanowię coś zrobić dla swej kondycji fizycznej i pójdę do siłowni na 8 godzin, to wiele nie osiągnę (poza obolałymi mięśniami). By dokonać prawdziwej i trwałej zmiany muszę chodzić na tę siłownię regularnie, przez długi okres czasu. Tak samo z kondycją moralną – nie wystarczy raz w życiu dać milion dolarów na cedakę by zmienić swojego ego. Bardziej skuteczne byłoby codzienne odkładanie kilku groszy w tym celu.

I to właśnie dlatego wielkie show Eliahu na nic się nie zdało. Bardzo szybko ludzie powrócili do starych zwyczajów, odrzucając naukę Boga i popadając w bałwochwalstwo.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s