Jestem wyjątkowa. Co z tym zrobię?

Przyglądając się sobie z punktu widzenia społeczeństwa, jestem przeciętnym człowiekiem. Kierując się ku sobie intymnie, natychmiast uważam się za kogoś wyjątkowego, niezmiernie wartościowego, którego nie da sie wymienić na cokolwiek innego.

Nikt nie przeżyje mojego życia za mnie, nikt nie przemyśli moich myśli za mnie ani nie wyśni moich snów.

W oczach świata jestem kimś przeciętnym. Lecz dla mojego serca nie jestem przeciętnym człowiekiem. Dla mojego serca jestem osobą wilkiej chwili. Wyzwanie, przed którym stoję, to jak zrealizować tę cichą wybitność mojego istnienia.

– Rabbi Abraham Joshua Heschel

Znalezione dawno temu, niestety nie zapisałam autora. Może ktoś zna, abym mogła właściwie podpisać?

Reklamy

Z modlitwą na bakier

Meesh, moja nauczycielka Talmudu, podczas porannej modlitwy w czasie jednego z tiuli.

Parę lat temu uczestniczyłam w warsztatach na temat modlitwy. Jednym z tematów dyskusji było dlaczego często mamy z nią problemy. Odsuwając na bok kwestię czy ktokolwiek słyszy nasze modlitwy (oprócz nas samych), dlaczego tak często osoby, które wierzą w istnienie Boga mają trudności z modlitwą? Pamiętam dwie ciekawe wypowiedzi. Jedna osoba powiedziała, że z powodu braku porządnej edukacji żydowskiej nie rozumie dobrze słów tradycyjnej, Hebrajskiej, modlitwy i przez to trudno szczerze się w nią zaangażować. Druga osoba, Izraelczyk, powiedziała, że rozumie każde jedno słowo modlitw i właśnie dlatego nie jest w stanie ich szczerze wypowiadać.

Modlitwy powstawały na przestrzeni wielu wieków. Są przepięknym zapisem ludzkich marzeń, dążeń, przeżyć, bólu, radości… Są wyrazem wyobrażeń o Bogu i relacji człowieka z Bóstwem. Mówią o osobistych i społecznych zoobowiązaniach, przypominają o obowiązkach i karach za nieposłuszeństwo.

Za pierwszą modlitwę wyrażoną za kogoś innego uznaje się krótką, ale bardzo dosadną modlitwę Moszego za swoją siostrę: „Proszę Boże, uzdrów ją”. Ale już wcześniej mamy niebezpośredni zapis o takiej praktyce. Awraham nazwany został przez Boga „prorokiem”, a wyjaśnienie tej nazwy było jasne: „bo będzie się on za ciebie modlił”. Modlitwa może być wstawiennictwem, wyrazem poparcia, okazaniem uczuć i empatii. Cóż innego robili prorocy? Jakże często wnosili błagalne wołania do Boga o litość, ratunek i wybaczenie dla zbłąkanego narodu żydowskiego. Co jest pięknym, że mimo iż tylko nielicznym z nich udało się wpłynąć na wolę Boga i zmienić Jego decyzje, wciąż próbowali, nie poddawali się.

Modlitwy to również wspaniałe studium czasów, w których powstawały. Jak wtedy wyrażały swój gniew ofiary okrutnych tragedii? Dziś słowa w stylu „szczęśliwi będą,  którzy rozbiją główki ich dzieci o skały” są wielce bolesne, krępujące, brutalne… Dziś nikt by już tak nie napisał. Ale jak można sądzić ofiarę za wyrażanie swego bólu w takich sposób? Jakże ludzkim jest pragnienie zemsty i poczucia istnienia jakiejś kosmicznej sprawiedliwości? Nawet, jeśli przy okazji bardzo niesprawiedliwej sprawiedliwości…

Modlitwy to także zapis filozofii autora. Jak wyobrazał sobie nagrodę za właściwe postępowanie, a co było dla niego karą? Na jakich wartościach się skupiał, jakie cechy Boga wydawały się najważniejsze? To, o co w nich proszono jasno ukazuje co uważano za największą wartość.

Ja sama mam wiele problemów z modlitwami. I to zarówno dlatego, że nie rozumiem wszystkiego, jak i dlatego, że rozumiem za dużo. Nie wiem czy Ktoś słucha… ale wiem, że ja słucham – jakie słowa chcę sama sobie powtarzać, internalizować? Jeśli modlitwa to również „ osądź  własnego siebie” (co sugeruje znaczenie słowa lehitpalel), to na co chcę sama sobie zwracać uwagę? Na jakie grzechy i niedociągnięcia? Do czego dążę, jeżeli modlitwy to też i wyrażenie dążeń?

Bardzo lubię czytać modlitwy, gdy mam ku temu okazję. Nie, nie modlę się regularnie, tak na prawdę to bardzo rzadko jeśli mówimy o tradycyjnej formie modlitwy. Czasem mówię coś do siebie, wyrażam nadzieje i pragnienia. Czasem wyrażę radość z tego co mam. Staram się także „modlić stopami” jak to powiedział rabbi Abraham Joshua Heschel (po marszu z dr. Martinem Lutherem Kingiem), czyli czynami wyrażać dążenia, empatię i prorocze rozumienie modlitwy. Ale lubię też je zwyczajnie czytać, jak piękną poezję, którą w większości są. Staram się zrozumieć duszę autora, jego życie, jego pokolenie i jego społeczność. Wiele się można z tego nauczyć – jak wiele nas łączy, jak wiele się zmieniło. Czasem ból w duszy jest ten sam, choć wyrażany inaczej. Czasem poglądy są sprzeczne z moimi i jest mi przykro, że ktoś kiedyś je głosił (a wielu wciąż powtarza i internalizuje). Ale  mimo wszystko – gdy otwieram sidur, czuję się u siebie, jak na dawno odkładanym spotkaniu rodzinnym, gdzie choć jest tam wujek z rasistowskimi komentarzami, ulubiony, choć niezrozumiały trzeci kuzyn poeta i wizjoner, albo ciotka mądra, ale furiatka… kocha się ich wszystkich.

Potrzebujemy więcej proroków w naszym codziennym życiu!

Niecierpliwość z niesprawiedliwości

Zwracając się od rozpraw metafizyków do oracji proroków, można by się poczuć jakgdyby się schodziło ze świata ideałów do przestrzeni błahostek. Zamiast zajmować się ponadczasowymi sprawami bytu i stawania się, materii i formy, definicjami i dowodami, zostajemy wrzuceni w mowy o wdowach i sierotach, korupcji sędziów i kwestiami targowymi. Prorocy robią wiele szumu z byle powodu, używając bardzo przesadnego języka do rozprawania na błahe tematy. I co z tego, że kiedyś w starożytnej Palestynie biedni ludzie nie byli traktowani właściwie przez bogaczy? […] Skąd takie nieumiarkowane podniecenie? Po co takie zaciekłe oburzenie?

Ich zziajane zniecierpliwienie niesprawiedliwością można nam się wydawać wręcz histeryczną. My sami ciągle jesteśmy świadkami aktów niesprawiedliwości, przejawami hipokryzji, zakłamania, gniewu, nieszczęść, lecz rzadko kiedy wzbudza to w nas oburzenie lub ekscytację. Dla proroków każdy mały, powszechny przejaw niesprawiedliwości urasta do kosmicznych rozmiarów.

[Abraham Joshua Heschel]

Rabbi Heschel wspaniale wyraził to, za co tak kocham proroków. Ich wrażliwość, wściekłość i zaangażowanie w każdy przejaw niesprawiedliwości społecznej. Tak, jakby brakowało im tej typowo ludzkiej zdolności do akceptowania i przystosowywania się do każdej zastanej sytuacji… to pomaga przetrwać, ale również sprawia, że sami dokonujemy na sobie lobotomii, zabijamy w sobie empatię, wierzymy, że „tak już jest, nie można nic z tym zrobić”. Szczególnie, jeśli (a prawie zawsze tak jest) sami jesteśmy częścią problemu. Sami możemy na przykład nie wierzyć w rasistowskie przekonania o niższości lub wyższości jakiejś grupy ludzi, ale gdy korzystamy z istniejącego systemu (będąc częścią uprzywilejowanej grupy), jesteśmy częścią problemu. Samo nie sprzeciwianie się krzywdzącemu systemu jest zaakceptowaniem i poparciem dla niego. Otwarcie oczu na panoszącą się wszędzie niesprawiedliwość, ból i cierpienie wymaga ciągłego wysiłku i wcale nie jest przyjemny. Nikt nie chce sobie uświadomić, że na przykład pozycją, którą się osiągnęło nie jest li tylko konsekwencją ciężkiej pracy i indywidualnej wartości, lecz także wsparcia systemu promującego osoby mojej rasy, płci, religii, czy klasy społecznej.

Dziś oglądałam fragment programu telewizyjnego dokumentującego doświadczenie społeczne mające uświadomić osobom biorącym udział w nim, jak powszechne są uprzedzenia rasowe, jak łatwo są one internalizowane i niewidoczne dla tych, którzy nie są bezpośrednio nimi dotknięci. Uczestnicy podzieleni byli na dwie grupy: o niebieskich i brązowych oczach. Grupa niebieskookich była otwarcie prześladowana. Fascynującym było, jak ciężko było się pogodzić, że jest się częścią systemu rasistowskiego. Wielu białych wręcz wściekle walczyło z jakąkolwiek sugestią, że rasizm istnieje w ich kraju (Wielkiej Brytanii). Jedna kobieta stwierdziła, że to, iż czasem słyszy docinki na temat swojego starzenia się, czyni ją również ofiarą prześladowań i że to jest takie samo doświadczenie jakie mogą czasami doświadczać osoby o nie-białej skórze. Udawanie białego lub świadome decyzje chowania swojej etniczności pewna kobieta porównała z myciem się przed pójściem do pracy w korporacji… I tak dalej. Tak często powtarzano argument, że „wszyscy są tacy sami” albo „wszyscy cierpią”, że traciłam nadzieję. Muszę przyznać, że nie byłam w stanie obejrzeć do końca, tak bolesne były reakcje białej/niebieskookiej mniejszości. Nie wiem czy ktokolwiek przejrzał na oczy… może w przyszłości coś tam się otworzy. Nie rozumiem dlaczego tak ciężko to zobaczyć, łatwiej żyć w ułudzie i kłamstwach o własnej szlachetności, niż zobaczyć, że społeczeństwo wciąż opiera się na zinstytucjonalizowanym rasizmie.

Myśl na początek tygodnia

Imię

Pojedyncze przykłady różnorodnych form bytu są bezimienne; lecz każdy jeden człowiek dopomina się o imię. Osoba ludzka nie jest jedynie przedstawicielem swojego gatunku. Wypaczasz ją lekceważąc jej wyjątkowość. Żaden człowiek nie jest przeciętny.

[r. Abraham Joshua Heschel]*

 

 

*Tłumaczenie własne z antologii „I Asked for Wonder. A Spiritual Anthology Abraham Joshua Heschel”, edited by Samuel H.Dresner.