Rytuał kontra etyka

Jeremiasz, którego słowa mędrcy wybrali, jako haftarę do parszy Caw, nawiązuje do jednego z głównych motywów obecnych u proroków: Bóg pragnie przede wszystkim czystości serca, etycznego postępowania i wypełniania Tory, a nie ofiar i krwawych rytuałów. Wypełnianie rytuałów jest tak kuszące, dające tyle satysfakcji (przede wszystkim egoistycznej), tyle poczucia dobrze spełnionego obowiązku, że zapomina się, by zachować dystans i dostrzec pełny obraz sytuacji. Niesamowicie rozbudowany system ofiar i rytuału nie był celem samym w sobie, lecz środkiem, narzędziem dotarcia do Boga, autorefleksji, zachowania skromności, wyrażenia skruchy i powrotu na właściwą ścieżkę. Niestety, dla wielu (zarówno w czasach Amosa, Jirmjahu czy Michy, jak i dziś) rytuał stał sie celem samym w sobie, obsesją przyćmiewającą wszystko inne. Dodatkowo, w czasach starożytnych, rytuał żydowski nie różnił się aż tak bardzo od rytuałów ludów sąsiadujących. Wspominałam już, że rytuał ofiar nie jest jakimś czysto żydowskim wynalazkiem, lecz raczej adaptacją już istniejących od tysiącleci rytuałów składania w ofierze zwierząt, produktów rolnych, a czasem nawet ludzi, w celu przebłagania bogów lub okazania wdzięczności i radości. Nie dziwi zatem, że przez cały wczesny okres Judaizmu Żydzi mieli problem z jasnym dostrzeganiem granic między „naszym” rytuałem, a „obcym”. Czasem było to wykorzystywanie obcych praktyk by czcić własnego Boga, czasem było to składanie ofiar obcym bogom (lub bogom miejscowym, gdyż nigdy  Żydzi nie żyli jedynie sami z sobą, a szczególnie nie u początków państwowości).

Prorocy skupiali się na obu problemach – zarówno na myleniu celu ze środkiem, jak i na awoda zara (bałwochwalstwie). Opłakiwali tych, którzy chętnie przyprowadzali tłuste byczki na ofiary, lecz nikczemnie zachowywali się wobec biedoty. Bóg (poprzez proroków) wielokrotnie woła – czyż ja pragnę tego tłuszczu i zapachu spalonego mięsa? Nie! Pragnę skruszonego serca, złamania kajdan niewolników, uwolnienia ludzi i, w skrócie, etycznego postępowania wobec innych ludzi.

Jak wiemy, w judaizmie tradycyjnie mówi się o 613 micwach. Istnieją różne systemy dzielenia ich na kategorie. Jednym z tych systemów jest podział na micwot bein adam lechawero (micwy określające relacje międzyludzkie) oraz micwot bein adam lemakom (micwy określające relacje człowieka z Bogiem – głównie rytuał). W pierwszą kategorię wchodzą wszystkie prawa budujące podstawy społeczeństwa – kryminalne, cywilne, ustanawiają proces sądowy, dochodzenie odszkodowań, zakazują kradzieży i mordów. Ale również obejmują wszystkie prawa etyczne, prawa, których nie znajdziemy w zwykłych kodeksach prawnych – o godnym traktowaniu przybysza (imigranta), o uczciwym prowadzeniu interesów, o ochronie praw najsłabszych osób w społeczeństwie. Zakazujących łapówek, zawstydzania, łamania praw biedoty, służby czy podwładnych. Dużo łatwiej jest przyprowadzić byczka kapłanom i czuć się jak milion dolarów, niż minuta po minucie prowadzić życie uczciwego człowieka. Łatwiej zaostrzyć kaszrut i założyc tfilin codziennie, niż witać każdego ciepło, bez względu na to, kim ta osoba jest. Łatwiej jest obsesyjnie sprawdzać długość spódniczek (szczególnie u innych), niż z szacunkiem i godnością traktować biednych i słabych.

Prorocy wypowiadają się jasno: Bóg może poczekać na rytuał, aż będziesz gotowy by to wypełnić w czystości serca. Ludzie nie mogą czekać na terminową wypłatę czy pomoc w przetrwaniu kolejnego dnia. Bóg brzydzi się rytuałem zbudowanym na niesprawiedliwości etycznej, na prześladowaniu innych. Nie można było w czasach Jirmejahu czy Amosa przyprowadzić najpiękniejszego i najdroższego byczka do świątyni i czuć, że wypełniło sie wolę Boga, jeśli pieniądze na tego byczka zdobyło się kosztem innych, oszukując i naciągając. Tak i dziś nie można zasłaniać się choćby i fanatycznym wypełnianiem rytuału, jeśli buduje się go na nieetycznym traktowaniu, tych, wokół nas – poczynając od własnej rodziny, dzieci, sąsiadów, współpracowaników, przez osoby na zmywaku w restauracji, którą wspieram swoją w niej obecnością, nieznajomych mijanych na ulicy, potrzebujących, od których odwracam wzrok, poniżając (choćby tylko w myślach, nie mówiąc już słownie lub fizycznie) aż po tych, którzy nie są mi do niczego potrzebni (bo najczęściej dość dobrze traktujemy tych, od których zależy nasze życie, praca, zarobki itp) – a szczególnie, jeśli to „inni” (gerim) w społeczeństwie albo jego „wdowy i sieroty”, czyli osoby najbardziej narażone, najsłabsze ogniwa – w każdym społeczeństwie mogą to być inne grupy.

 

Reklamy

PURIM!!!

Chag Purim sameach – wesołego święta Purim!

Pamiętajmy, że obok czytania Megilat Ester i obdarowywania się miszloach manot należy w Purim przekazać datki dla potrzebujących – proszę wybrać ulubioną fundację zajmującą się wykorzenianiem głodu i wspieraniem biednych, lub przekazać bezpośrednio wsparcie osobie biednej. Pamiętajmy, aby datki przekazać w sposób, który uszanuje godność tej osoby. Tradycja nakazuje, aby pieniądze dostarczyć w tym samym dniu, stąd bezpośrednie przekazywanie biednym jest najpopularniejszą opcją. Uważam jednak, że przekazanie pieniędzy na konto np fundacji typu Pajacyk lub Heifer International jest również wspaniałym pomysłem.

Księga Estery po hebrajsku i angielsku. Kliknij na „Listen to this chapter in Hebrew” by wysłuchać każdego z rozdziałów po Hebrajsku.

Bawmy się i radujmy!

Niewolnictwo jest złem.

Niewolnictwo było zaakceptowaną sytuacją społeczną w starożytnym świecie Tory. Opracowano prawa otaczające to zjawisko, lecz nie było specjalnie komentarza moralnego na temat samego zjawiska. Niewolnictwo w tamtych czasach nie było dokładnie takie, jak dziś je postrzegamy. Wielokrotnie oznaczało ono przymusową, kilkuletnią pracę by spłacić długi. W Torze nie ma osobnego słowa oznaczającego „niewolnik”, słowa owedawadim, pochodzą od korzenia oznaczającego pracę. Tym samym słowem określony robotnik, pracownik, ale także sługa – Mosze określony jest wielokrotnie jako „ewed Haszem”, sługa Boży.

Tora rozróżnia jednak między awadim o różnym pochodzeniu etnicznym. Inaczej traktuje się Hebrajskich awadim, którzy znaleźli się w tej sytuacji zazwyczaj z powodu biedy i długów. Zgodnie z Torą wszyscy przypisani słudzy muszą być wypuszczeni na wolność wraz z nadejściem roku szabatowego.

W haftarze do parszy miszpatim opisaną mamy trudną sytuację społeczną, gdzie stary system przetrzymywania służby i przypisanych pracowników zaczyna być podważany sam w sobie. Nie tylko, że słudzy mają być uwolnieni – ale nigdy więcej nikt nie ma zniewolić brata lub siostry (czyli innego Żyda).

Jirmejahu usłyszał pewnego dnia słowo Boga – że Żydzi nigdy więcej nie mogą zniewolić innego Żyda. Wprawdzie po przymierzu podpisanym przez króla Cidkiję ludzie uwolnili swoich niewolników, lecz wkrótce ich z powrotem zniewolili. Bardzo krótko trwała reforma społeczna… Nie jest to jednak zaskoczeniem – sama proklamacja uwolnienia ludzi nic nie da, jeśli nie stworzy się systemu umożliwiającego tym ludziom zbudowanie życia na wolności. Inaczej są oni bardzo podatni na skrzywdzenie i wykorzystanie. Nie mając gdzie się udać, wracają do poprzedniego pana. Tak, jak Żydzi wychodzący z Egiptu za każdym razem, gdy pojawiał się problem, chcieli oni wracać do starego, znanego świata – nawet, jeśli oznaczało to zniewolenie. Jirmejahu bardzo ostro potępia takie zachowanie.

Zgodnie z proroctwem Jirmejahu, ludzi spotka właściwa kara zgodnie z zasadą mida keneged mida – miara za miarę, czyli kara symbolicznie nawiązująca do popełnionego czynu. Żydzi nie posłuchali nakazu Boga, nie przestrzegali praw Juwel by uwolnić swe sługi. Żydzi nie wypełnili nakazu by obwieścić dror (wolność) i dlatego Bóg obwieszcza innego rodzaju dror dla nich: będą „wolni” dla miecza, zarazy i głodu.

Wydaje się, że stopniowo instytucja niewolnictwa wydawała się coraz bardziej problematyczna w oczach wielu bardziej oświeconych. Naród, który sam przecierpiał niewolnictwo, nie powinien powielać tych samych błędów. Tora jednak w wielu przypadkach akceptuje społeczeństwo starożytne w takiej formie, w jakiej było, starając się kontrolować lub  minimalizować zjawiska niekoniecznie pożądane. Innym tego typu przykładem są prawa związane z „mścicielami krwi” – Tora akceptuje, że taka jest tradycja ziemi, mściciele istnieją i są częścią społecznych zachowań pochodzących ze znacznie starszych czasów. Zamiast próbować zanegować takie zachowanie kompletnie, stara się je ograniczyć – poprzez budowanie miast ucieczki.

Z niewolnictwem wydaje się podobnie. Było to całkowicie „normalne”, że ludzie bogatsi posiadali dużą liczbę sług i pracowników, których zapłatą był wikt i opierunek. Zamiast rewolucji społecznej, która byłaby i tak całkowicie nie do pomyślenia wtedy, starano się ograniczyć niebezpieczne zachowania i zapewnić lepsze życie tym ludziom – poprzez odpoczynek w Szabat czy też odpowiedzialność kryminalną za zabicie sługi (co było dużą zmianą w stosunku do innych kodeksów starożytnych, gdzie wystarczyło zapłacić karę, Tora wyznaczyła karę życie – za – życie, nie ważne czy zabitym był arystokrata czy sługa). Mimo wszystko jednak, sługa ten wciąż był własnością gospodarza. Pierwszym wyłomem były różnice w traktowaniu sług o pochodzeniu żydowskim. Widziano, że jest coś nie tak w zniewalaniu „brata i siostry”, osoby, które musiały odpracować długi miały być uwalniane w czasie roku szabatowego. Biorąc pod uwagę jak łatwo można było się znaleźć w takiej sytuacji, gdyż biedota była strasznie uciskana i wykorzystywana (wystarczy poczytać proroków). Dla osób, które, jak Jirmejahu, były wyjątkowo wrażliwe na los biedoty, sytuacja zniewolenia na pewno była równie problematyczna.

Nawet dziś wciąż słychać głosy, że jeśli Tora dozwalała niewolnictwo , to widać nie ma w tym nic złego i można posiadać ludzkie istoty tak samo jak samochody czy lodówki. Przeraża mnie taka interpretacja Tory. Jest oczywistym, że Tanach przedstawia ewolucję myśli religijnej i zapisy późniejszych proroków są wyjątkowo zaawansowane w dziedzinie etyki społecznej. Tak samo, jak krwawe ofiary stopniowo były widziane jako mniej wartościowe w służbie Bogu (moralność była wystawiana na plan pierwszy) i gdyby Świątynia  nie została zniszczona, to pewnie sama by odeszła w zapomnienie (tanaim stawiali się coraz bardziej niechętni wobec rytuału świątynnemu). Innym przykładem zmian w stosunku do instytucji, które kiedyś były powszechne i akceptowane, to poligamia. Już w czasach Drugiej Świątyni monogamia była widziana jako właściwa, a poligamia jako etycznie problematyczna.

Sytuacja opisana u Jirmejahu (rozdz.34) nie jest jeszcze ideałem, ale jest zdecydowanie krokiem w kierunku całkowitego potępienia wszelkiego rodzaju zniewolenia.

Tora i cierpiący Żydzi w Egipcie

I znowu bardzo wiele się dzieje w dzisiejszej parszy. Mamy wielkie objawienie Boga i Jego Imion, słynne cztery wyrażenia wyzwolenia, które zapoczątkowały symbolikę czwórek w czasie Sederu, mamy bunty i wątpliwości Moszego co do pomyślności swojej misji, a także mamy kilka pierwszych plag.

Ale mnie szczególnie zaciekawiło jedno zdanie. Po tym, jak Mosze rozmawiał z Izraelitami, Tora mówi nam, że oni „nie posłuchali Moszego z powodu zadyszki i ciężkiej pracy” (6:9). Zachwyca mnie zrozumienie Tory dla natury ludzkiej. Nie ma tu potępienia, nie ma krytyki, jest tylko wyjaśnienie sytuacji.

Wiele krytyki jest wyrażanej pod adresem ludzi w ciężkiej sytuacji życiowej. A to czemu się nie przeprowadzą, czemu nie znajdą (lepszej) pracy, czemu nie pójda na kursy dokształcające, czemu nie zbuntują się przeciw nieuczyciwym praktykom w miejscu pracy, czemu ryzykują zatrudniając się na czarno itd. A jeśli niczego tego typu nie robią, to są sami sobie winni. Łatwo jest krytykować z perspektywy wygodnego fotela, mając pełny portfel i w miarę bezpieczny byt. Wtedy łatwo też marzyć o wielkich rzeczach, planować rozwój, zmieniać pracę na jeszcze lepszą bądź snuć dywagacje na temat „co by było gdyby”. „Gdybym ja był bezrobotny to bym się przeniósł do dużego miasta, bo tam łatwiej o pracę”. „Nie dałbym się tak traktować, powiedziałbym szefowi co o nim myślę, nie ważne ryzyko”. „Tylko idiota i miernota tkwi w beznadziejnej sytuacji, ja bym na pewno coś zrobił” itd.

Jedno ze słynnych zdjęć dokumentujących Wielki Kryzys w USA w latach 30tych

Tora jednak wykazuje się dużo większą dozą empatii. Ciężka, niewolnicza praca zmienia sposób w jaki człowiek postrzega własne życie, możliwości i szanse na przyszłość. Trudna sytuacja może pognębić i odebrać wszelką nadzieję na zmianę i polepszenie bytu. Najważniejsze jest przetrwanie kolejnego dnia, myślenie długoplanowe rzadko wchodzi w rachubę. To dlatego ludzie obwiniali Moszego za pogorszenie się ich sytuacji, gdy faraon zwiększył wymagane kwoty dzienne. Zamiast obarczać odpowiedzialnością prawdziwe źródło cierpień – faraona, obarczyli nią tego, który porwał się z motyką na słońce i w ich mniemaniu zdenerwował tylko faraona. Znane zło jest lepsze niż perspektywa pełnej wolności w odległej przyszłości. Najważniejsze, by się nie pogorszyło, trudno myśleć o całkowitym zlikwidowaniu bólu, cierpienia i codziennej ciężkiej pracy niewolniczej, szczególnie gdy nawet nie przychodziło do głowy, że istnieje taka opcja. A z czasem, oczekuje się tylko przetrwania do wieczora. Podobnie było w przypadku aktywistów próbujących zmienić jakąś niesprawiedliwą sytuację społeczną – czy to zakończyć niewolnictwo Afroamerykanów, czy to polepszyć sytuację robotników w sweatshopach. Często pierwszą reakcją było karanie niewinnych, nawet nie aktywistów (Mosze też mógł zwyczajnie odejść, dla niego wystarczającą karą byłą zobaczyć, jak „przez niego” cierpią jego bracia), lecz właśnie tych, w imieniu których występowali. Winą byli obarczani aktywiści, nie prawdziwi prześladowcy.

Przydałoby się nam więcej tego typu podejścia – pełnego zrozumienia, empatii i ciepła – w naszym codziennym życiu. Szczególnie, gdy politycy próbują zwalać całą winę za trudności na osoby, które tkwią po uszy w koszmarze. Talmud uczy nas, że „więzień nie jest w stanie sam wyswobodzić się ze swojego więzienia”. Skrajna bieda, depresja lub tkwienie w toksycznym środowisku może być właśnie takim więzieniem.

Prorocy naszych czasów

Tradycyjnie uważa się, że proroctwo skończyło się wraz ze zburzeniem Drugiej Świątyni, za ostatniego proroka uznając Malachiego. Jednak według mnie wszystko zależy od definicji. Jeżeli definicją będzie społeczna funkcja proroka, jego (lub jej) podejście, sposób życia i nauczania oraz przedmiot zainteresowania, możemy zauważyć, że wciąż żyją między nami prorocy i prorokinie. Jak więc można inaczej zdefiniować proroka? To osoba, która ma niesamowitą wrażliwość na cierpienie innych, szczególnie gdy nie jest to cierpienie indywidualne i przypadkowe, lecz gdy wynika z przynależności do pewnej grupy, gdy jest to cierpienie wpisane w system społeczny. Tak, jak na przykład biedota, gerim (przybysze, dziś powiedzielibyśmy imigranci), najsłabsi w społeczeństwie (sieroty i wdowy były symbolem tych, którzy mają najgorzej i mają najmniej wsparcia i opieki). To osoby, które są głosem tych, którym tego głosu się nie udziela. To osoby, które nie boją się narażać własnego życia, zdrowia i godności osobistej by nauczać o sprawiedliwości społecznej, pomimo iż głównymi adresatami takich apelów są możni i potężni tego świata. To nieuleczalni idealiści, którzy nie akceptują niesprawiedliwości i ucisku jako naturalnego porządku rzeczy, którzy wierzą, że istnieje lepszy świat, który sami możemy zbudować. To osoby, które nie są świętymi, ideałami, które trudzą się z wybraną drogą życiową, którzy czasem się poddają by ponownie wrócić do powołania. To osoby, które często czerpią energię i inspirację w Dobru, Bogu, ideach humanistycznych. To osoby, które jeśli czerpią inspirację z woli Boga, rozumieją ją jako sprawiedliwość, dobro, poszanowanie życia ludzkiego, szacunek i godność dla najsłabszych i wszelkich potrzebujących. To wreszcie osoby, które czasem same cierpią upokorzenia, wyzwiska, fizyczne napaści a czasem muszą zapłacić za swą działalność własnym życiem.

Gdy w ten sposób zdefiniujemy osobę proroka, to widzimy, że w każdym pokoleniu są ludzie, którzy bezinteresownie walczą o prawa maluczkich, zapomnianych, marginalizowanych, upokarzanych. Tych, którzy czasem sami przestali wierzyć, że mają prawo do godności i opieki prawa.

Jednym z takich ludzi, inspirujących mnie swoją postawą i walką o prawa Afroamerykanów i biedoty jest dr Martin Luther King jr., którego rocznica urodzin wypada jutro, 15 stycznia ukończyłby 83 lata. Dr King nie był świętym… ale był wspaniałym przywódcą, charyzmatycznym idealistą. Jego mowy wywołują dreszcze, jego zdolności oratorskie nie ustępowały innym prorokom. Szczególnie fascynująca jest w jego mowach symbolika biblijna. W krótkim fragmencie z jego ostatniej mowy (którą można zobaczyć poniżej), wygłoszonej na dzień przed śmiercią, używa wspaniałej metafory, mówiąc, że nic go nie zatrzyma, gdyż „stał na szczycie góry”. Niczym Mosze, który ze szczytu góry Nebo zobaczył Ziemię Obiecaną, King mówi: „Możliwe, że nie wejdę tam z wami, ale wiem, że my razem, jako nacja, wejdziemy do Ziemi Obiecanej”. King podkreślał, że choć długie życie to wspaniała rzecz, bardziej mu zależy na wypełnianiu woli Boga i na tym, by dotrzeć do Ziemi Obiecanej. Nawet według najbardziej prymitywnej definicji proroka – jako osoby przewidującej przyszłość, King był prorokiem – został zamordowany następnego dnia. Ziemia Obiecana była dla niego symbolem życia w równości, w godności i bez rasizmu. Gdzie każdy będzie oceniany według osobistych zasłóg i dokonań a nie koloru skóry. King zaraził swym entuzjazmem i idealizmem niezliczone rzesze ludzi… Wiele dokonano dzięki niemu w przeciągu tych 40 lat, wiele jest wciąż do zrobienia.

Niewolnictwo dziś

Zaczynamy w tym tygodniu studiować księgę Szemot. Jednymi z głównych tematów przewodnich tej księgi jest niewolnictwo i wolność. Nieodzownym jest więc, aby nauczyć się czegoś więcej na ten temat. Mieszkańcy Zachodu pytani o niewolnictwo głównie myślą o przeszłości – może o Izraelitach w Egipcie, może o historii Afroamerykanów albo epizodach pracy niewolniczej w czasie II wojny światowej. Myślę, że niewielu będzie rozważać dzień dzisiejszy. A fakty są okrutne: według specjalistów na świecie żyje około 27 milionów niewolników. Teraz, w naszych czasach. To najwięcej w całej historii ludzkiej. Jak to możliwe, żeby wciąż tak wielu ludzi było zmuszanych do niewolniczej pracy, pozbawionych wolności i praw człowieka? Od nas zależy, aby zakończyć tę potworną sytuację. Aby móc to zrobić, należy się najpierw dokształcić w tym kierunku. Poniżej przedstawiam niektóre podstawowe informacje oraz linki do miejsc, gdzie można się dowiedzieć więcej. Najważniejsze, by zacząć od samo-edukacji i by szerzyć wiedzę i świadomość na ten temat. Razem możemy zrobić wiele. I nawet jeśli nie uda nam się zakończyć niewolnictwa na dobre, nie wolno nam nie próbować.

Większość poniższych danych przekazuję na podstawie wspaniałej strony: FREE THE SLAVES, którą gorąco polecam.

Kilka faktów:

  • Obecnie szacuje się, że w niewoli żyje 27 milionów ludzi. Są oni zmuszani do pracy bez wynagrodzenia, pod groźbą przemocy i nie są w stanie odejść. Można ich odnaleźć w domach publicznych, fabrykach, kopalniach, na polach, w restauracjach, placach budowy i domach prywatnych. Wielu niewolników zostało oszukanych przez handlarzy, którzy skusili bezbronnych ludzi fałszywymi ofertami pracy i edukacji. Niektórzy niewolnicy maszerują do pracy pod groźbą użycia broni. Inni zmuszani są do zapłaty fałszywych i spreparowanych długów. Niewolnictwo jest niemal wszędzie nielegalne, a jednak występuje prawie wszędzie.
  • Większość niewolników można spotkać w Indiach i krajach Afrykańskich
  • Średnia cena za niewolnika to około 90$
  • Osoby zamieszane w handel i posiadanie niewolników wielokrotnie robią wszystko, aby uniknąć terminu „niewolnictwo”, używając różnych eufemizmów: spłata długów, praca przypisana, praca przymusowa, służba przypisana lub handel żywym towarem.
  • Kraje Zachodu nie są wolne od niewolnictwa. Szacuje się, że np w Stanach Zjednoczonych żyje co najmniej 10 tysięcy niewolników. Podobnie jest w krajach Europy Zachodniej. Większość niewolników jest tu sprowadzana przez oszustów obiecujących legalną pracę lub edukację.

 

Warto poczytać:

 

Podstawowe informacje o niewolnictwie (po angielsku):

Jutro wielkie święto!

Wprawdzie nie uda nam się go znaleźć na tradycyjnym kalendarzu Hebrajskim, ale jak dla mnie jest to święto. O czym mówię? O Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Idea dobroczynności – cedaki, jest w judaizmie kluczową, obowiązującą każdego, w każdym wypadku, i o której napisano niezliczone księgi.

Słowo „cedaka” nie oznacza dosłownie „dobroczynności”, gdyż na to mamy osobny termin („maasim towim” lub „gmilut chasadim”), lecz słowo to pochodzi od rdzenia oznaczającego sprawiedliwość. Cedaka nie oznacza jedynie dawania pieniędzy, choć z tym się najczęściej kojarzy. Cedaka to wspomożenie innego w jak najlepszy sposób, aby wypełnić konkretne potrzeby tej osoby. Mogą to być więc pieniądze, ale także czas, dobre słowo, fizyczna pomoc, jak wykonanie przydatnych czynności w domu, lub pomoc w znalezieniu pracy. Nasi mędrcy od zawsze podkreślali, aby wypełniać cedakę z myślą o godności odbiorcy – by nie zawstydzać, nie wyśmiewać, nie pouczać potrzebującego. Jedną z najwyższych form cedaki jest pomoc w znalezieniu pracy – bo pozwala to biednemu stanąć na nogi, uniezależnić się i wzmocnić szacunek do własnej osoby. Gdy to jest niemożliwe, lub zwyczajnie nie to jest potrzebne, inny aspekt który jest wielokrotnie podkreślany, to aby dający nie wiedział, kto jest odbierającym i odwrotnie. Tu wkraczają wszelcy pośrednicy – fundacje, kasy zapomogowe lub pożyczające bez procentu. Tam ja mogę anonimowo przekazać pieniądze, podobnie jak otrzymujący wsparcie może pozostać anonimowy. Wprawdzie bieda nie jest i nie powinna być źródłem wstydu, ale niestety może tak być. Dlatego powinniśmy zrobić wszystko, aby dbać nie tylko o fizyczne potrzeby osób ale i duchowe czy emocjonalne.

Jedną z fundacji, które od zawsze darzę wsparciem i szacunkiem, to Heifer, gdzie możemy kupić kozę, kury czy ziarna do zasiewu dla potrzebujących rodzin w biednych regionach świata, aby nie tylko dać krótkotrwałą zapomogę, lecz by dać tym ludziom pracę, której owocami będą się potem dzielić z innymi. Czasem wystarczy tylko taki mały (dla nas) zastrzyk na początku, aby rodzina mogła już dalej sama się utrzymywać. Przez parę lat sponsorował także konkretną dziewczynkę w Republice Dominikany, dzięki czemu zmniejszało się ryzyko przerwania edukacji z powodu biedy.

Jutro mamy niepowtarzalną okazję uczestniczyć w wielkim święcie dobroczynności. Nigdzie indziej nie spotkałam się z podobnym do WOŚP zjawiskiem. To jest prawdziwy ewenement na skalę światową. Pamiętam Orkiestrę od samego początku, sama byłam wtedy nastolatką. Jako pedagożkę cieszy mnie również to, że to młodzież jest głównym kołem napędowym całego ruchu. Do teraz wielu zapyziałych kleryków nie może się pogodzić, że taka „bezbożna” grupa punkowych dzieciaków, z przywódcą nie szukającym wsparcia biskupów i Kościoła, odniosła taki sukces.  Że udało im się rozpalić cały naród, wszystkie grupy wiekowe i zawodowe. Jakże wspaniałym jest, że miliony ludzi zbiera się jednego dnia, by zrobić co tylko mogą dla potrzebujących dzieci. Że dają biedni, starzy, młodzi, bogaci, firmy, żołnierze, górnicy i szewcy. Każdy stara się zrobić choć małą część.

Po raz pierwszy od jakichś ośmiu lat jestem znowu w Polsce w czasie WOŚP. Zamierzam jutro spacerować po mieście by poczuć ducha i zarazić się entuzjazmem. Specjalnie odłożyłam więcej pieniędzy, abym mogła wrzucać do wielu różnych puszek. Żałuję, że nie stać mnie na na prawdę znaczącą wpłatę, ale wiem, że każda złotówka się liczy. Za każdym razem gdy widzę zdjęcia maluszków podłączonych do skomplikowanych aparatur medycznych z naklejonymi na nich serduszkami, mam łzy w oczach. I cieszę się, że całe polskie społeczeństwo może się czuć dumne ze stworzenia czegoś tak wspaniałego.

A wszyscy pieniacze szkalujący Owsiaka i WOŚP niech się idą pieklić w samotności. A gdy im (lub ich bliskim) życie uratuje maszyna z serduszkiem, niech im się zrobi na prawdę głupio.

 

Jak wspierać WOŚP?

  • Możesz wpłacić darowiznę na cel 20. Finału WOŚP, przekazując dowolną kwotę na konto bankowe Orkiestry – 23 1240 1112 1111 0010 4196 3411
  • Skorzystaj z serwisu www.aukcje.wosp.org.pl uruchamianego specjalnie przy okazji XX Finału WOŚP– kup lub sprzedaj cokolwiek! Całość wpłat przekazana jest na nasze konto.
  • Masz Facebooka? Skorzystaj z aplikacji, która umożliwia wpłatę pieniędzy na konto Orkiestry
  • Wesprzyj nas za pośrednictwem serwisu społecznościowego SiePomaga.pl – kliknij tu!
  • Zamów kartę debetową PEKAO WOŚP 
  • Przekaż 1% podatku – Fundacja jest organizacją pożytku publicznego i każdy ma możliwość przekazania na naszą rzecz 1% swojego podatku dochodowego. Jak to zrobić? Przeczytaj!
  • Możesz także wpłacić darowiznę on-line za pośrednictwem systemu platnosci.pl