A nie chce sprawdzać, czy przypadkiem nie obrzezani?

I wylazło… pod płaszczykiem pseudo-racjonalnych wyjaśnień, pan Tomaszewski wypłynął z czysto tradycyjną ksenofobią. Nie rozumiem, dlaczego nikt tego nie nazywa po imieniu? Każdy, kto mówi „prawdziwych Polakach” w kontraście do „farbowanych/fałszywych/ Polaków” jest podejrzany o ksenofobię. Wypowiedź tego pana jasno dowodzi, że faktycznie jest on jednym z tych, którzy wierzą, że Polakiem można być jedynie w jeden, wąsko-rozumiany sposób, oczywiście taki, w jaki wierzy ten pan. Nie ważne, że prawo polskie nie zostało złamane, że osoby te chcą pracować dla dobra Polski, przy przynieść wiele wspaniałych przeżyć sportowych.

Stwierdził m.in., że nie chce, aby w reprezentacji w koszulce z białym orłem „grali jeden Francuz i dwóch Niemców, którzy grali już dla Francji i dla Niemiec” i „odbierają naszym, prawdziwym Polakom” miejsce w reprezentacji. Powiedział też m.in., że nie będzie kibicował polskim piłkarzom na Euro 2012.

Polacy nigdy nie byli „prawdziwymi Polakami” w taki sposób, jaki to malują prawicowcy. Niech się uczą historii… Od początków swego istnienia Polska rosła w siłę i tworzyła swoją kulturę dzięki wkładowi Polaków-Niemców, Polaków- Żydów, Polaków – Łemków, Polaków-Cyganów, Polaków-katolików, Polaków-ewangelików itd. Polska stała się niemal całkowicie homogeniczna dopiero po II wojnie światowej, dzięki Hitlerowi i Stalinowi… czy naprawdę ludzie chcą być za to wdzięczni? Powinniśmy być dumni, że ci Polacy, z których niektórzy się urodzili w Polsce, niektórzy poza jej granicami, czują się Polakami i pragną dołączyć swe siły i zdolności do jej sukcesu w Euro.

Biblijny bicz na gejów

Wiele wersetów biblijnych ma na swoim sumieniu istnienia wielu niewinnych istot. I nie mówię tu o losach starożytnych Kenaanijczyków, których to rzekomo wymordowano pod wodzą Jehoszuy i innych żydowskich osadników, bo choć są to bardzo problematyczne pod względem moralnym fragmenty, z punktu historycznego raczej nie miały miejsca. Są jednak wersety, które przez stulecia wykorzystywano by torturować i zabijać, zniewalać i upokarzać. Można tu wspomnieć słowa: „czarownicy życia nie darujesz”, jako wymówki dla średniowiecznych stosów, czy też wielokrotne i różnorodne formy utrzymywania kobiet, jako obywatelek drugiej kategorii, zdanych na dobrą wolę mężczyzn z ich otoczenia. Mamy także fragmenty, które służyły, jako źródła akceptacji systemu niewolnictwa, poddaństwa i niesprawiedliwości. I mimo, że jest także wiele wspaniałych wersetów mówiących o prawach człowieka, miłosierdziu i potrzebie wspierania biednych – ludzie mają tendencję, by wybierać sobie to, co im pasuje, by wesprzeć ich pragnienie zysku i władzy.

Niestety, nie trzeba bardzo naginać słów Tanachu, aby uzyskać takie wsparcie… dla tych, którzy podchodzą do Tanachu literalnie i nie biorą pod uwagę zmian cywilizacyjnych, pewne sprawy wydają się oczywiste, nawet, jeśli kłócą się ze współczesną wrażliwością etyczną.

Jednym z takich słynnych biczy biblijnych znajduje się w parszy tego tygodnia – Acharei Mot. Pośród długiej listy zakazanych stosunków seksualnych, opisanych w prawie identyczny sposób: „Nagości twojego …. nie odkryjesz, to jest twoja…” (co przy okazji jest kolejnym dowodem, że Biblia była pisana przez mężczyzn dla mężczyzn), takich jak stosunki z członkami rodziny, pojawia się zdanie nie pasujące do reszty: „Nie położysz się z mężczyzną na sposób kobiety, jest to toewa”. Jedno zdanie pośród tysiąca innych od setek lat powoduje ból, cierpienia fizyczne i psychiczne, rozbicie rodzin, śmierć niewinnych ludzi. Nie jest zaskoczeniem dla tych, którzy interesują się tematem, że im bardziej społeczeństwo jest restrykcyjne wobec kobiet, traktując je jako gorsze, tym brutalniej traktuje zachowania homoseksualne. Mężczyzna, który traktuje mężczyznę tak, jak traktuje się kobietę (seksualnie nim zawładnie) wykonuje najgorszą możliwą zbrodnię. Bycie kobietą, nawet w formie bycia „kobiecym partnerem” (czyli pasywnym, przyjmującym członka partnera) w czasie stosunku, to upokorzenie, nieszczęście i zdrada rodu męskiego. Żaden mężczyzna nie może zrobić tego drugiemu i pozostać przy życiu. Tak naprawdę homofobia więcej mówi o poczuciu własnej męskości oraz poglądach na temat kobiet, niż faktycznie opinii na temat romantycznych związków pomiędzy dwoma mężczyznami lub dwoma kobietami. Kobiety nie są w ogóle wspomniane w tym prawie. Nie było po co – niżej, niż kobieta już się upaść nie da, a więc kobieta nie może upodlić kobiety… jest to nawet w pewnym sensie zrozumiałe, że kobieta chce być „mężczyzną” – któżby nie chciał nim być w patriarchalnym społeczeństwie? To mężczyźni u władzy mogą zrozumieć. Choć brak możliwości kontroli nad kobietami wybierającymi kobiety prowadzi często do wyjątkowo brutalnych ataków na lesbijki, włączając w to tzw „gwałty korygujące”, aby postawić taką buntowniczkę z powrotem na jej miejsce.

Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego rabini nic nie zrobili z tym prawem, poza podkreślaniem jego rzekomej wagi… wiele trudnych praw obramowano tyloma wymaganiami rabinicznymi, że stały się praktycznie martwymi zapisami bez praktycznego odniesienia w życiu. Przykładem może być choćby prawo, że zbuntowane dziecko należy uśmiercić. Ale każdy, kto wychowuje dziecko wie, że w tą kategorię może wpaść co drugie dziecko i prawie każdy nastolatek. Wewnętrzne poczucie moralności nie pozwoliło im, by uznać to prawo za obowiązujące… tak je obramowano, że stało się martwe. To samo mogli uczynić i z powyższym, lecz tego nie zrobili. Dlaczego? Po pierwsze, osoby odczuwające pociąg seksualny oraz uczuciowy do osób tej samej płci muszą się ujawnić, aby w ogóle wiedziano, że istnieją. Gdyby ludzie wiedzieli, jak wiele gejów i lesbijek żyje pośród, obok nich, zmienili by podejście. Bo by się okazało, że to zwykli ludzie – listonosz, pani z kiosku, córka, kolega syna, wujek, koleżanka z pracy, dentysta itd. to by się oswoili z tą myślą i zdali sobie sprawę, że to normalne i nie jakieś odrażające. Ale ludzie ci często tak bardzo boją się reakcji wrogiego społeczeństwa, że kryją się i z całych sił próbują stłamsić własną naturę, aby podporządkować się nakazom społecznym. I dlatego tak wiele grup może powiedzieć „u nas tego nie ma”. Jeżeli się o tym nie mówi, to faktycznie, takie wrażenie pozostaje. Zaklęte koło… trzeba je złamać. Wierzę, że gdyby autorytety halachiczne osobiście znały gejów i lesbijki, którzy mogli otwarcie żyć w zgodzie z własną naturą, halacha byłaby inna. W niektórych okresach historii żydowskiej (szczególnie w średniowiecznej Hiszpanii) miłość homoseksualna musiała być w miarę akceptowana, bo pozostały nam przykłady przepięknej poezji homoerotycznej, spisanej przez wybitnych poetów i liturgistów. Później (od wieku XVI) nastąpił jednak odwrót i wyjątkowe zaostrzenie wszelkich kwestii związanych z wolnym wyborem, seksualnością, romantyką, uczuciami i rolami społecznymi.

Oglądając czasem pijanych z nienawiści ludzi głoszących hasła anty-homoseksualne, zastanawia mnie, jak nie widzą oni hipokryzji we własnym działaniu, szczególnie, gdy chcą się opierać o Biblię. Zakaz łamania Szabatu wspomniany jest co chwila, a jednak nie ma ludzi z pianą na ustach protestujących biznesy otwarte w ten dzień… tak samo rzecz się ma z koszerem lub oddawaniem dziesięciny… Geje i lesbijki powodują ferment w tradycyjnie pojmowanej wizji porządku społecznego, zmuszają do kwestionowania zasad i ślepo wypełnianych oczekiwań. Bo jeśli w tej kwestii moja religia się myli, to w czym jeszcze może się mylić? Wiele religii boi się tego typu pytań. Don’t kill the messanger. To nie wina gejów i lesbijek, że ukazują problemy we własnej wizji świata.

Współcześni Żydzi i sprawa małżeństw osób o tej samej płci

Zgodnie z wynikami ankiety Forwardu, 81% amerykańskich Żydów wspiera małżeństwa zawierane między osobami o tej samej płci. Nie jest to tak szokujące, gdy sobie uświadomimy, że ogromna większość Żydów to Żydzi z nurtów postępowych – reformowanego, konserwatywnego czy rekonstrukcjonistycznego (lub nie identyfikujących się z żadnym). Gdy do tego doliczymy także Żydów z nurtu modern orthodox, z których wiele sytuuje się politycznie bardziej na lewo i często otwarcie wspiera prawa gejów i lesbijek (choć nie akceptując ślubów halachicznych), i popiera cywilne śluby między osobami tej samej płci, to faktycznie jedynie mniejszość plasuje się w ostro anty-gejowskim obozie. Wprawdzie wielu przedstawicieli tej grupy jest dość widocznych i głośnych, co jakiś czas demonstrując ubrani w worki pokutne i umieszczając slogany zrównujące dwoje dorosłych ludzi do psów czy kóz (sugerując, że ślub między dwoma mężczyznami lub dwoma kobietami, jest tym samym co ślub człowieka z np psem).

Judaizm reformowany już od lat ’90tych oficjalnie wspiera małżeństwa tej samej płci, a konserwatywny ogłosił swe poparcie w 2006 r. Rabini i rabinki nurtów reformowanych i rekonstrukcjonistycznych od wielu lat udzielają religijnych małzeństw pod chupę dla par o tej samej płci, w nurcie konserwatywnym jest to prywatny wybór i decyzja rabina/rabinki. Geje i lesbijki są witani z otwartymi ramionami w większości synagog w USA, a wiele synagog ortodoksyjnych poczyniło wiele świadomych kroków, by osoby homoseksualne nie czuły się wyalienowane lub prześladowane w ich społecznościach. Coraz więcej mówi się o potrzebie zaakceptowania gejów i lesbijek, choć dla osób, które przestrzegają halachy nie jest to łatwa decyzja. Lecz choć dostrzega się pewne problemy halachiczne, podkreśla się potrzebę etycznego zachowania, empatii i walki z przemocą (fizyczną i psychiczną). Szuka się w tradycji inspiracji i odpowiedzi, by pogodzić współczesną wrażliwość i odkrycia naukowe z wielowiekowymi naukami.

Marriages between gay and lesbian Jews are increasingly accepted by Jewish religious groups. Reform Judaism officially announced its support for gay marriage 1990s, and Conservative Judaism in 2006. No Orthodox groups accept same sex marriage, though the issue of homosexuality has been the subject of increased debate among the Modern Orthodox.

The new survey, conducted online by the Public Religion Research Institute in February and March of this year, polled roughly 1,000 Jews. While the survey found that more than eight in ten Jews favor allowing same-sex marriage, the survey also showed that only 48% of Jewish Republicans support the.

Previous surveys have found American Jewish support for same sex marriage slightly lower. Polls conducted by the Pew Research Center in 2008-2009 measured American Jewish support for same sex marriage at 75%, then at 76% in 2010.

The new survey’s margin of error is 5%, meaning it’s possible that the uptick is a statistical blip. But if the shift is legitimate, it represents an uptick in Jewish support.

“The American Jewish community has a long history of standing on the right side of history when it comes to civil rights legislation, and it’s not surprising that we’re seeing a similar pattern when it comes to equal marriage,” said Klein. “Our challenges … have always been more about creating internal change within Jewish communities, creating change that actually affects the climate and the culture and the politics within our synagogues and day schools and summer camps.”

Duchy żydo-komuny i inne formy zwalania win

Przeczytałam dziś bardzo ciekawy artykuł, który gorąco polecam. Mowa w nim nie tylko o subtelnych formach antysemityzmu, zwalania win na „Innych” i dystansowanie się od odpowiedzialności za możliwe zło, ale także o (denerwującym mnie) zrównywaniem komunizmu z nazizmem. W historii nie ma tak wyraźnych linii i obrazów, nie można tak upraszczać i naginać rzeczywistości.

Autorka pisze m. in.:

Najciekawiej zrobiło się jednak, gdy doszło do winy. Bo choć Leder podkreślał, że tekstu swego nie pisał z zamiarem czyszczenia sumień, padło hasło, że Polakom przydałoby się przepracowanie winy za udział w Zagładzie. Gawin – cytuję z pamięci – odparł:

– Zawsze gdy mowa o winie Polaków wobec Żydów zastanawia mnie, dlaczego nikt nie wzywa do poczucia winy wobec Polaków tych Żydów, którzy mieszkają w Alei Róż i Alei Wyzwolenia.

Spieszę wyjaśnić, że Aleja Róż to warszawska ulica, przy której po wojnie zakwaterowano rodziny osób pracujących w urzędach państwowych na wysokich stanowiskach, a Aleja Wyzwolenia – rodziny osób pracujących w urzędach państwowych na niskich stanowiskach.

Rozjaśniając nieco skrót myślowy Dariusza Gawina wychodzi na to, że odpowiednikiem udziału Polaków w Zagładzie jest udział Żydów w aparacie państwowym PRL.

Faktycznie mają Żydzi jaką winę przerabiać. Przed wojną byli wykluczeni z posad urzędniczych, możliwości pracy w budżetówce nie mieli. Po wojnie dano im równe prawa i za to Żydzi powinni przeprosić. A już skandalem jest, że ośmielili się z praw tych skorzystać.

Co prawda wiele osób, o których mówi Gawin, dawno Żydami nie było, ale szef Muzeum Powstania Warszawskiego wie przecież lepiej, kto Polak prawdziwy, a kto podrabiany.

Co prawda choćby nie wiem jak się postarać, nie dałoby się zmajstrować administracji PRL-u bez udziału polskich Polaków polskiego pochodzenia z rodowodem polskim do trzeciego pokolenia i certyfikatem narodu polskiego od Mieszka Pierwszego, ale na szczęście znalazło się wśród nich paru Żydów, więc jest na kogo zwalić. Bo przecież nie ulega kwestii, że żaden prawdziwy Polak nie tknąłby pracy zaoferowanej przez komunistów!

Znowu?

Tym razem, w formie rzekomo żartobliwej, powraca bohater dnia: rasizm.

W audycji „Poranny WF” wyemitowanej 25 maja dziennikarze, próbując dodzwonić się do Alvina Gajadhura, rzecznika prasowego Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, mówili m.in.: „Gajadhur. Gajadhur, tak? Murzyn. Bardzo przepraszam, mam alarm. Audycję dzisiejszą sponsoruje warszawski oddział Ku-Klux-Klanu”. Dziennikarze sugerowali także, że telefon Gajadhura działa w „buszmeńskiej sieci dla czarnych”. […]

Alvin Gajadhur złożył doniesienie do prokuratury, ale sprawa została umorzona. […] Tymczasem Wojewódzki i Figurski odnieśli się w swoim programie do całej sytuacji. Oskarżyli poszkodowanego o rasizm: „Pan nienawidzi białych i ja mam na to dowody”. Zarzucili mu też, że szerzy nienawiść w kraju, który jest dla niego gościnny, i że jest „po prostu głupi”.

 

Panie Wojewódzki, nie ma czegoś takiego jak „rasizm wobec białych”. Aby rasizm istniał, musi istnieć siła, system wspierający go. Tak samo, jak kobieta, która oburzy się na seksistowskie żarty lub napastowanie seksualne nie jest nienawidzącą mężczyzn lesbą, a jedynie osobą walczącą o własną godność.

 

To się w głowie nie mieści. W jakim zakutym łbie mogłoby się to wydawać w porządku? Zabawne? Żartobliwe? I znowu pewnie powiedzą, że ofiara (tym razem pan Gajadhura) nie ma poczucia humoru… rasizm to rasizm, nie ważne czy wypowiada go zgolony na łyso członek ONR, popularny podróżnik i dziennikarz, poseł, celebryta i „satyryk” czy też pani Ziuta spod sklepu. Nie można pozwalać na to, ani ignorować.

W ramach przedpesachowych rozważań o niewolnictwie, rasizmie i spuściźnie po koloniach…

Ponownie wraca Cejrowski. Nie miałam pojęcia, że ten człowiek również pisze książki, i że książki owe cieszą się jakąś kolosalną popularnością. Potwierdza się twierdzenie, że ludzie lubią to, co podobne do nich: równie ograniczone, wspierające ich wąskie poglądy na świat i wszelkiego „innego”.

Pomimo tego, co już wiedziałam o tym panu, poniższy fragment wywiadu mną wstrząsnął. Kilka lat mieszkania w Stanach przyzwyczaiło mnie do subtelnego, ukrywanego i zawoalowanego rasizmu. A tu, proszę – rasizm w tak czystej postaci, że mój biedny organizm chwilę do siebie dochodził… Jeżeli ktoś ma problemy z odczytaniem co jest rasizmem, a co nie – tu podaję: to jest RASIZM.  Nieskrywany, dumny i ze szlacheckim przytupem.

Poniższy fragment pochodzi z artykułu, który gorąco polecam.

Dariusz Rosiak: A Afryka? Jak tam się panu podoba spuścizna kolonizacji?

Wojciech Cejrowski: Afryka po wycofaniu się białych kolonizatorów zniszczyła sama siebie. Zniszczyli zasoby, drogi, mosty, szkoły; mordują się milionami, prześladują narodowo, religijnie i rasowo. Potworne zbydlęcenie człowieka. I regres cywilizacyjny. Od roku 1950 w Afryce doszło do 21 wojen, liczba ofiar to prawie 20 milionów. Rasistowska rzeź w Rwandzie – ponad 2 miliony ofiar w ciągu zaledwie kilku dni z powodu oskarżenia o czary! Afrykanie sami dla siebie są największym zagrożeniem. Uważam, że doskonałym sposobem naprawy tego zła byłoby przywrócenie dyktatury białego człowieka na czas jakiś.

Na jaki?

Nie wiem, może na 200 lat, może na 1000. Biały człowiek ucywilizował Afrykę. Czarny człowiek zniszczył to dobro.

A co zrobić z tymi nielicznymi krajami afrykańskimi, które – nie wiedzieć czemu – nie uległy, jak to pan nazywa, zbydlęceniu i osiągnęły sukces? Np. Botswana. Panuje tam demokracja, ludzie żyją jak na afrykańskie warunki na wysokim poziomie.

Cudnie, to w Botswanie już rządy białego człowieka nie są potrzebne. Ale w Afryce Południowej natychmiast trzeba przywrócić apartheid, bo on separował wrogie sobie grupy i w ten sposób utrzymywał porządek. I pokój.

A jeśli czarni się nie zgodzą, to co pan proponuje?

Pasek i po tyłku. Z bandytami się nie cackamy, obojętne czy bandyci biali, czy czarni, tak? No to podobnie w Afryce – proponuję, żeby w niektóre miejsca powróciły korpusy brytyjskie i zaprowadziły tam taki porządek jak kiedyś.

Akurat w RPA sami Afrykanerzy sobie doskonale radzili. Strzelając np. do uczniów w Soweto w 1976 roku, zabijając 500 nieuzbrojonych uczniów protestujących przeciwko nieludzkim warunkom, w jakich żyli. Wie pan, od kogo nauczyli się czarni w Kongo barbarzyństwa, złodziejstwa, korupcji? Od belgijskiego króla Leopolda i jego ludzi, którzy regularnie i bezkarnie dokonywali tam masakr i kradli wszystko, co się dało. Mobutu Sese Seko tylko kontynuował tradycję białych. Wie pan, ilu czarnych studiowało w Rodezji za czasów rządów Iana Smitha? Pięcioro. Ja rozumiem, że pan chce być wyrazisty, ale z tą bezwarunkową pochwałą białej cywilizacji w Afryce to pan przesadził. To jest obraz świata, w który nie wierzą już nawet sieroty po Imperium Brytyjskim w Londynie.

Bo tacy jak pan w londyńskich gazetach piorą ludziom mózgi, podając efekciarskie argumenty przeciwko koloniom. Zamiast pisać ściskające serduszko powiastki o pięciorgu studentów, niech pan uprzejmie napisze, ile szkół było w Afryce, zanim przyszli biali. Ile było szpitali, ile dróg bitych, którymi do tych szpitali można było szybko dojechać. A potem niech pan łaskawie napisze, że po przejęciu władzy przez czarnych liczba dróg bitych w Afryce spadła o 80 procent. Białe kolonie były doskonałym narzędziem cywilizacyjnego podnoszenia najbiedniejszych rejonów świata. I to nie biały kolonializm zniszczył Indie, tylko Ghandi. Błagam, proszę sięgnąć do statystyk, a potem ze mną rozmawiać o pożytku z wygnania białych.

Dopóki więcej mężczyzn nie zaangażuje się w walkę z przemocą wobec kobiet, nie ma szans na radykalne jej zmniejszenie

Jak długo społeczeństwo kieruje akcję prewencyjną tylko do kobiet, tak długo nie dostrzega rzeczywistego problemu
– sprawców zgwałceń.
Karen Smith, Centrum dla ofiar napaści seksualnej w Edmonton

Większość kampanii mających na celu pomoc kobietom, by uniknęły one gwałtów, uczy je, jak postępować – czego nie ubierać, jakich rejonów unikać, jak postępować, gdy ktoś już zaczepi, jak nie prowokować… przez co automatycznie zwala się odpowiedzialność za przemoc na jej ofiary. Tak samo, jak kilkuletnie dziecko nie zrobiło nic, by sprowokować przemoc (co najczęściej jest akceptowane i zrozumiałe), tak i kobieta nie może być obarczona winą za to, że ktoś ją napadł, pobił, zgwałcił lub w jakikolwiek sposób napastował. Wina jest zawsze po stronie winowajcy, to on (gdyż prawie wszyscy sprawcy gwałtów to mężczyźni) nie umiał się powstrzymać i działał. To nie długość spódniczki, nie makijaż, uroda bądź seksapil są winne, lecz jedynie atakujący. Gwałcone są kobiety w miniówkach, jak i zakonnice, młode i stare, o  urodzie uważaną za przepiękną, jak i takie o raczej przeciętnej, chude i grube, heteroseksualne i lesbijki, otwarte i nieśmiałe… kobiety mogą robić co tylko chcą – ale to mężczyźni mogą zakończyć gwałty. Poniżej przedstawiam, zaczerpniętą z Feminoteki listę 10 kroków by nie stać się gwałcicielem.

1. Jeśli kobieta mówi „nie” to znaczy „nie”.

2. Nie wrzucaj kobietom narkotyków do drinków.

3. Kiedy widzisz kobietę idącą samotnie, zostaw ją w spokoju.

4. To, że pomogłeś komuś naprawiać samochód, nie daje ci prawa do seksu w zamian.

5. Nie tłumacz swojej agresji wobec innych tym, że to oni ciebie prowokują.

6. Winda to nie ring, nie atakuj w niej.

7. PAMIĘTAJ! Z osobą, która śpi lub jest nieprzytomna – nie można uprawiać seksu. To nie seks – to gwałt!

8. Seks, na który kobieta nie wyraża zgody – to gwałt.

9. Traktuj inne kobiety tak, jak chciałbyś, aby twoi koledzy traktowali bliskie ci osoby – twoją dziewczynę, siostrę czy matkę.

10. Nie gwałć. Nie bądź tym, który to robi.

Musimy też skończyć z robieniem sobie żartów z gwałtu. Jeszcze niedawno widziałam jakąś relację z kabaretonów, gdzie jeden prezenter zażartował w sposób, który sugerował, że gwałt to nic innego jak ulubiona forma seksu dla nieśmiałych, a także wprost komplement dla kobiet. Widziałam „komplementy” w internecie, coś w stylu „ta mogłaby sobie wrzeszczeć ile chce, przeleciałbym ją i tak”, „ale bym ją zgwałcił”. To NIE jest komplement. To jest przemoc i obrzydliwość. Nie pozwólcie, by ktoś w waszym otoczeniu tak mówił. Reagujcie na „żarty” z gwałtu. Nie wolno akceptować przemocy.

Pamiętajmy:

  • Mężczyźni są sprawcami ponad 99% wszystkich gwałtów.
  • 40% dziewcząt między czternastym a siedemnastym rokiem życia deklaruje, że zna rówieśnicę, która została uderzona lub była bita przez swojego chłopaka.
  • Od 50 do 70% mężczyzn, którzy stosują przemoc wobec swoich partnerek, stosuje także przemoc wobec swoich dzieci.
  • Sprawcą przemocy seksualnej w ponad 80% jest osoba znana ofierze.
  • Sprawcą przemocy seksualnej w 78% jest mąż ofiary.
  • W 90% przypadków, sprawcy pozostają bezkarni.

Dopóki więcej mężczyzn nie zaangażuje się w walkę z przemocą wobec kobiet, nie ma szans na radykalne jej zmniejszenie

Do Kanady daleko… ale może w takim razie np Słowacja bądź Węgry by pasowały?

Fanatyzm i literalne podejście do słów Tory prowadzi do poważnych problemów. Współczesna wrażliwość kwestionuje wiele starożytnych zapisów i powoduje, że albo zignorujemy problemy, albo wymyślimy jakieś kreatywne wymówki, lub zaakceptujemy istnienie problemu. Ja osobiście wybieram to trzecie – widzę, że w Torze jest wiele zapisów problematycznych, z które najczęściej (w mojej opinii) są wynikiem czasów, w jakich zostały napisane. Wybieranie jedynie tych zapisów, które służą naszej sprawie, a ignorowanie innych jest paskudnym zwyczajem. Obwarowywanie jednych wieloma rabinicznymi wymaganiami (jak w sprawie kary śmierci dla zbuntowanego syna), jako sprytny sposób, by etycznie problematyczne prawo stało się martwym i jedynie teoretycznym. Nie uczyniono tak w przypadku praw, których nie uważano za problematyczne z powodu panującego seksizmu lub homofobii, choć jak najbardziej rabini mieli narzędzia by to uczynić… Niektórzy wciąż nie mają problemów z zapisami o niewolnictwie, lub czystkach etnicznych… ja mam i staram się uczciwie podchodzić do swoich wątpliwości.

Poniżej lżejsze potraktowanie sprawy. Lżejsze, ale wciąż daje sporo do myślenia :) Nie bójmy się pytań i wątpliwości – wątpię, żeby Bóg chciał ślepo niewolniczych wyznawców…

[List do popularnej prezenterki radiowej, która oparła swą homofobię na Torze]

On her radio show back in 2000ish, Dr Laura Schlesinger said that, as an observant Orthodox Jew, homosexuality was an abomination according to Leviticus 18:22, and could not be condoned under any circumstance.

The following response is an open letter to Dr. Laura posted on the Internet.

Dear Dr. Laura:

Thank you for doing so much to educate people regarding God’s Law.  I have learned a great deal from your show, and try to share that knowledge with as many people as I can.  When someone tries to defend the homosexual lifestyle, for example, I simply remind them that Leviticus 18:22 clearly states it to be an abomination … End of debate.

I do need some advice from you, however, regarding some other elements of God’s Laws and how to follow them.

1. Leviticus 25:44 states that I may possess slaves, both male and female, provided they are from neighboring nations.  A friend of mine claims that this applies to Mexicans, but not Canadians.
Can you clarify?  Why can’t I own Canadians?

2. I would like to sell my daughter into slavery, as sanctioned in Exodus 21:7.  In this day and age, what do you think would be a fair price for her?

3. I know that I am allowed no contact with a woman while she is in her period of Menstrual uncleanliness – Lev.15: 19-24.  The problem is how do I tell? I have tried asking, but most women take
offense.

4. When I burn a bull on the altar as a sacrifice, I know it creates a pleasing odor for the Lord – Lev.1:9. The problem is my neighbors…..They claim the odor is not pleasing to them. Should I smite them?

5. I have a neighbor who insists on working on the Sabbath. Exodus 35:2  clearly states he should be put to death.  Am I morally obligated to kill him myself, or should I ask the police to do it?

6. A friend of mine feels that even though eating shellfish is an abomination, Lev. 11:10, it is a lesser abomination than homosexuality.  I don’t agree. Can you settle this? Are there ‘degrees’ of abomination?

7. Lev. 21:20 states that I may not approach the altar of God if I have a defect in my sight. I have to admit that I wear reading glasses.  Does my vision have to be 20/20, or is there some wiggle-room here?

8. Most of my male friends get their hair trimmed, including the hair around their temples, even though this is expressly forbidden by Lev. 19:27.  How should they die?

9. I know from Lev. 11:6-8 that touching the skin of a dead pig makes me unclean, but may I still play football if I wear gloves?

10. My uncle has a farm.  He violates Lev.19:19 by planting two different crops in the same field, as does his wife by wearing garments made of two different kinds of thread (cotton/polyester blend).

He also tends to curse and blaspheme a lot.  Is it really necessary that we go to all the trouble of getting the whole town together to stone them?  Lev.24:10-16.  Couldn’t we just burn them to death at a private family affair, like we do with people who sleep with their in-laws? (Lev. 20:14).

I know you have studied these things extensively and thus enjoy considerable expertise in such matters, so I’m confident you can help.

Thank you again for reminding us that God’s word is eternal and unchanging.

Your adoring fan.

P.S. It would be a damn shame if we couldn’t own a Canadian.

A na koniec zdjęcie dwóch całujących się panów a następnie dwóch pań. Tak bez powodu.. po prostu ludzie powinni przywyknąć. Tak, jak w co trzeciej reklamie jest pół naga kobieta, a prawie każda reklama w kolorowym magazynie ma jakąś scenę erotyczną między kobietą a mężczyzną. Trochę potrzeba równowagi we wszechświecie…

     

Poniżanie kobiet i łamanie naszych praw.

Szlag mnie trafia, gdy czytam o kolejnych przypadkach łamania praw kobiet i wykorzystywaniu okazji, by zademonstrować własną władzę, jakże i ignorancję. Zarówno, gdy mieszkałam w Stanach, jak i tu, powszechny jest brak wiedzy na temat tego, jak ludzie zachodzą w ciążę. Szczególną ignorancją wykazują się wszelcy „pro-życie” (czytaj „przeciw wyborowi” i „przeciw kobietom”) fanatycy. Z tego, jak traktują oni tzw „pigułkę po” (lub Plan B), jasno wynika, że wierzą oni, iż kobieta zachodzi w ciążę natychmiast po stosunku seksualnym. No, może parę minut później. I dlatego uważają pigułkę postkoitalną jako wczesną aborcję. Co za kretynizm… Polecam oglądanie choćby National Geographic bądź zajrzenie do książek z biologii. Tabletka taka uniemożliwia zapłodnienie, plemnikom trochę to zajmuje zanim dotrą do jaja (już nie mówiąc o tym, że nawet, gdy dotrą to jedynie nieliczna liczba takiego zlepka komórek przetrwa by przekształcić się w zarodek, około połowa jest naturalnie usuwana z organizmu, często bez wiedzy kobiety).

 

Ależ po cóż nam wiedza, prawda? Nawet, jeśli jest się lekarzem. Byle upodlić i dać kobiecie do zrozumienia, że jej wola i prawa nie są najważniejsze. Że to nie ona ma decydować o tym, co się dzieje w jej macicy… co za koszmar. Cieszę się, że bohaterce tego artykułu udało się znaleźć w końcu kogoś po znajomości, kto wypisał receptę. Szkoda tylko kobiet, których nie stać na prywatnych lekarzy, nie mają siły przebicia by się wykłócać, boją się opinii w małomiasteczkowym środowisku i plotek.

Rytuał kontra etyka

Jeremiasz, którego słowa mędrcy wybrali, jako haftarę do parszy Caw, nawiązuje do jednego z głównych motywów obecnych u proroków: Bóg pragnie przede wszystkim czystości serca, etycznego postępowania i wypełniania Tory, a nie ofiar i krwawych rytuałów. Wypełnianie rytuałów jest tak kuszące, dające tyle satysfakcji (przede wszystkim egoistycznej), tyle poczucia dobrze spełnionego obowiązku, że zapomina się, by zachować dystans i dostrzec pełny obraz sytuacji. Niesamowicie rozbudowany system ofiar i rytuału nie był celem samym w sobie, lecz środkiem, narzędziem dotarcia do Boga, autorefleksji, zachowania skromności, wyrażenia skruchy i powrotu na właściwą ścieżkę. Niestety, dla wielu (zarówno w czasach Amosa, Jirmjahu czy Michy, jak i dziś) rytuał stał sie celem samym w sobie, obsesją przyćmiewającą wszystko inne. Dodatkowo, w czasach starożytnych, rytuał żydowski nie różnił się aż tak bardzo od rytuałów ludów sąsiadujących. Wspominałam już, że rytuał ofiar nie jest jakimś czysto żydowskim wynalazkiem, lecz raczej adaptacją już istniejących od tysiącleci rytuałów składania w ofierze zwierząt, produktów rolnych, a czasem nawet ludzi, w celu przebłagania bogów lub okazania wdzięczności i radości. Nie dziwi zatem, że przez cały wczesny okres Judaizmu Żydzi mieli problem z jasnym dostrzeganiem granic między „naszym” rytuałem, a „obcym”. Czasem było to wykorzystywanie obcych praktyk by czcić własnego Boga, czasem było to składanie ofiar obcym bogom (lub bogom miejscowym, gdyż nigdy  Żydzi nie żyli jedynie sami z sobą, a szczególnie nie u początków państwowości).

Prorocy skupiali się na obu problemach – zarówno na myleniu celu ze środkiem, jak i na awoda zara (bałwochwalstwie). Opłakiwali tych, którzy chętnie przyprowadzali tłuste byczki na ofiary, lecz nikczemnie zachowywali się wobec biedoty. Bóg (poprzez proroków) wielokrotnie woła – czyż ja pragnę tego tłuszczu i zapachu spalonego mięsa? Nie! Pragnę skruszonego serca, złamania kajdan niewolników, uwolnienia ludzi i, w skrócie, etycznego postępowania wobec innych ludzi.

Jak wiemy, w judaizmie tradycyjnie mówi się o 613 micwach. Istnieją różne systemy dzielenia ich na kategorie. Jednym z tych systemów jest podział na micwot bein adam lechawero (micwy określające relacje międzyludzkie) oraz micwot bein adam lemakom (micwy określające relacje człowieka z Bogiem – głównie rytuał). W pierwszą kategorię wchodzą wszystkie prawa budujące podstawy społeczeństwa – kryminalne, cywilne, ustanawiają proces sądowy, dochodzenie odszkodowań, zakazują kradzieży i mordów. Ale również obejmują wszystkie prawa etyczne, prawa, których nie znajdziemy w zwykłych kodeksach prawnych – o godnym traktowaniu przybysza (imigranta), o uczciwym prowadzeniu interesów, o ochronie praw najsłabszych osób w społeczeństwie. Zakazujących łapówek, zawstydzania, łamania praw biedoty, służby czy podwładnych. Dużo łatwiej jest przyprowadzić byczka kapłanom i czuć się jak milion dolarów, niż minuta po minucie prowadzić życie uczciwego człowieka. Łatwiej zaostrzyć kaszrut i założyc tfilin codziennie, niż witać każdego ciepło, bez względu na to, kim ta osoba jest. Łatwiej jest obsesyjnie sprawdzać długość spódniczek (szczególnie u innych), niż z szacunkiem i godnością traktować biednych i słabych.

Prorocy wypowiadają się jasno: Bóg może poczekać na rytuał, aż będziesz gotowy by to wypełnić w czystości serca. Ludzie nie mogą czekać na terminową wypłatę czy pomoc w przetrwaniu kolejnego dnia. Bóg brzydzi się rytuałem zbudowanym na niesprawiedliwości etycznej, na prześladowaniu innych. Nie można było w czasach Jirmejahu czy Amosa przyprowadzić najpiękniejszego i najdroższego byczka do świątyni i czuć, że wypełniło sie wolę Boga, jeśli pieniądze na tego byczka zdobyło się kosztem innych, oszukując i naciągając. Tak i dziś nie można zasłaniać się choćby i fanatycznym wypełnianiem rytuału, jeśli buduje się go na nieetycznym traktowaniu, tych, wokół nas – poczynając od własnej rodziny, dzieci, sąsiadów, współpracowaników, przez osoby na zmywaku w restauracji, którą wspieram swoją w niej obecnością, nieznajomych mijanych na ulicy, potrzebujących, od których odwracam wzrok, poniżając (choćby tylko w myślach, nie mówiąc już słownie lub fizycznie) aż po tych, którzy nie są mi do niczego potrzebni (bo najczęściej dość dobrze traktujemy tych, od których zależy nasze życie, praca, zarobki itp) – a szczególnie, jeśli to „inni” (gerim) w społeczeństwie albo jego „wdowy i sieroty”, czyli osoby najbardziej narażone, najsłabsze ogniwa – w każdym społeczeństwie mogą to być inne grupy.