A nie chce sprawdzać, czy przypadkiem nie obrzezani?

I wylazło… pod płaszczykiem pseudo-racjonalnych wyjaśnień, pan Tomaszewski wypłynął z czysto tradycyjną ksenofobią. Nie rozumiem, dlaczego nikt tego nie nazywa po imieniu? Każdy, kto mówi „prawdziwych Polakach” w kontraście do „farbowanych/fałszywych/ Polaków” jest podejrzany o ksenofobię. Wypowiedź tego pana jasno dowodzi, że faktycznie jest on jednym z tych, którzy wierzą, że Polakiem można być jedynie w jeden, wąsko-rozumiany sposób, oczywiście taki, w jaki wierzy ten pan. Nie ważne, że prawo polskie nie zostało złamane, że osoby te chcą pracować dla dobra Polski, przy przynieść wiele wspaniałych przeżyć sportowych.

Stwierdził m.in., że nie chce, aby w reprezentacji w koszulce z białym orłem „grali jeden Francuz i dwóch Niemców, którzy grali już dla Francji i dla Niemiec” i „odbierają naszym, prawdziwym Polakom” miejsce w reprezentacji. Powiedział też m.in., że nie będzie kibicował polskim piłkarzom na Euro 2012.

Polacy nigdy nie byli „prawdziwymi Polakami” w taki sposób, jaki to malują prawicowcy. Niech się uczą historii… Od początków swego istnienia Polska rosła w siłę i tworzyła swoją kulturę dzięki wkładowi Polaków-Niemców, Polaków- Żydów, Polaków – Łemków, Polaków-Cyganów, Polaków-katolików, Polaków-ewangelików itd. Polska stała się niemal całkowicie homogeniczna dopiero po II wojnie światowej, dzięki Hitlerowi i Stalinowi… czy naprawdę ludzie chcą być za to wdzięczni? Powinniśmy być dumni, że ci Polacy, z których niektórzy się urodzili w Polsce, niektórzy poza jej granicami, czują się Polakami i pragną dołączyć swe siły i zdolności do jej sukcesu w Euro.

Biblijny bicz na gejów

Wiele wersetów biblijnych ma na swoim sumieniu istnienia wielu niewinnych istot. I nie mówię tu o losach starożytnych Kenaanijczyków, których to rzekomo wymordowano pod wodzą Jehoszuy i innych żydowskich osadników, bo choć są to bardzo problematyczne pod względem moralnym fragmenty, z punktu historycznego raczej nie miały miejsca. Są jednak wersety, które przez stulecia wykorzystywano by torturować i zabijać, zniewalać i upokarzać. Można tu wspomnieć słowa: „czarownicy życia nie darujesz”, jako wymówki dla średniowiecznych stosów, czy też wielokrotne i różnorodne formy utrzymywania kobiet, jako obywatelek drugiej kategorii, zdanych na dobrą wolę mężczyzn z ich otoczenia. Mamy także fragmenty, które służyły, jako źródła akceptacji systemu niewolnictwa, poddaństwa i niesprawiedliwości. I mimo, że jest także wiele wspaniałych wersetów mówiących o prawach człowieka, miłosierdziu i potrzebie wspierania biednych – ludzie mają tendencję, by wybierać sobie to, co im pasuje, by wesprzeć ich pragnienie zysku i władzy.

Niestety, nie trzeba bardzo naginać słów Tanachu, aby uzyskać takie wsparcie… dla tych, którzy podchodzą do Tanachu literalnie i nie biorą pod uwagę zmian cywilizacyjnych, pewne sprawy wydają się oczywiste, nawet, jeśli kłócą się ze współczesną wrażliwością etyczną.

Jednym z takich słynnych biczy biblijnych znajduje się w parszy tego tygodnia – Acharei Mot. Pośród długiej listy zakazanych stosunków seksualnych, opisanych w prawie identyczny sposób: „Nagości twojego …. nie odkryjesz, to jest twoja…” (co przy okazji jest kolejnym dowodem, że Biblia była pisana przez mężczyzn dla mężczyzn), takich jak stosunki z członkami rodziny, pojawia się zdanie nie pasujące do reszty: „Nie położysz się z mężczyzną na sposób kobiety, jest to toewa”. Jedno zdanie pośród tysiąca innych od setek lat powoduje ból, cierpienia fizyczne i psychiczne, rozbicie rodzin, śmierć niewinnych ludzi. Nie jest zaskoczeniem dla tych, którzy interesują się tematem, że im bardziej społeczeństwo jest restrykcyjne wobec kobiet, traktując je jako gorsze, tym brutalniej traktuje zachowania homoseksualne. Mężczyzna, który traktuje mężczyznę tak, jak traktuje się kobietę (seksualnie nim zawładnie) wykonuje najgorszą możliwą zbrodnię. Bycie kobietą, nawet w formie bycia „kobiecym partnerem” (czyli pasywnym, przyjmującym członka partnera) w czasie stosunku, to upokorzenie, nieszczęście i zdrada rodu męskiego. Żaden mężczyzna nie może zrobić tego drugiemu i pozostać przy życiu. Tak naprawdę homofobia więcej mówi o poczuciu własnej męskości oraz poglądach na temat kobiet, niż faktycznie opinii na temat romantycznych związków pomiędzy dwoma mężczyznami lub dwoma kobietami. Kobiety nie są w ogóle wspomniane w tym prawie. Nie było po co – niżej, niż kobieta już się upaść nie da, a więc kobieta nie może upodlić kobiety… jest to nawet w pewnym sensie zrozumiałe, że kobieta chce być „mężczyzną” – któżby nie chciał nim być w patriarchalnym społeczeństwie? To mężczyźni u władzy mogą zrozumieć. Choć brak możliwości kontroli nad kobietami wybierającymi kobiety prowadzi często do wyjątkowo brutalnych ataków na lesbijki, włączając w to tzw „gwałty korygujące”, aby postawić taką buntowniczkę z powrotem na jej miejsce.

Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego rabini nic nie zrobili z tym prawem, poza podkreślaniem jego rzekomej wagi… wiele trudnych praw obramowano tyloma wymaganiami rabinicznymi, że stały się praktycznie martwymi zapisami bez praktycznego odniesienia w życiu. Przykładem może być choćby prawo, że zbuntowane dziecko należy uśmiercić. Ale każdy, kto wychowuje dziecko wie, że w tą kategorię może wpaść co drugie dziecko i prawie każdy nastolatek. Wewnętrzne poczucie moralności nie pozwoliło im, by uznać to prawo za obowiązujące… tak je obramowano, że stało się martwe. To samo mogli uczynić i z powyższym, lecz tego nie zrobili. Dlaczego? Po pierwsze, osoby odczuwające pociąg seksualny oraz uczuciowy do osób tej samej płci muszą się ujawnić, aby w ogóle wiedziano, że istnieją. Gdyby ludzie wiedzieli, jak wiele gejów i lesbijek żyje pośród, obok nich, zmienili by podejście. Bo by się okazało, że to zwykli ludzie – listonosz, pani z kiosku, córka, kolega syna, wujek, koleżanka z pracy, dentysta itd. to by się oswoili z tą myślą i zdali sobie sprawę, że to normalne i nie jakieś odrażające. Ale ludzie ci często tak bardzo boją się reakcji wrogiego społeczeństwa, że kryją się i z całych sił próbują stłamsić własną naturę, aby podporządkować się nakazom społecznym. I dlatego tak wiele grup może powiedzieć „u nas tego nie ma”. Jeżeli się o tym nie mówi, to faktycznie, takie wrażenie pozostaje. Zaklęte koło… trzeba je złamać. Wierzę, że gdyby autorytety halachiczne osobiście znały gejów i lesbijki, którzy mogli otwarcie żyć w zgodzie z własną naturą, halacha byłaby inna. W niektórych okresach historii żydowskiej (szczególnie w średniowiecznej Hiszpanii) miłość homoseksualna musiała być w miarę akceptowana, bo pozostały nam przykłady przepięknej poezji homoerotycznej, spisanej przez wybitnych poetów i liturgistów. Później (od wieku XVI) nastąpił jednak odwrót i wyjątkowe zaostrzenie wszelkich kwestii związanych z wolnym wyborem, seksualnością, romantyką, uczuciami i rolami społecznymi.

Oglądając czasem pijanych z nienawiści ludzi głoszących hasła anty-homoseksualne, zastanawia mnie, jak nie widzą oni hipokryzji we własnym działaniu, szczególnie, gdy chcą się opierać o Biblię. Zakaz łamania Szabatu wspomniany jest co chwila, a jednak nie ma ludzi z pianą na ustach protestujących biznesy otwarte w ten dzień… tak samo rzecz się ma z koszerem lub oddawaniem dziesięciny… Geje i lesbijki powodują ferment w tradycyjnie pojmowanej wizji porządku społecznego, zmuszają do kwestionowania zasad i ślepo wypełnianych oczekiwań. Bo jeśli w tej kwestii moja religia się myli, to w czym jeszcze może się mylić? Wiele religii boi się tego typu pytań. Don’t kill the messanger. To nie wina gejów i lesbijek, że ukazują problemy we własnej wizji świata.

Bohaterki ruchu robotniczego

Dziś 1 Maja, dzień, który niestety przestał być traktowany z poważaniem i szacunkiem. Dziś wielu uważa, że to święto komunistyczne i najlepiej byłoby je zapomnieć… Zatrważa mnie krótka pamięć tych ludzi. 1 Maja to nie święto komunistyczne, lecz jak już socjalistyczne, a przede wszystkim – święto ludzi pracy, święto walki o prawa człowieka i prawa do godnej egzystencji. Ci, którzy tak bardzo chcą się odciąć od wszystkiego, co socjalistyczne, czy chcieliby wrócić do świata sprzed ruchu socjalistycznego? Do kilkunasto-godzinnego dnia pracy bez przerw, prawa do chorobowego, urlopu, weekendu czy emerytury? Czy naprawdę chcemy, by nasze dzieci porzucały edukację by tyrać w fabrykach lub kopalniach od 8 roku życia? Walczmy z brakami w edukacji historycznej.

Dziś pragę przypomnieć działalność choć kilku wspaniałych Żydówek, zaangażowanych w ruch robotniczy u jego zarania. Na początek – kobieta, która mnie bardzo inspiruje, i którą  bardzo podziwiam – Emma Goldman.

Emma Goldman urodziła się na Litwie w 1869r. Już w wieku 16 lat wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, aby uciec przed tradycyjnymi rolami kobiety w żydowskiej rodzinie. Nie mogła znieść podejścia ojca, który uważał, że kobiety nie muszą się uczyć, a wszystko, co żydowska kobieta powinna umieć, to jak przygotować gefilte fisz i podać swojemu mężowi dużo kurczaka… Goldman miała nadzieję, że w Stanach odnajdzie nowy świat sprawiedliwości, wolności i miłości. Szybko przekonała się, że rzeczywistość miała się dalece od ideałów. Pomimo ciężkiej pracy w fabryce nie mogła się utrzymać, co zrodziło wiele frustracji. W tym samym czasie dokonywały się dramatyczne zmiany – 1 Maja 1886 r. 300 tysięcy robotników w całym kraju zastrajkowało, by walczyć o ośmiogodzinny dzień pracy. Trzy dni później wrzucono bombę do pomieszczenia, w którym pokojowo zebrali się robotnicy protestujący brutalność policji, za co fałszywie skazano kilku aktywistów anarchistycznych. Wydarzenia te zrodziły w Goldman chęć działania. Wypełniona pragnieniem zlikwidowania niesprawiedliwości, przeniosła się do Nowego Jorku.

Wkrótce Emma prowadziła wykłady i przemówienia, nie tylko dotyczące praw robotników, wolności osobistej, lecz także dotyczące spraw kobiecych – jak wolności do decydowania o własnej płodności, dostępu do środków antykoncepcyjnych i wolności seksualnej. Należy pamiętać, że w tamtych latach samo wspominanie o środkach antykoncepcyjnych uważano za obsceniczne i groziło aresztowaniem.

W 1893 Emma spędziła rok w więzieniu, aresztowana po przemowie na demonstracji bezrobotnych. Gdy wyszła, stwierdziła, że władze rządowe „nigdy nie powstrzymają kobiety przed mówieniem”. Goldman całkowicie oddała się nauczaniu o prawach robotników, stając się bardzo aktywną w ruchu anarchistycznym, co narażało ją na szykany i aresztowania.

W 1919r. Goldman została deportowana z USA, wraz z innymi „niebezpiecznymi radykałami”. Żyjąc w Europie, borykając się nie tylko z przeciwnikami politycznymi, lecz także z antysemityzmem, Goldman zaangażowała się w krytykę stalinizmu i nazizmu, które uważała za podobne warianty totalitaryzmu.

Goldman czuła się zawsze silnie związana kulturowo z żydowskością, lecz religijność ją odrzucała. Dość demonstracyjnie uczestniczyła w piknikach organizowanych w Jom Kipur. Bardzo często widziała ortodoksję i religijność (zarówno Judaizm, jak i chrześcijaństwo), jako przeciwne wolności osobistej i prawom indywidualnych ludzi.

Emma Goldman nigdy nie przestała mówić, uczyć i walczyć o to, w co wierzyła – prawa człowieka. Zmarła 14 maja 1940r. w Toronto.

Na podstawie artykułu w Jewish Women Archives dotyczącego Emmy Goldman.

Duchy żydo-komuny i inne formy zwalania win

Przeczytałam dziś bardzo ciekawy artykuł, który gorąco polecam. Mowa w nim nie tylko o subtelnych formach antysemityzmu, zwalania win na „Innych” i dystansowanie się od odpowiedzialności za możliwe zło, ale także o (denerwującym mnie) zrównywaniem komunizmu z nazizmem. W historii nie ma tak wyraźnych linii i obrazów, nie można tak upraszczać i naginać rzeczywistości.

Autorka pisze m. in.:

Najciekawiej zrobiło się jednak, gdy doszło do winy. Bo choć Leder podkreślał, że tekstu swego nie pisał z zamiarem czyszczenia sumień, padło hasło, że Polakom przydałoby się przepracowanie winy za udział w Zagładzie. Gawin – cytuję z pamięci – odparł:

– Zawsze gdy mowa o winie Polaków wobec Żydów zastanawia mnie, dlaczego nikt nie wzywa do poczucia winy wobec Polaków tych Żydów, którzy mieszkają w Alei Róż i Alei Wyzwolenia.

Spieszę wyjaśnić, że Aleja Róż to warszawska ulica, przy której po wojnie zakwaterowano rodziny osób pracujących w urzędach państwowych na wysokich stanowiskach, a Aleja Wyzwolenia – rodziny osób pracujących w urzędach państwowych na niskich stanowiskach.

Rozjaśniając nieco skrót myślowy Dariusza Gawina wychodzi na to, że odpowiednikiem udziału Polaków w Zagładzie jest udział Żydów w aparacie państwowym PRL.

Faktycznie mają Żydzi jaką winę przerabiać. Przed wojną byli wykluczeni z posad urzędniczych, możliwości pracy w budżetówce nie mieli. Po wojnie dano im równe prawa i za to Żydzi powinni przeprosić. A już skandalem jest, że ośmielili się z praw tych skorzystać.

Co prawda wiele osób, o których mówi Gawin, dawno Żydami nie było, ale szef Muzeum Powstania Warszawskiego wie przecież lepiej, kto Polak prawdziwy, a kto podrabiany.

Co prawda choćby nie wiem jak się postarać, nie dałoby się zmajstrować administracji PRL-u bez udziału polskich Polaków polskiego pochodzenia z rodowodem polskim do trzeciego pokolenia i certyfikatem narodu polskiego od Mieszka Pierwszego, ale na szczęście znalazło się wśród nich paru Żydów, więc jest na kogo zwalić. Bo przecież nie ulega kwestii, że żaden prawdziwy Polak nie tknąłby pracy zaoferowanej przez komunistów!