Biblijny bicz na gejów

Wiele wersetów biblijnych ma na swoim sumieniu istnienia wielu niewinnych istot. I nie mówię tu o losach starożytnych Kenaanijczyków, których to rzekomo wymordowano pod wodzą Jehoszuy i innych żydowskich osadników, bo choć są to bardzo problematyczne pod względem moralnym fragmenty, z punktu historycznego raczej nie miały miejsca. Są jednak wersety, które przez stulecia wykorzystywano by torturować i zabijać, zniewalać i upokarzać. Można tu wspomnieć słowa: „czarownicy życia nie darujesz”, jako wymówki dla średniowiecznych stosów, czy też wielokrotne i różnorodne formy utrzymywania kobiet, jako obywatelek drugiej kategorii, zdanych na dobrą wolę mężczyzn z ich otoczenia. Mamy także fragmenty, które służyły, jako źródła akceptacji systemu niewolnictwa, poddaństwa i niesprawiedliwości. I mimo, że jest także wiele wspaniałych wersetów mówiących o prawach człowieka, miłosierdziu i potrzebie wspierania biednych – ludzie mają tendencję, by wybierać sobie to, co im pasuje, by wesprzeć ich pragnienie zysku i władzy.

Niestety, nie trzeba bardzo naginać słów Tanachu, aby uzyskać takie wsparcie… dla tych, którzy podchodzą do Tanachu literalnie i nie biorą pod uwagę zmian cywilizacyjnych, pewne sprawy wydają się oczywiste, nawet, jeśli kłócą się ze współczesną wrażliwością etyczną.

Jednym z takich słynnych biczy biblijnych znajduje się w parszy tego tygodnia – Acharei Mot. Pośród długiej listy zakazanych stosunków seksualnych, opisanych w prawie identyczny sposób: „Nagości twojego …. nie odkryjesz, to jest twoja…” (co przy okazji jest kolejnym dowodem, że Biblia była pisana przez mężczyzn dla mężczyzn), takich jak stosunki z członkami rodziny, pojawia się zdanie nie pasujące do reszty: „Nie położysz się z mężczyzną na sposób kobiety, jest to toewa”. Jedno zdanie pośród tysiąca innych od setek lat powoduje ból, cierpienia fizyczne i psychiczne, rozbicie rodzin, śmierć niewinnych ludzi. Nie jest zaskoczeniem dla tych, którzy interesują się tematem, że im bardziej społeczeństwo jest restrykcyjne wobec kobiet, traktując je jako gorsze, tym brutalniej traktuje zachowania homoseksualne. Mężczyzna, który traktuje mężczyznę tak, jak traktuje się kobietę (seksualnie nim zawładnie) wykonuje najgorszą możliwą zbrodnię. Bycie kobietą, nawet w formie bycia „kobiecym partnerem” (czyli pasywnym, przyjmującym członka partnera) w czasie stosunku, to upokorzenie, nieszczęście i zdrada rodu męskiego. Żaden mężczyzna nie może zrobić tego drugiemu i pozostać przy życiu. Tak naprawdę homofobia więcej mówi o poczuciu własnej męskości oraz poglądach na temat kobiet, niż faktycznie opinii na temat romantycznych związków pomiędzy dwoma mężczyznami lub dwoma kobietami. Kobiety nie są w ogóle wspomniane w tym prawie. Nie było po co – niżej, niż kobieta już się upaść nie da, a więc kobieta nie może upodlić kobiety… jest to nawet w pewnym sensie zrozumiałe, że kobieta chce być „mężczyzną” – któżby nie chciał nim być w patriarchalnym społeczeństwie? To mężczyźni u władzy mogą zrozumieć. Choć brak możliwości kontroli nad kobietami wybierającymi kobiety prowadzi często do wyjątkowo brutalnych ataków na lesbijki, włączając w to tzw „gwałty korygujące”, aby postawić taką buntowniczkę z powrotem na jej miejsce.

Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego rabini nic nie zrobili z tym prawem, poza podkreślaniem jego rzekomej wagi… wiele trudnych praw obramowano tyloma wymaganiami rabinicznymi, że stały się praktycznie martwymi zapisami bez praktycznego odniesienia w życiu. Przykładem może być choćby prawo, że zbuntowane dziecko należy uśmiercić. Ale każdy, kto wychowuje dziecko wie, że w tą kategorię może wpaść co drugie dziecko i prawie każdy nastolatek. Wewnętrzne poczucie moralności nie pozwoliło im, by uznać to prawo za obowiązujące… tak je obramowano, że stało się martwe. To samo mogli uczynić i z powyższym, lecz tego nie zrobili. Dlaczego? Po pierwsze, osoby odczuwające pociąg seksualny oraz uczuciowy do osób tej samej płci muszą się ujawnić, aby w ogóle wiedziano, że istnieją. Gdyby ludzie wiedzieli, jak wiele gejów i lesbijek żyje pośród, obok nich, zmienili by podejście. Bo by się okazało, że to zwykli ludzie – listonosz, pani z kiosku, córka, kolega syna, wujek, koleżanka z pracy, dentysta itd. to by się oswoili z tą myślą i zdali sobie sprawę, że to normalne i nie jakieś odrażające. Ale ludzie ci często tak bardzo boją się reakcji wrogiego społeczeństwa, że kryją się i z całych sił próbują stłamsić własną naturę, aby podporządkować się nakazom społecznym. I dlatego tak wiele grup może powiedzieć „u nas tego nie ma”. Jeżeli się o tym nie mówi, to faktycznie, takie wrażenie pozostaje. Zaklęte koło… trzeba je złamać. Wierzę, że gdyby autorytety halachiczne osobiście znały gejów i lesbijki, którzy mogli otwarcie żyć w zgodzie z własną naturą, halacha byłaby inna. W niektórych okresach historii żydowskiej (szczególnie w średniowiecznej Hiszpanii) miłość homoseksualna musiała być w miarę akceptowana, bo pozostały nam przykłady przepięknej poezji homoerotycznej, spisanej przez wybitnych poetów i liturgistów. Później (od wieku XVI) nastąpił jednak odwrót i wyjątkowe zaostrzenie wszelkich kwestii związanych z wolnym wyborem, seksualnością, romantyką, uczuciami i rolami społecznymi.

Oglądając czasem pijanych z nienawiści ludzi głoszących hasła anty-homoseksualne, zastanawia mnie, jak nie widzą oni hipokryzji we własnym działaniu, szczególnie, gdy chcą się opierać o Biblię. Zakaz łamania Szabatu wspomniany jest co chwila, a jednak nie ma ludzi z pianą na ustach protestujących biznesy otwarte w ten dzień… tak samo rzecz się ma z koszerem lub oddawaniem dziesięciny… Geje i lesbijki powodują ferment w tradycyjnie pojmowanej wizji porządku społecznego, zmuszają do kwestionowania zasad i ślepo wypełnianych oczekiwań. Bo jeśli w tej kwestii moja religia się myli, to w czym jeszcze może się mylić? Wiele religii boi się tego typu pytań. Don’t kill the messanger. To nie wina gejów i lesbijek, że ukazują problemy we własnej wizji świata.

Kolejna wspaniała kobieta walcząca o sprawiedliwość społeczną.

Bardzo się cieszę, że dzięki pani Annie Dryjańskiej mogłam się dowiedzieć o życiu i działalność wyjątkowo inspirującej i godnej podziwu kobiecie – Ernestine Rose. Ta polska Żydówka, urodzona w 1810r.,  od wczesnych lat buntowała się wobec sztywnych, narzuconych przez tradycję ról i wymagań. Była niezależna i sama chciała decydować o swoim losie. W Stanach Zjednoczonych zajmowała się walką o prawa człowieka – skupiała się na prawach kobiet i osób czarnoskórych, angażując się w działalność feministyczną i abolicjonistyczną. Jak pisze pani Dryjańska:

Od dziecka kwestionowała religijne uzasadnienia dla niższej pozycji kobiet w społeczeństwie, co stało się źródłem długotrwałego konfliktu z ojcem. Jako nastolatka odrzuciła religię, a następnie sądownie zerwała zaręczyny z wybranym przez ojca narzeczonym, głęboko wierzącym Żydem. To była ostatnia próba konserwatywnego ojca, by sprowadzić córkę na właściwą dla kobiety drogę. Ernestine Rose wyruszyła w świat.

Po kilku latach pobytu w kilku krajach europejskich przeniosła się do Stanów Zjednoczonych i przyjęła amerykańskie obywatelstwo. Zaczęła podróżować po całym kraju z wystąpieniami na temat abolicjonizmu, praw kobiet, tolerancji religijnej i edukacji publicznej. Publikowała w wielu tytułach. Wzbudzała gorące i skrajne emocje – podziw i agresję.

(…)

Przeciwnicy praw kobiet chętnie powoływali się na Biblię, by zatrzymać proces równouprawnienia. W XIX wieku Amerykanki de facto były niewolnicami mężczyzn – najpierw stanowiły własność ojca, a później męża. Były zobowiązane do posłuszeństwa, nie miały praw majątkowych, praw rodzicielskich, praw wyborczych… Długo by wymieniać. Wszelkie debaty na temat praw kobiet kończyły się wskazaniem na Biblię. Nie i amen. Rose, która miała tego serdecznie dość, powoływała się wówczas na prawa człowieka:

Czy mówicie mi, że Biblia jest przeciwna naszym prawom? Na to ja mówię, że nasze roszczenia nie opierają się na książce napisanej nie wiadomo kiedy i przez kogo. Czy mówicie mi, co Paweł lub Piotr mówią na ten temat? Na to znowu odpowiadam, że nasze roszczenia nie opierają się na niczyich opiniach, nawet jeśli są to opinie Piotra lub Pawła… Jeżeli książki i opinie, niezależnie od kogo pochodzą, są w opozycji do praw człowieka, to są niczym innym niż martwymi literami (1856).

Trzy lata wcześniej, podczas gorącej debaty na Konwencji Biblijnej w Hartford, przekonywała:

Prawa człowieka zawierają prawa wszystkich ludzi, nie tylko mężczyzn, ale i kobiet, nie tylko białych, ale i czarnych. Gdziekolwiek mamy do czynienia z istotą nazywaną człowiekiem, jej prawa manifestują się na równi z jej istnieniem i powinny być przestrzegane bez względu na płeć, narodowość, rasę… Jedynie ignorancja, przesądy i tyrania – zarówno źródło jak i wpływ oddziaływania Biblii – pozbawiają ją tego.

Więcej na temat Ernestine Rose można przeczytać w artykule na stronie Jewish Women Archive, którą gorąco polecam.

Bohaterki ruchu robotniczego

Dziś 1 Maja, dzień, który niestety przestał być traktowany z poważaniem i szacunkiem. Dziś wielu uważa, że to święto komunistyczne i najlepiej byłoby je zapomnieć… Zatrważa mnie krótka pamięć tych ludzi. 1 Maja to nie święto komunistyczne, lecz jak już socjalistyczne, a przede wszystkim – święto ludzi pracy, święto walki o prawa człowieka i prawa do godnej egzystencji. Ci, którzy tak bardzo chcą się odciąć od wszystkiego, co socjalistyczne, czy chcieliby wrócić do świata sprzed ruchu socjalistycznego? Do kilkunasto-godzinnego dnia pracy bez przerw, prawa do chorobowego, urlopu, weekendu czy emerytury? Czy naprawdę chcemy, by nasze dzieci porzucały edukację by tyrać w fabrykach lub kopalniach od 8 roku życia? Walczmy z brakami w edukacji historycznej.

Dziś pragę przypomnieć działalność choć kilku wspaniałych Żydówek, zaangażowanych w ruch robotniczy u jego zarania. Na początek – kobieta, która mnie bardzo inspiruje, i którą  bardzo podziwiam – Emma Goldman.

Emma Goldman urodziła się na Litwie w 1869r. Już w wieku 16 lat wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, aby uciec przed tradycyjnymi rolami kobiety w żydowskiej rodzinie. Nie mogła znieść podejścia ojca, który uważał, że kobiety nie muszą się uczyć, a wszystko, co żydowska kobieta powinna umieć, to jak przygotować gefilte fisz i podać swojemu mężowi dużo kurczaka… Goldman miała nadzieję, że w Stanach odnajdzie nowy świat sprawiedliwości, wolności i miłości. Szybko przekonała się, że rzeczywistość miała się dalece od ideałów. Pomimo ciężkiej pracy w fabryce nie mogła się utrzymać, co zrodziło wiele frustracji. W tym samym czasie dokonywały się dramatyczne zmiany – 1 Maja 1886 r. 300 tysięcy robotników w całym kraju zastrajkowało, by walczyć o ośmiogodzinny dzień pracy. Trzy dni później wrzucono bombę do pomieszczenia, w którym pokojowo zebrali się robotnicy protestujący brutalność policji, za co fałszywie skazano kilku aktywistów anarchistycznych. Wydarzenia te zrodziły w Goldman chęć działania. Wypełniona pragnieniem zlikwidowania niesprawiedliwości, przeniosła się do Nowego Jorku.

Wkrótce Emma prowadziła wykłady i przemówienia, nie tylko dotyczące praw robotników, wolności osobistej, lecz także dotyczące spraw kobiecych – jak wolności do decydowania o własnej płodności, dostępu do środków antykoncepcyjnych i wolności seksualnej. Należy pamiętać, że w tamtych latach samo wspominanie o środkach antykoncepcyjnych uważano za obsceniczne i groziło aresztowaniem.

W 1893 Emma spędziła rok w więzieniu, aresztowana po przemowie na demonstracji bezrobotnych. Gdy wyszła, stwierdziła, że władze rządowe „nigdy nie powstrzymają kobiety przed mówieniem”. Goldman całkowicie oddała się nauczaniu o prawach robotników, stając się bardzo aktywną w ruchu anarchistycznym, co narażało ją na szykany i aresztowania.

W 1919r. Goldman została deportowana z USA, wraz z innymi „niebezpiecznymi radykałami”. Żyjąc w Europie, borykając się nie tylko z przeciwnikami politycznymi, lecz także z antysemityzmem, Goldman zaangażowała się w krytykę stalinizmu i nazizmu, które uważała za podobne warianty totalitaryzmu.

Goldman czuła się zawsze silnie związana kulturowo z żydowskością, lecz religijność ją odrzucała. Dość demonstracyjnie uczestniczyła w piknikach organizowanych w Jom Kipur. Bardzo często widziała ortodoksję i religijność (zarówno Judaizm, jak i chrześcijaństwo), jako przeciwne wolności osobistej i prawom indywidualnych ludzi.

Emma Goldman nigdy nie przestała mówić, uczyć i walczyć o to, w co wierzyła – prawa człowieka. Zmarła 14 maja 1940r. w Toronto.

Na podstawie artykułu w Jewish Women Archives dotyczącego Emmy Goldman.

Współcześni Żydzi i sprawa małżeństw osób o tej samej płci

Zgodnie z wynikami ankiety Forwardu, 81% amerykańskich Żydów wspiera małżeństwa zawierane między osobami o tej samej płci. Nie jest to tak szokujące, gdy sobie uświadomimy, że ogromna większość Żydów to Żydzi z nurtów postępowych – reformowanego, konserwatywnego czy rekonstrukcjonistycznego (lub nie identyfikujących się z żadnym). Gdy do tego doliczymy także Żydów z nurtu modern orthodox, z których wiele sytuuje się politycznie bardziej na lewo i często otwarcie wspiera prawa gejów i lesbijek (choć nie akceptując ślubów halachicznych), i popiera cywilne śluby między osobami tej samej płci, to faktycznie jedynie mniejszość plasuje się w ostro anty-gejowskim obozie. Wprawdzie wielu przedstawicieli tej grupy jest dość widocznych i głośnych, co jakiś czas demonstrując ubrani w worki pokutne i umieszczając slogany zrównujące dwoje dorosłych ludzi do psów czy kóz (sugerując, że ślub między dwoma mężczyznami lub dwoma kobietami, jest tym samym co ślub człowieka z np psem).

Judaizm reformowany już od lat ’90tych oficjalnie wspiera małżeństwa tej samej płci, a konserwatywny ogłosił swe poparcie w 2006 r. Rabini i rabinki nurtów reformowanych i rekonstrukcjonistycznych od wielu lat udzielają religijnych małzeństw pod chupę dla par o tej samej płci, w nurcie konserwatywnym jest to prywatny wybór i decyzja rabina/rabinki. Geje i lesbijki są witani z otwartymi ramionami w większości synagog w USA, a wiele synagog ortodoksyjnych poczyniło wiele świadomych kroków, by osoby homoseksualne nie czuły się wyalienowane lub prześladowane w ich społecznościach. Coraz więcej mówi się o potrzebie zaakceptowania gejów i lesbijek, choć dla osób, które przestrzegają halachy nie jest to łatwa decyzja. Lecz choć dostrzega się pewne problemy halachiczne, podkreśla się potrzebę etycznego zachowania, empatii i walki z przemocą (fizyczną i psychiczną). Szuka się w tradycji inspiracji i odpowiedzi, by pogodzić współczesną wrażliwość i odkrycia naukowe z wielowiekowymi naukami.

Marriages between gay and lesbian Jews are increasingly accepted by Jewish religious groups. Reform Judaism officially announced its support for gay marriage 1990s, and Conservative Judaism in 2006. No Orthodox groups accept same sex marriage, though the issue of homosexuality has been the subject of increased debate among the Modern Orthodox.

The new survey, conducted online by the Public Religion Research Institute in February and March of this year, polled roughly 1,000 Jews. While the survey found that more than eight in ten Jews favor allowing same-sex marriage, the survey also showed that only 48% of Jewish Republicans support the.

Previous surveys have found American Jewish support for same sex marriage slightly lower. Polls conducted by the Pew Research Center in 2008-2009 measured American Jewish support for same sex marriage at 75%, then at 76% in 2010.

The new survey’s margin of error is 5%, meaning it’s possible that the uptick is a statistical blip. But if the shift is legitimate, it represents an uptick in Jewish support.

“The American Jewish community has a long history of standing on the right side of history when it comes to civil rights legislation, and it’s not surprising that we’re seeing a similar pattern when it comes to equal marriage,” said Klein. “Our challenges … have always been more about creating internal change within Jewish communities, creating change that actually affects the climate and the culture and the politics within our synagogues and day schools and summer camps.”

Dopóki więcej mężczyzn nie zaangażuje się w walkę z przemocą wobec kobiet, nie ma szans na radykalne jej zmniejszenie

Jak długo społeczeństwo kieruje akcję prewencyjną tylko do kobiet, tak długo nie dostrzega rzeczywistego problemu
– sprawców zgwałceń.
Karen Smith, Centrum dla ofiar napaści seksualnej w Edmonton

Większość kampanii mających na celu pomoc kobietom, by uniknęły one gwałtów, uczy je, jak postępować – czego nie ubierać, jakich rejonów unikać, jak postępować, gdy ktoś już zaczepi, jak nie prowokować… przez co automatycznie zwala się odpowiedzialność za przemoc na jej ofiary. Tak samo, jak kilkuletnie dziecko nie zrobiło nic, by sprowokować przemoc (co najczęściej jest akceptowane i zrozumiałe), tak i kobieta nie może być obarczona winą za to, że ktoś ją napadł, pobił, zgwałcił lub w jakikolwiek sposób napastował. Wina jest zawsze po stronie winowajcy, to on (gdyż prawie wszyscy sprawcy gwałtów to mężczyźni) nie umiał się powstrzymać i działał. To nie długość spódniczki, nie makijaż, uroda bądź seksapil są winne, lecz jedynie atakujący. Gwałcone są kobiety w miniówkach, jak i zakonnice, młode i stare, o  urodzie uważaną za przepiękną, jak i takie o raczej przeciętnej, chude i grube, heteroseksualne i lesbijki, otwarte i nieśmiałe… kobiety mogą robić co tylko chcą – ale to mężczyźni mogą zakończyć gwałty. Poniżej przedstawiam, zaczerpniętą z Feminoteki listę 10 kroków by nie stać się gwałcicielem.

1. Jeśli kobieta mówi „nie” to znaczy „nie”.

2. Nie wrzucaj kobietom narkotyków do drinków.

3. Kiedy widzisz kobietę idącą samotnie, zostaw ją w spokoju.

4. To, że pomogłeś komuś naprawiać samochód, nie daje ci prawa do seksu w zamian.

5. Nie tłumacz swojej agresji wobec innych tym, że to oni ciebie prowokują.

6. Winda to nie ring, nie atakuj w niej.

7. PAMIĘTAJ! Z osobą, która śpi lub jest nieprzytomna – nie można uprawiać seksu. To nie seks – to gwałt!

8. Seks, na który kobieta nie wyraża zgody – to gwałt.

9. Traktuj inne kobiety tak, jak chciałbyś, aby twoi koledzy traktowali bliskie ci osoby – twoją dziewczynę, siostrę czy matkę.

10. Nie gwałć. Nie bądź tym, który to robi.

Musimy też skończyć z robieniem sobie żartów z gwałtu. Jeszcze niedawno widziałam jakąś relację z kabaretonów, gdzie jeden prezenter zażartował w sposób, który sugerował, że gwałt to nic innego jak ulubiona forma seksu dla nieśmiałych, a także wprost komplement dla kobiet. Widziałam „komplementy” w internecie, coś w stylu „ta mogłaby sobie wrzeszczeć ile chce, przeleciałbym ją i tak”, „ale bym ją zgwałcił”. To NIE jest komplement. To jest przemoc i obrzydliwość. Nie pozwólcie, by ktoś w waszym otoczeniu tak mówił. Reagujcie na „żarty” z gwałtu. Nie wolno akceptować przemocy.

Pamiętajmy:

  • Mężczyźni są sprawcami ponad 99% wszystkich gwałtów.
  • 40% dziewcząt między czternastym a siedemnastym rokiem życia deklaruje, że zna rówieśnicę, która została uderzona lub była bita przez swojego chłopaka.
  • Od 50 do 70% mężczyzn, którzy stosują przemoc wobec swoich partnerek, stosuje także przemoc wobec swoich dzieci.
  • Sprawcą przemocy seksualnej w ponad 80% jest osoba znana ofierze.
  • Sprawcą przemocy seksualnej w 78% jest mąż ofiary.
  • W 90% przypadków, sprawcy pozostają bezkarni.

Dopóki więcej mężczyzn nie zaangażuje się w walkę z przemocą wobec kobiet, nie ma szans na radykalne jej zmniejszenie

Rytuał kontra etyka

Jeremiasz, którego słowa mędrcy wybrali, jako haftarę do parszy Caw, nawiązuje do jednego z głównych motywów obecnych u proroków: Bóg pragnie przede wszystkim czystości serca, etycznego postępowania i wypełniania Tory, a nie ofiar i krwawych rytuałów. Wypełnianie rytuałów jest tak kuszące, dające tyle satysfakcji (przede wszystkim egoistycznej), tyle poczucia dobrze spełnionego obowiązku, że zapomina się, by zachować dystans i dostrzec pełny obraz sytuacji. Niesamowicie rozbudowany system ofiar i rytuału nie był celem samym w sobie, lecz środkiem, narzędziem dotarcia do Boga, autorefleksji, zachowania skromności, wyrażenia skruchy i powrotu na właściwą ścieżkę. Niestety, dla wielu (zarówno w czasach Amosa, Jirmjahu czy Michy, jak i dziś) rytuał stał sie celem samym w sobie, obsesją przyćmiewającą wszystko inne. Dodatkowo, w czasach starożytnych, rytuał żydowski nie różnił się aż tak bardzo od rytuałów ludów sąsiadujących. Wspominałam już, że rytuał ofiar nie jest jakimś czysto żydowskim wynalazkiem, lecz raczej adaptacją już istniejących od tysiącleci rytuałów składania w ofierze zwierząt, produktów rolnych, a czasem nawet ludzi, w celu przebłagania bogów lub okazania wdzięczności i radości. Nie dziwi zatem, że przez cały wczesny okres Judaizmu Żydzi mieli problem z jasnym dostrzeganiem granic między „naszym” rytuałem, a „obcym”. Czasem było to wykorzystywanie obcych praktyk by czcić własnego Boga, czasem było to składanie ofiar obcym bogom (lub bogom miejscowym, gdyż nigdy  Żydzi nie żyli jedynie sami z sobą, a szczególnie nie u początków państwowości).

Prorocy skupiali się na obu problemach – zarówno na myleniu celu ze środkiem, jak i na awoda zara (bałwochwalstwie). Opłakiwali tych, którzy chętnie przyprowadzali tłuste byczki na ofiary, lecz nikczemnie zachowywali się wobec biedoty. Bóg (poprzez proroków) wielokrotnie woła – czyż ja pragnę tego tłuszczu i zapachu spalonego mięsa? Nie! Pragnę skruszonego serca, złamania kajdan niewolników, uwolnienia ludzi i, w skrócie, etycznego postępowania wobec innych ludzi.

Jak wiemy, w judaizmie tradycyjnie mówi się o 613 micwach. Istnieją różne systemy dzielenia ich na kategorie. Jednym z tych systemów jest podział na micwot bein adam lechawero (micwy określające relacje międzyludzkie) oraz micwot bein adam lemakom (micwy określające relacje człowieka z Bogiem – głównie rytuał). W pierwszą kategorię wchodzą wszystkie prawa budujące podstawy społeczeństwa – kryminalne, cywilne, ustanawiają proces sądowy, dochodzenie odszkodowań, zakazują kradzieży i mordów. Ale również obejmują wszystkie prawa etyczne, prawa, których nie znajdziemy w zwykłych kodeksach prawnych – o godnym traktowaniu przybysza (imigranta), o uczciwym prowadzeniu interesów, o ochronie praw najsłabszych osób w społeczeństwie. Zakazujących łapówek, zawstydzania, łamania praw biedoty, służby czy podwładnych. Dużo łatwiej jest przyprowadzić byczka kapłanom i czuć się jak milion dolarów, niż minuta po minucie prowadzić życie uczciwego człowieka. Łatwiej zaostrzyć kaszrut i założyc tfilin codziennie, niż witać każdego ciepło, bez względu na to, kim ta osoba jest. Łatwiej jest obsesyjnie sprawdzać długość spódniczek (szczególnie u innych), niż z szacunkiem i godnością traktować biednych i słabych.

Prorocy wypowiadają się jasno: Bóg może poczekać na rytuał, aż będziesz gotowy by to wypełnić w czystości serca. Ludzie nie mogą czekać na terminową wypłatę czy pomoc w przetrwaniu kolejnego dnia. Bóg brzydzi się rytuałem zbudowanym na niesprawiedliwości etycznej, na prześladowaniu innych. Nie można było w czasach Jirmejahu czy Amosa przyprowadzić najpiękniejszego i najdroższego byczka do świątyni i czuć, że wypełniło sie wolę Boga, jeśli pieniądze na tego byczka zdobyło się kosztem innych, oszukując i naciągając. Tak i dziś nie można zasłaniać się choćby i fanatycznym wypełnianiem rytuału, jeśli buduje się go na nieetycznym traktowaniu, tych, wokół nas – poczynając od własnej rodziny, dzieci, sąsiadów, współpracowaników, przez osoby na zmywaku w restauracji, którą wspieram swoją w niej obecnością, nieznajomych mijanych na ulicy, potrzebujących, od których odwracam wzrok, poniżając (choćby tylko w myślach, nie mówiąc już słownie lub fizycznie) aż po tych, którzy nie są mi do niczego potrzebni (bo najczęściej dość dobrze traktujemy tych, od których zależy nasze życie, praca, zarobki itp) – a szczególnie, jeśli to „inni” (gerim) w społeczeństwie albo jego „wdowy i sieroty”, czyli osoby najbardziej narażone, najsłabsze ogniwa – w każdym społeczeństwie mogą to być inne grupy.