Kolejna wspaniała kobieta walcząca o sprawiedliwość społeczną.

Bardzo się cieszę, że dzięki pani Annie Dryjańskiej mogłam się dowiedzieć o życiu i działalność wyjątkowo inspirującej i godnej podziwu kobiecie – Ernestine Rose. Ta polska Żydówka, urodzona w 1810r.,  od wczesnych lat buntowała się wobec sztywnych, narzuconych przez tradycję ról i wymagań. Była niezależna i sama chciała decydować o swoim losie. W Stanach Zjednoczonych zajmowała się walką o prawa człowieka – skupiała się na prawach kobiet i osób czarnoskórych, angażując się w działalność feministyczną i abolicjonistyczną. Jak pisze pani Dryjańska:

Od dziecka kwestionowała religijne uzasadnienia dla niższej pozycji kobiet w społeczeństwie, co stało się źródłem długotrwałego konfliktu z ojcem. Jako nastolatka odrzuciła religię, a następnie sądownie zerwała zaręczyny z wybranym przez ojca narzeczonym, głęboko wierzącym Żydem. To była ostatnia próba konserwatywnego ojca, by sprowadzić córkę na właściwą dla kobiety drogę. Ernestine Rose wyruszyła w świat.

Po kilku latach pobytu w kilku krajach europejskich przeniosła się do Stanów Zjednoczonych i przyjęła amerykańskie obywatelstwo. Zaczęła podróżować po całym kraju z wystąpieniami na temat abolicjonizmu, praw kobiet, tolerancji religijnej i edukacji publicznej. Publikowała w wielu tytułach. Wzbudzała gorące i skrajne emocje – podziw i agresję.

(…)

Przeciwnicy praw kobiet chętnie powoływali się na Biblię, by zatrzymać proces równouprawnienia. W XIX wieku Amerykanki de facto były niewolnicami mężczyzn – najpierw stanowiły własność ojca, a później męża. Były zobowiązane do posłuszeństwa, nie miały praw majątkowych, praw rodzicielskich, praw wyborczych… Długo by wymieniać. Wszelkie debaty na temat praw kobiet kończyły się wskazaniem na Biblię. Nie i amen. Rose, która miała tego serdecznie dość, powoływała się wówczas na prawa człowieka:

Czy mówicie mi, że Biblia jest przeciwna naszym prawom? Na to ja mówię, że nasze roszczenia nie opierają się na książce napisanej nie wiadomo kiedy i przez kogo. Czy mówicie mi, co Paweł lub Piotr mówią na ten temat? Na to znowu odpowiadam, że nasze roszczenia nie opierają się na niczyich opiniach, nawet jeśli są to opinie Piotra lub Pawła… Jeżeli książki i opinie, niezależnie od kogo pochodzą, są w opozycji do praw człowieka, to są niczym innym niż martwymi literami (1856).

Trzy lata wcześniej, podczas gorącej debaty na Konwencji Biblijnej w Hartford, przekonywała:

Prawa człowieka zawierają prawa wszystkich ludzi, nie tylko mężczyzn, ale i kobiet, nie tylko białych, ale i czarnych. Gdziekolwiek mamy do czynienia z istotą nazywaną człowiekiem, jej prawa manifestują się na równi z jej istnieniem i powinny być przestrzegane bez względu na płeć, narodowość, rasę… Jedynie ignorancja, przesądy i tyrania – zarówno źródło jak i wpływ oddziaływania Biblii – pozbawiają ją tego.

Więcej na temat Ernestine Rose można przeczytać w artykule na stronie Jewish Women Archive, którą gorąco polecam.

Pesachowo

Polecam kilka artykułów związanych ze świętem Pesach.

  • Seder pośród Żydów Karaimskich. Niedawno oglądałam film dokumentalny o Karaimach z Krymu, Turcji, Ukrainy, którzy wprawdzie odnajdują źródło w Judaizmie (a raczej Torze), to z samymi Żydami nie czują się spowinowaceni w żadnym stopniu, uważają się za odrębną religię i nację. Są jednak także Karaimi, którzy uważają się za odłam Judaizmu i nazywają siebie samych Żydami. Nie uznają nauki rabinicznej jako wiążącej, a jedynie Torę. Za czasów biblijnych taka postawa nie była niczym specjalnym – aż do upadku Świątyni całkiem sporo Żydów (Cedukim – Saduceusze) odrzucała ideę Tory Ustnej (Tora Szebalpe). Ten artykuł mówi o Żydach Karaimskich z Egiptu, którzy zostali zmuszeni do emigracji. Rodzina Gazzar wyemigrowała do USA.

 

Karaism as a formal movement is widely believed to have crystallized in the late ninth century in the areas of Iraq and the land of Israel, with the merging of elements from various Jewish groups that mostly rejected the Talmud, according to Fred Astren, professor and chair of the Department of Jewish Studies at San Francisco State University and a visiting scholar at the University of Cambridge. “The majority of rabbinic commentators affirm that Karaites are Jews, and that they do not disagree on the fundamentals of Judaism or that the Torah was received by Moses on Mount Sinai, but they do differ in the way they observe the commandments.

 

  • Czym jest wolność? Czy musimy cierpieć przed Pesach, aby w móc zrozumieć przesłanie tego święta? Elana Maryles Sztokman pisze m. in.:

The challenge, I believe, is in redefining work and freedom. Work is not about acquisition, and freedom is not about an absence of work. Yes, labor is valiant, but only a certain type of work — the work not of managing our stuff, but of managing our minds. The effort is in letting go of fears and anxieties that drive us to make bad decisions, the kinds of decisions in which people get hurt. The struggle is not against dirt, and it is not about spending a month before the holiday trying to fulfill social expectations. Rather, the struggle is against the dirt in our souls — the jealousy, competition, and an incessant need for social approval. Freedom is about releasing the bonds of conformity, releasing the view of other people as competitors and replacing it with an understanding of others as partners in building a better world. It shouldn’t matter how many crumbs are left behind the bookshelf, or how fancy the cutlery is. It also shouldn’t matter whether we host 30 people or have a simple meal with a few people we love. It’s about learning to live in the present, with what is, in joy and compassion in abundance. And mostly, it’s about helping to build a society in which everyone has equal access to that joy and kindness.

  • Nie każdy rozumie Seder w ten sam sposób, każdy może mieć inną ścieżkę ku wolności, rozumiejąc ją także w bardzo indywidualny sposób. Dla niektórych może to być wyzwolenie z ultra-ortodoksji, gdy postrzegana jest jako niewolnicza i dusząca. Dla autorki tego artykułu proces wyzwolenia nie ma nic wspólnego z Sederem („Porządkiem”), a więcej z Chaosem:

We don’t have a Seder; we have Chaos. This year I served a discordant menu: kukush cake (my childhood favorite) and calamari, a current treat. Plus my friends brought their eclectic potluck offerings of past and present. We indulged in nostalgic remembrances of our personal histories, our stories of freedom, and passionate plans of advocacy and reform for a better tomorrow.

The Chaos is a reminder to me, that for those who are captive today — whatever the culprit, be it addiction or poverty or repression — the path to freedom is never straightforward. For those who have made it to the other side of the shore, we can put aside unrealistic expectations of tidy journeys, and choose to display the persistence and chutzpah needed to keep on supporting chaotic fights for freedom.

  • Symbolika nowych elementów na sederowym stole – puchar Miriam, pomarańcza, ziarno kawy… Warto dowiedzieć się dlaczego tak wiele osób czuło potrzebę, by dodać nowe symbole.
  • Wspaniałe zestawienie 10 plag kobiet żydowskich – jak zrozumieć bolączki i problemy dotykające współczesne Żydówki poprzez symbolikę dziesięciu plag egipskich?  Letty Pogrebin pisze m. in.:

 

Plague #4 Arov. BEASTS — They don’t operate in the public sphere; they do their damage in private. Beasts abuse the women in their lives — physically, emotionally and sexually. They rape women and say, “She wanted it.” They violate their sisters, daughters and sons behind closed doors with mezzuzot on them. We used to be told that Jewish men don’t beat their wives; that rape and incest don’t exist in our community. But they do. Ask the Jewish sociologists who’ve quantified it. Ask Anita Altman at the UJA-Federation who coordinates a task force on it. Ask the wives and children who’ve taken refuge at domestic violence shelters operated by Jewish communal groups. Ask the rabbis who’ve counseled those women and children.

 

Współcześni Żydzi i sprawa małżeństw osób o tej samej płci

Zgodnie z wynikami ankiety Forwardu, 81% amerykańskich Żydów wspiera małżeństwa zawierane między osobami o tej samej płci. Nie jest to tak szokujące, gdy sobie uświadomimy, że ogromna większość Żydów to Żydzi z nurtów postępowych – reformowanego, konserwatywnego czy rekonstrukcjonistycznego (lub nie identyfikujących się z żadnym). Gdy do tego doliczymy także Żydów z nurtu modern orthodox, z których wiele sytuuje się politycznie bardziej na lewo i często otwarcie wspiera prawa gejów i lesbijek (choć nie akceptując ślubów halachicznych), i popiera cywilne śluby między osobami tej samej płci, to faktycznie jedynie mniejszość plasuje się w ostro anty-gejowskim obozie. Wprawdzie wielu przedstawicieli tej grupy jest dość widocznych i głośnych, co jakiś czas demonstrując ubrani w worki pokutne i umieszczając slogany zrównujące dwoje dorosłych ludzi do psów czy kóz (sugerując, że ślub między dwoma mężczyznami lub dwoma kobietami, jest tym samym co ślub człowieka z np psem).

Judaizm reformowany już od lat ’90tych oficjalnie wspiera małżeństwa tej samej płci, a konserwatywny ogłosił swe poparcie w 2006 r. Rabini i rabinki nurtów reformowanych i rekonstrukcjonistycznych od wielu lat udzielają religijnych małzeństw pod chupę dla par o tej samej płci, w nurcie konserwatywnym jest to prywatny wybór i decyzja rabina/rabinki. Geje i lesbijki są witani z otwartymi ramionami w większości synagog w USA, a wiele synagog ortodoksyjnych poczyniło wiele świadomych kroków, by osoby homoseksualne nie czuły się wyalienowane lub prześladowane w ich społecznościach. Coraz więcej mówi się o potrzebie zaakceptowania gejów i lesbijek, choć dla osób, które przestrzegają halachy nie jest to łatwa decyzja. Lecz choć dostrzega się pewne problemy halachiczne, podkreśla się potrzebę etycznego zachowania, empatii i walki z przemocą (fizyczną i psychiczną). Szuka się w tradycji inspiracji i odpowiedzi, by pogodzić współczesną wrażliwość i odkrycia naukowe z wielowiekowymi naukami.

Marriages between gay and lesbian Jews are increasingly accepted by Jewish religious groups. Reform Judaism officially announced its support for gay marriage 1990s, and Conservative Judaism in 2006. No Orthodox groups accept same sex marriage, though the issue of homosexuality has been the subject of increased debate among the Modern Orthodox.

The new survey, conducted online by the Public Religion Research Institute in February and March of this year, polled roughly 1,000 Jews. While the survey found that more than eight in ten Jews favor allowing same-sex marriage, the survey also showed that only 48% of Jewish Republicans support the.

Previous surveys have found American Jewish support for same sex marriage slightly lower. Polls conducted by the Pew Research Center in 2008-2009 measured American Jewish support for same sex marriage at 75%, then at 76% in 2010.

The new survey’s margin of error is 5%, meaning it’s possible that the uptick is a statistical blip. But if the shift is legitimate, it represents an uptick in Jewish support.

“The American Jewish community has a long history of standing on the right side of history when it comes to civil rights legislation, and it’s not surprising that we’re seeing a similar pattern when it comes to equal marriage,” said Klein. “Our challenges … have always been more about creating internal change within Jewish communities, creating change that actually affects the climate and the culture and the politics within our synagogues and day schools and summer camps.”

Duchy żydo-komuny i inne formy zwalania win

Przeczytałam dziś bardzo ciekawy artykuł, który gorąco polecam. Mowa w nim nie tylko o subtelnych formach antysemityzmu, zwalania win na „Innych” i dystansowanie się od odpowiedzialności za możliwe zło, ale także o (denerwującym mnie) zrównywaniem komunizmu z nazizmem. W historii nie ma tak wyraźnych linii i obrazów, nie można tak upraszczać i naginać rzeczywistości.

Autorka pisze m. in.:

Najciekawiej zrobiło się jednak, gdy doszło do winy. Bo choć Leder podkreślał, że tekstu swego nie pisał z zamiarem czyszczenia sumień, padło hasło, że Polakom przydałoby się przepracowanie winy za udział w Zagładzie. Gawin – cytuję z pamięci – odparł:

– Zawsze gdy mowa o winie Polaków wobec Żydów zastanawia mnie, dlaczego nikt nie wzywa do poczucia winy wobec Polaków tych Żydów, którzy mieszkają w Alei Róż i Alei Wyzwolenia.

Spieszę wyjaśnić, że Aleja Róż to warszawska ulica, przy której po wojnie zakwaterowano rodziny osób pracujących w urzędach państwowych na wysokich stanowiskach, a Aleja Wyzwolenia – rodziny osób pracujących w urzędach państwowych na niskich stanowiskach.

Rozjaśniając nieco skrót myślowy Dariusza Gawina wychodzi na to, że odpowiednikiem udziału Polaków w Zagładzie jest udział Żydów w aparacie państwowym PRL.

Faktycznie mają Żydzi jaką winę przerabiać. Przed wojną byli wykluczeni z posad urzędniczych, możliwości pracy w budżetówce nie mieli. Po wojnie dano im równe prawa i za to Żydzi powinni przeprosić. A już skandalem jest, że ośmielili się z praw tych skorzystać.

Co prawda wiele osób, o których mówi Gawin, dawno Żydami nie było, ale szef Muzeum Powstania Warszawskiego wie przecież lepiej, kto Polak prawdziwy, a kto podrabiany.

Co prawda choćby nie wiem jak się postarać, nie dałoby się zmajstrować administracji PRL-u bez udziału polskich Polaków polskiego pochodzenia z rodowodem polskim do trzeciego pokolenia i certyfikatem narodu polskiego od Mieszka Pierwszego, ale na szczęście znalazło się wśród nich paru Żydów, więc jest na kogo zwalić. Bo przecież nie ulega kwestii, że żaden prawdziwy Polak nie tknąłby pracy zaoferowanej przez komunistów!

Znowu?

Tym razem, w formie rzekomo żartobliwej, powraca bohater dnia: rasizm.

W audycji „Poranny WF” wyemitowanej 25 maja dziennikarze, próbując dodzwonić się do Alvina Gajadhura, rzecznika prasowego Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, mówili m.in.: „Gajadhur. Gajadhur, tak? Murzyn. Bardzo przepraszam, mam alarm. Audycję dzisiejszą sponsoruje warszawski oddział Ku-Klux-Klanu”. Dziennikarze sugerowali także, że telefon Gajadhura działa w „buszmeńskiej sieci dla czarnych”. […]

Alvin Gajadhur złożył doniesienie do prokuratury, ale sprawa została umorzona. […] Tymczasem Wojewódzki i Figurski odnieśli się w swoim programie do całej sytuacji. Oskarżyli poszkodowanego o rasizm: „Pan nienawidzi białych i ja mam na to dowody”. Zarzucili mu też, że szerzy nienawiść w kraju, który jest dla niego gościnny, i że jest „po prostu głupi”.

 

Panie Wojewódzki, nie ma czegoś takiego jak „rasizm wobec białych”. Aby rasizm istniał, musi istnieć siła, system wspierający go. Tak samo, jak kobieta, która oburzy się na seksistowskie żarty lub napastowanie seksualne nie jest nienawidzącą mężczyzn lesbą, a jedynie osobą walczącą o własną godność.

 

To się w głowie nie mieści. W jakim zakutym łbie mogłoby się to wydawać w porządku? Zabawne? Żartobliwe? I znowu pewnie powiedzą, że ofiara (tym razem pan Gajadhura) nie ma poczucia humoru… rasizm to rasizm, nie ważne czy wypowiada go zgolony na łyso członek ONR, popularny podróżnik i dziennikarz, poseł, celebryta i „satyryk” czy też pani Ziuta spod sklepu. Nie można pozwalać na to, ani ignorować.

W ramach przedpesachowych rozważań o niewolnictwie, rasizmie i spuściźnie po koloniach…

Ponownie wraca Cejrowski. Nie miałam pojęcia, że ten człowiek również pisze książki, i że książki owe cieszą się jakąś kolosalną popularnością. Potwierdza się twierdzenie, że ludzie lubią to, co podobne do nich: równie ograniczone, wspierające ich wąskie poglądy na świat i wszelkiego „innego”.

Pomimo tego, co już wiedziałam o tym panu, poniższy fragment wywiadu mną wstrząsnął. Kilka lat mieszkania w Stanach przyzwyczaiło mnie do subtelnego, ukrywanego i zawoalowanego rasizmu. A tu, proszę – rasizm w tak czystej postaci, że mój biedny organizm chwilę do siebie dochodził… Jeżeli ktoś ma problemy z odczytaniem co jest rasizmem, a co nie – tu podaję: to jest RASIZM.  Nieskrywany, dumny i ze szlacheckim przytupem.

Poniższy fragment pochodzi z artykułu, który gorąco polecam.

Dariusz Rosiak: A Afryka? Jak tam się panu podoba spuścizna kolonizacji?

Wojciech Cejrowski: Afryka po wycofaniu się białych kolonizatorów zniszczyła sama siebie. Zniszczyli zasoby, drogi, mosty, szkoły; mordują się milionami, prześladują narodowo, religijnie i rasowo. Potworne zbydlęcenie człowieka. I regres cywilizacyjny. Od roku 1950 w Afryce doszło do 21 wojen, liczba ofiar to prawie 20 milionów. Rasistowska rzeź w Rwandzie – ponad 2 miliony ofiar w ciągu zaledwie kilku dni z powodu oskarżenia o czary! Afrykanie sami dla siebie są największym zagrożeniem. Uważam, że doskonałym sposobem naprawy tego zła byłoby przywrócenie dyktatury białego człowieka na czas jakiś.

Na jaki?

Nie wiem, może na 200 lat, może na 1000. Biały człowiek ucywilizował Afrykę. Czarny człowiek zniszczył to dobro.

A co zrobić z tymi nielicznymi krajami afrykańskimi, które – nie wiedzieć czemu – nie uległy, jak to pan nazywa, zbydlęceniu i osiągnęły sukces? Np. Botswana. Panuje tam demokracja, ludzie żyją jak na afrykańskie warunki na wysokim poziomie.

Cudnie, to w Botswanie już rządy białego człowieka nie są potrzebne. Ale w Afryce Południowej natychmiast trzeba przywrócić apartheid, bo on separował wrogie sobie grupy i w ten sposób utrzymywał porządek. I pokój.

A jeśli czarni się nie zgodzą, to co pan proponuje?

Pasek i po tyłku. Z bandytami się nie cackamy, obojętne czy bandyci biali, czy czarni, tak? No to podobnie w Afryce – proponuję, żeby w niektóre miejsca powróciły korpusy brytyjskie i zaprowadziły tam taki porządek jak kiedyś.

Akurat w RPA sami Afrykanerzy sobie doskonale radzili. Strzelając np. do uczniów w Soweto w 1976 roku, zabijając 500 nieuzbrojonych uczniów protestujących przeciwko nieludzkim warunkom, w jakich żyli. Wie pan, od kogo nauczyli się czarni w Kongo barbarzyństwa, złodziejstwa, korupcji? Od belgijskiego króla Leopolda i jego ludzi, którzy regularnie i bezkarnie dokonywali tam masakr i kradli wszystko, co się dało. Mobutu Sese Seko tylko kontynuował tradycję białych. Wie pan, ilu czarnych studiowało w Rodezji za czasów rządów Iana Smitha? Pięcioro. Ja rozumiem, że pan chce być wyrazisty, ale z tą bezwarunkową pochwałą białej cywilizacji w Afryce to pan przesadził. To jest obraz świata, w który nie wierzą już nawet sieroty po Imperium Brytyjskim w Londynie.

Bo tacy jak pan w londyńskich gazetach piorą ludziom mózgi, podając efekciarskie argumenty przeciwko koloniom. Zamiast pisać ściskające serduszko powiastki o pięciorgu studentów, niech pan uprzejmie napisze, ile szkół było w Afryce, zanim przyszli biali. Ile było szpitali, ile dróg bitych, którymi do tych szpitali można było szybko dojechać. A potem niech pan łaskawie napisze, że po przejęciu władzy przez czarnych liczba dróg bitych w Afryce spadła o 80 procent. Białe kolonie były doskonałym narzędziem cywilizacyjnego podnoszenia najbiedniejszych rejonów świata. I to nie biały kolonializm zniszczył Indie, tylko Ghandi. Błagam, proszę sięgnąć do statystyk, a potem ze mną rozmawiać o pożytku z wygnania białych.

Dopóki więcej mężczyzn nie zaangażuje się w walkę z przemocą wobec kobiet, nie ma szans na radykalne jej zmniejszenie

Jak długo społeczeństwo kieruje akcję prewencyjną tylko do kobiet, tak długo nie dostrzega rzeczywistego problemu
– sprawców zgwałceń.
Karen Smith, Centrum dla ofiar napaści seksualnej w Edmonton

Większość kampanii mających na celu pomoc kobietom, by uniknęły one gwałtów, uczy je, jak postępować – czego nie ubierać, jakich rejonów unikać, jak postępować, gdy ktoś już zaczepi, jak nie prowokować… przez co automatycznie zwala się odpowiedzialność za przemoc na jej ofiary. Tak samo, jak kilkuletnie dziecko nie zrobiło nic, by sprowokować przemoc (co najczęściej jest akceptowane i zrozumiałe), tak i kobieta nie może być obarczona winą za to, że ktoś ją napadł, pobił, zgwałcił lub w jakikolwiek sposób napastował. Wina jest zawsze po stronie winowajcy, to on (gdyż prawie wszyscy sprawcy gwałtów to mężczyźni) nie umiał się powstrzymać i działał. To nie długość spódniczki, nie makijaż, uroda bądź seksapil są winne, lecz jedynie atakujący. Gwałcone są kobiety w miniówkach, jak i zakonnice, młode i stare, o  urodzie uważaną za przepiękną, jak i takie o raczej przeciętnej, chude i grube, heteroseksualne i lesbijki, otwarte i nieśmiałe… kobiety mogą robić co tylko chcą – ale to mężczyźni mogą zakończyć gwałty. Poniżej przedstawiam, zaczerpniętą z Feminoteki listę 10 kroków by nie stać się gwałcicielem.

1. Jeśli kobieta mówi „nie” to znaczy „nie”.

2. Nie wrzucaj kobietom narkotyków do drinków.

3. Kiedy widzisz kobietę idącą samotnie, zostaw ją w spokoju.

4. To, że pomogłeś komuś naprawiać samochód, nie daje ci prawa do seksu w zamian.

5. Nie tłumacz swojej agresji wobec innych tym, że to oni ciebie prowokują.

6. Winda to nie ring, nie atakuj w niej.

7. PAMIĘTAJ! Z osobą, która śpi lub jest nieprzytomna – nie można uprawiać seksu. To nie seks – to gwałt!

8. Seks, na który kobieta nie wyraża zgody – to gwałt.

9. Traktuj inne kobiety tak, jak chciałbyś, aby twoi koledzy traktowali bliskie ci osoby – twoją dziewczynę, siostrę czy matkę.

10. Nie gwałć. Nie bądź tym, który to robi.

Musimy też skończyć z robieniem sobie żartów z gwałtu. Jeszcze niedawno widziałam jakąś relację z kabaretonów, gdzie jeden prezenter zażartował w sposób, który sugerował, że gwałt to nic innego jak ulubiona forma seksu dla nieśmiałych, a także wprost komplement dla kobiet. Widziałam „komplementy” w internecie, coś w stylu „ta mogłaby sobie wrzeszczeć ile chce, przeleciałbym ją i tak”, „ale bym ją zgwałcił”. To NIE jest komplement. To jest przemoc i obrzydliwość. Nie pozwólcie, by ktoś w waszym otoczeniu tak mówił. Reagujcie na „żarty” z gwałtu. Nie wolno akceptować przemocy.

Pamiętajmy:

  • Mężczyźni są sprawcami ponad 99% wszystkich gwałtów.
  • 40% dziewcząt między czternastym a siedemnastym rokiem życia deklaruje, że zna rówieśnicę, która została uderzona lub była bita przez swojego chłopaka.
  • Od 50 do 70% mężczyzn, którzy stosują przemoc wobec swoich partnerek, stosuje także przemoc wobec swoich dzieci.
  • Sprawcą przemocy seksualnej w ponad 80% jest osoba znana ofierze.
  • Sprawcą przemocy seksualnej w 78% jest mąż ofiary.
  • W 90% przypadków, sprawcy pozostają bezkarni.

Dopóki więcej mężczyzn nie zaangażuje się w walkę z przemocą wobec kobiet, nie ma szans na radykalne jej zmniejszenie