Moc historii Jecijat Micraim

Opowieść o wyjściu z Egiptu od wieków inspirowała wiele różnych grup ludzi, nie tylko Żydów. Tak wielce uniwersalistyczne nadzieje o wyjściu z niewoli i dotarciu do wymarzonej „ziemi obiecanej” były wspólne wielu narodom, grupom, wyznaniom. Każdy inaczej mógł sobie wyjaśnić co oznacza „Egipt” lub „Ziemia Obiecana”, kim jest „Mojżesz” a kim „Israel”. Jedną z grup wyjątkowo mocno czerpiącą z tych obrazów byli Afro-amerykanie walczący o wolność, a później (i wciąż) o prawa człowieka. Zarówno Harriet Taubman była nazywana „Mojżeszem”, jak i dr Martin Luther King, Jr. Wiele Negro spirituals wykorzystywało tą metaforę by dodać sobie otuchy i zjednoczyć się we wspólnym dążeniu do wolności i sprawiedliwości. Jedną z moich ulubionych spirituals jest „Go Down, Moses”. Poniżej przedstawiam kilka wykonań tego prostego, acz przepięknego utworu:

jakość nie jest najlepsza, ale głos tej pani wart jest wysłuchania:

Harlem Gospel Singers:

Kolejne wspaniałe wykonanie – tym razem wraz z krótkim kazaniem, porównującym Martina Luthera Kinga do Mojżesza.

Życzę wszystkim wspaniałych, głębokich i uwalniających świąt. Oby każdy z nas znalazł sposób na wyjście z własnego „Egiptu”. I pamiętajmy – czasem nie jesteśmy w stanie dokonać tego sami, czasem potrzebujemy „Mojżesza”, gdyż jak uczy nasza tradycja „więzień nie jest w stanie sam uwolnić się z więzienia”.

Reklamy

Krwawe rytuały

"Blood on Cloak" by Mohzart

Kiedy czytam fragmenty księgi Wajikra, mam wrażanie, że to przegląd symboliki pierwotnej. Przewija się w niej ogień, krew, czyste-nieczyste, święte-nieświęte… Krew, którą Judaizm zakazuje spożywać (gdyż w niej jest „życie”), używa jej na wiele sposobów w trakcie rytuałów ofiarniczych. W parszy Caw czytamy bardzo rozbudowany,  oraz, szczerze mówiąc, także dość obrzydliwy, rytuał uświęcenia Aharona i jego synów:

Mojżesz zabił go, potem wziął trochę jego krwi i pomazał nią zewnętrzną część prawego ucha Aarona oraz kciuk jego prawej ręki i duży palec prawej nogi. (24) Następnie kazał podejść do siebie synom Aarona, pomazał krwią zewnętrzną część ich prawych uszu, kciuki prawych rąk i duże palce ich prawych nóg. Resztę krwi rozlał dokoła ołtarza. [tłum. Biblia Warszawsko-Praska]

Po co mazać świeżą krwią uszy, ręce i stopy? Z pewnością jest to relikt wcześniejszych zwyczajów obecnych na tym terenie. Innym istotnym symbolicznie elementem jest ogień – wielokrotnie podkreślone jest, iż ma on zawsze płonąć na ołtarzu, nie wolno pozwolić, by kiedykolwiek zgasł. Nie trzeba nawet wyjaśniać, jak potężnym archetypem jest ogień.

Nie tylko w księdze wajikra spotykamy się dychotomią: święty-nieświęty oraz czysty-nieczysty. Szczególnie ciekawym jest słowo „święty” w języku hebrajskim. Rdzeń kadesz ma dwa główne znaczenia: „oddzielony” oraz „święty”. Coś, co jest święte musi być oddzielone od reszty, czynimy świętym przez oddzielenie. I tak, gdy Bóg wezwał Jirmejahu do służby prorockiej, powiedział mu, że jest on „uświęcony” – w sensie, że został on oddzielony od reszty ludzi by wykonywać specjalną, świętą misję. „Święty” nie musi oznaczać nadprzyrodzony bądź boski, wystarczy, że jest oddzielony by wypełnić specjalną misję, zadanie. I tak ”świętymi” są zwierzęta wydzielone ze stada na ofiarę (w przyszłości), świętymi są również wszystkie naczynia w Miszkanie (jak również i sam Miszkan), które nie stały się nimi automatycznie lecz jedynie poprzez rytuał: Mosze skropił i namaścił je oliwą i wyznaczył je jako święte – oddzielne od wszystkiego innego, przeznaczone do jednego celu.

Kolejną obsesją Tory, szczególnie księgi Wajikra, jest pojęcie czystości rytualnej i duchowej, czyli stan tahor (czystość, nieskalanie) i tame (nieczystość, skalanie). Pojęcia te oraz rytuały związane z nimi pozwalały nadać jakiś porządek chaosowi świata. Tabu wyznaczało granice i służyło kontroli lepiej niż policja konna. Trzeba było nie lada wiedzy, by wyznać się we wszystkich zasadach tego świata. Kapłani byli niezbędni by przywrócić osobnika ze świata tame z powrotem do stanu tahor.

Bardzo się cieszę, że nie żyję już w tamtym świecie… choć gdy się człowiek w nim urodzi i nie zna innego, to pewnie wydawało się to naturalne. Do dziś pozostały nam wspomnienia tamtych dni w kilku symbolicznych gestach i rytuałach – jak myciu rąk przed jedzeniem chleba, czy też zanurzeniu sie w mykwie po okresie mensturacji (nida).

Rozliczenia duchownych

Dużo się obecnie słyszy o Funduszu Kościelnym i ogólnie o funduszach kościelnych. Cieszę się, że w końcu coś się z tym robi, bo to jest skandal, żeby świeckie państwo wypłacało tyle pieniędzy jednej religii. Innym problemem jest przejrzystość finansów Kościoła, czy raczej jej brak. Nikt nic nie wie… wielu ludzi religijnych z pewnością uważa, że nie wypada pytać duchownych, jak wydają powierzone im pieniądze. Sama prośba o taką informację mogłaby być odczytana jako oskarżenie o sprzeniewierzenie, i wywołać automatyczną reakcję emocjonalną: „jak to, nie ufasz mi?!”

Całe szczęście Biblia tworzy precedens: jak najbardziej duchowieństwo powinno się otwarcie rozliczać z powierzanych mu pieniędzy. I to od razu – bez pytania!

W parszy Pekude jasno to widzimy. Po zebraniu datków na budowę Miszkanu Mosze dokładnie podaje sumy zebrane i jak zostały wykorzystane (Wj 38, 21 –31). Czy ktokolwiek mógłby wątpić w uczciwość Moszego? Oczywiście, że nie. Tu nie chodzi o zaufanie, lecz o uczciwość. Osoby na stanowisku, szczególnie na pozycjach tzw zaufania społecznego, muszą same wychodzić z inicjatywą by wszystko działania były przejrzyste i jasne.

Nasza tradycja uczy nas, że kapłani, którzy wchodzili do skarbca Świątyni mieli specjalne stroje pozbawione wszelkich kieszeni – aby nikomu  nawet do głowy nie przyszło, że mógł on coś sobie przywłaszczyć. Trzeba unikać takich sytuacji, a najlepszym na to sposobem jest być otwartym na temat własnych wydatków.

 

Zbliża się Pesach

Tradycyjny talerz sederowy

Pesach wypada równo miesiąc po Purim. Tradycją jest, by rozpocząć studiowanie praw związanych z tym świętem zaraz po zakończeniu Purim. Pesach jest wyjątkowy: jest to święto jednoczące wszystkich Żydów, bez względu na stopień zaangażowania w życie religijne, polityczne upodobania czy teologiczne różnice. W Stanach Pesach jest obchodzony częściej, niż Jom Kipur. Co oznacza, że nawet Żydzi, którzy na co dzień nie czują się związani z tradycją i religią, w tym dniu wracają do swoich korzeni.

Żydzi, którzy są bliżej zaangażowani w religię często … wariują przed Pesach. Ludzie zaczynają sprzątać swoje domy (by pozbyć się wszelkiego chomecu, czyli produktów, które mogły być zrobione z, lub mieć styczność z, produktami mącznymi) już w dzień po Purim. Wszyscy zachowują się, jakby Pesach po raz pierwszy przychodził… szukają nowych przepisów kulinarnych, nowych wersji Hagady, nowych garnków i talerzy… To wielki cyrk, który wspaniale buduje atmosferę wyczekiwania i radosnego napięcia. Żadne inne święto nie stwarza takich emocji, jak Pesach… Zasiadając w noc sederową czujemy się jak przed wyczekiwaną audiencją u królowej. Wszystkie te gorączkowe przygotowania, sprzątanie, pucowanie, szorowanie i wnoszenie specjalnych naczyń (bądź kupowanie nowych) prowadzą do tego wieczoru wypełnionego prastarą historią, symbolicznymi potrawami i gestami, pieśniami i naukami.

talerz sederowy LGBT

Cóż takiego jest w historii Pesach? Myślę, że jego ponadczasowe motywy niewolnictwa i wyzwolenia przemawiają do każdego. Czy to brana dosłownie, jako opowieść o wyjściu z niewoli, czy też metaforycznie – o wyzwoleniu z pętających nas ograniczeń, każdy może odnaleźć siebie samego w tych słowach. Opowieść Hagady była często reinterpretowana, by jeszcze lepiej odpowiadać doświadczeniom konkretnej grupy. Własne wersje Hagady stworzyli bez-religijni kibucnicy w młodym Izraelu, żydowscy geje, feministki, ofiary przemocy seksualnej i psychicznej, wegetarianie… Hagada jest pozycją o największej ilości wznowień druku na świecie.

okładka Hagady lesbijskiej

Pesach ma specyficzne wymogi dietetyczne: Tora nakazuje nam, byśmy jedli tylko przaśniki – macę, aby nie jeść nic z zakwasem (co wyrosło). Tradycja aszkenazyjska również wymaga, by nie jeść roślin fasolowatych, ryżu i innych gatunków zbóż, które w niektórych społecznościach zostały dopuszczone (Sefardyjczycy jedzą np ryż, a quinua jest dość „nowym” zbożem, nad którą wciąż się dyskutuje). Jako osoba z celiakią, cały rok mam Pesach, tylko, że dodatkowo bez macy… Stąd nie będę mogła doświadczyć całkowitej zmiany menu, jako czegoś wyjątkowego, jak to jest w przypadku większości Żydów. Nie będę też mogła wypełnić micwy jedzenia macy… Sama muszę znaleźć sposób, by Pesach był znaczący i poruszający – nawet bez tych dietetycznych pomocy.

Wegetariański talerz sederowy

Pragnę rozmyślać nad metaforycznym znaczeniem historii Jecijat Micraim (Wyjścia z Egiptu): co mnie ogranicza? z czego muszę się wyzwolić? jakich zmian potrzebuje moje życie? Jak również nad bardziej dosłownym jej przekazem – dlaczego wciąż istnieje niewolnictwo w dzisiejszych czasach? Co ja mogę zrobić, by je ograniczyć? Kto jest zniewolony i potrzebuje pomocy, by wyjść z „Egiptu”? Kim są dzisiejsi „Egipcjanie”? Kto może być „Mojżeszem”? Jak ma wyglądać proces wyzwalania, by uczynić wolność trwałą i znaczącą?

 

Warto stanąć w obronie ludzi, nawet przeciwko samemu Bogu

Parsza Ki Tisa jest wyjątkowo napakowana wspaniałymi ideami i motywami. Trudno się zdecydować, o czym mówić… czy o grzechu Złotego Cielca? Czy o tabu liczenia ludzi, czy może o wykonaniu drugiego zestawu tablic?

Osobiście najbardziej ciągnie mnie do niesamowicie dramatycznej sceny, w której Mosze próbuje przekonać Boga, by ten nie zniszczył narodu. Cała Tora jest dość antropomorficzna, jednak to, w jaki sposób Bóg jest przedstawiony tutaj, przekracza typowe metafory. Bóg jawi się tu jak człowiek z ogromnym temperamentem, który nie jest w stanie kontrolować własnych odruchów, ale za to bardzo dba o to, co o nim powiedzą inni i jest wręcz próżny w dbałości o swój międzynarodowy wizerunek… muszę przyznać, że Mosze zdecydowanie lepiej się tu prezentuje. Jest tu prawdziwym prorokiem – odważnie sprzeciwia się niszczycielskiemu dekretowi Boga i używa wszelkich możliwych argumentów, by obronić ludzi przed boskim gniewem. Jest adwokatem, łapiącym Boga za słówka i nie ustępującym nawet na krok. Nasza tradycja uczy, że to właśnie Bóg popchnął Mosze do takiego działania, że gdy powiedział mu (Wj 32, 9 – 10), by Mosze poszedł na dół, do ludu, używa takiej formy, która brzmi, jak prośba: „Pozwól, by Mój gniew ich zniszczył…”, jak gdyby prosił Moszego o pozwolenie. Mosze odczytał to właściwie, że to od niego zależy czy Bóg faktycznie zniszczy naród, czy nie. Natychmiast rozpoczął wspaniałą mowę adwokacką, która zakończyła się powodzeniem: Bóg odstąpił od swego planu. Oczywiście nie było aż tak wspaniale – według dalszej części i tak zginęło wielu ludzi z rąk Lewitów w czystce (zemście? karze?)… sama nie wiem czy lepiej, by zginęli w cudowny sposób z rąk Boga (np strawieni przez ogień czy pochłonięci przez ziemię, jak to mamy w innych miejscach), czy z rąk braci i współplemieńców…

Na koniec mała uwaga co do samego grzechu Złotego Cielca. Ciekawym jest, że cały czas ludzie twierdzą, że jest to JHWH, nie używają żadnego obcego imienia boga (jak to się często działo w późniejszym czasie, np Baala). Niektórzy współcześni bibliści i historycy twierdzą, że ludzie wykorzystali to, co znali z przeszłości. W Egipcie znany był kult byka – Apisa, który często był przedstawiany z dyskiem słońca między rogami, gdzie był jak gdyby nośnikiem czegoś wyższego … co oznacza, że Izraelici mogli stworzyć cielca, między którego rogami „zasiadał” niewidzialny Bóg – JHWH. Pasowałoby to do jednego z tłumaczeń terminu awoda zara – „bałwochwalstwo”. Dosłownie można to przetłumaczyć albo jako „kult obcego [boga]” albo jako „kult obcy”, czyli służenie właściwemu Bogu, ale wykorzystując praktyki obce, należące do obcych bogów. Nie jest to jedyny moment, gdy istniało takie przemieszanie i zagubienie. Czytając księgę Szoftim również widzimy, że ludzie kupowali czy tworzyli posążki ze srebra i złota, lecz wciąż używali imienia JHWH jako Boga.

Jak być dobrym przywódcą?

Z pewnością nie poprzez naśladowanie faraona… ale mamy już innego, młodego (stażem, nie wiekiem) przywódcę do naśladowania: Moszego. W przeciągu ostatniego roku, od czasu gdy został wezwany przez Boga by wypełnić Jego misję, Mosze bardzo się zmienił. Wydaje się, że uwierzył we własne możliwości i umiejętności, nauczył się także wielu nowych. Wprawdzie na początku tak bardzo bał się mówić, teraz przemawia cały czas. Wciąż uczy się jak postępować z ludźmi, w czym pomaga mu wrodzona wrażliwość i empatia. W parszy tego tygodnia poznajemy bliżej również i innego przywódcę o znacznie dłuższym stażu: Jitro, od którego nazwę przyjęła cała parsza. I wprawdzie parsza ta jest głównie znana (całkiem zrozumiale) z Matan Tora (dania Tory) na Synaju, nie można pominąć tej postaci. Bardzo krótko jest on wspomniany gdy Mosze uciekł do Midianu, a potem opuszczał go by udać się do Egiptu, ale nie mieliśmy okazji nauczyć się o nim czegoś więcej.

Wspaniale jest obserwować Moszego w jego interakcji z teściem. Jak zareaguje po tak długim rozstaniu? Opuszczał teścia jako zięć, banita i pasterz lecz wita go jako człowiek Boga, przywódca narodu, który zwyciężył wielkiego faraona… czy będzie wyniosły? czy da odczuć Jitro jak ważnym jest teraz człowiekiem? Nic z tego. Mosze nie na darmo nazywany jest „najskromniejszym człowiekiem”… wita on swego teścia serdecznie, kłania mu się a następnie opowiada o wszystkich wspaniałościach, którymi Bóg obdarzył jego naród. Nie przypisuje sobie żadnych zasług, nie wywyższa się, nie zadziera nosa.

Jednak to z następnego opisu możemy się nauczyć jeszcze więcej o tym, jak być dobrym przywódcą – nie tylko od Moszego, ale i od Jitro. Czytamy bowiem o słynnej scenie, gdy Jitro zapoznaje się z systemem pracy, jaki wypracował Mosze – iż ludzie oczekują w długich kolejkach by się  z nim rozmówić i uzyskać naukę lub poradę prawną. Jitro od razu przeszedł do krytykowania Moszego – taki system nie tylko, że zmęczy jego samego, ale zwyczajnie jest nieetyczny w stosunku do ludzi, którym każe się stać wiele godzin pod upalnym słońcem. Lecz nie kończy on na tym. Zaraz później przedstawia propozycję naprawy sytuacji, czyli stworzenia praktycznego systemu sądowniczego opierającego się na instancjach (podobnie, jak i współczesne systemy sądownicze), gdzie Mosze zajmowałby się jedynie najtrudniejszymi sprawami, jak dziś Sąd Najwyższy. Nie tylko, że Mosze nie będzie zaprzątał sobie głowy prostymi i trywialnym sprawami, ale daje to także wiele władzy i szacunku przywódcom niższych instancji – dowódcom dziesiątek rodzin, setek czy tysięcy. Mosze wysłuchał rady teścia i wprowadził ją w życie. Zaoferował on potem Jitro by został razem z nimi, ale ten wolał wrócił do swojego domu, do Midianu, gdzie był kapłanem (lub jakiegoś rodzaju przywódcą). Mosze uszanował ten wybór i oboje rozeszli się w dobrych stosunkach.

Jak widzimy mamy tu całą grupę wspaniałych cech, które każdy z nas mógłby się starać naśladować. Dobry przywódca jest skromny i otwarty na krytykę. Nie boi się delegować obowiązków pośród współpracowników, przez co wzmacnia poczucie obowiązku i upoważnia innych do podejmowania decyzji. Szanuje wiedzę i inteligencję innych, nie zachowuje wiedzy tylko dla siebie by trzymać innych w ciemności (jak to mieli w zwyczaju kapłani egipscy), lecz chętnie się nią dzieli. Dobry przywódca wie, jak krytykować – wyjaśnia dlaczego coś się nie sprawdza i oferuje propozycje zmian na lepsze (jak zrobił to Jitro). Nie krytykuje w zawiści, gniewie czy szydząc, lecz w miłości i z troski o dobro wszystkich zainteresowanych. Nie boi się on zmian i akceptuje pomysły innych, jeśli te się sprawdzają – nie obawia się o swoją pozycję gdy to pomysł kogoś innego okaże się lepszy. Szanuje także wybory innych i akceptuje, że życie kogoś innego jest równie ważne i godne, jak i jego własne.

Pamiętajmy także, że „przywódca” to tylko wielkie słowo… nie chodzi tu tylko o osoby o wielkiej władzy. Przywódcami możemy być w swojej gminie, rodzinie, grupie przyjaciół, biurze czy warsztacie. Tego typu cechy są mile widziane chyba w każdej roli…

Przedzierając się przez Morze Sitowia

Rosemarie Adcock, "Crossing the Red Sea"

Czytając parszę tego tygodnia, Beszalach, zastanawiałam się nad czym mogę się skupić w tym komentarzu… czy na świetnej postawie Moszego, który wiedział jak zareagować w trudnej sytuacji, czy może na przedziwnej postawie faraona, który postanowił udać się w pogoń za narodem żydowskim… mamy również słynne przejście suchą stopą przez Morze Sitowia* i wspaniały przykład poezji wojennej (Szirat Hajam). W pobliżu gorzkich wód Mara Żydzi doświadczają kolejnego cudu, choć tym razem jest to cud „pozytywny”, nie niszczący lub karzący, lecz ratujący życie spragnionym uciekinierom. Według tradycji to tu Żydzi nauczyli się pierwszych, podstawowych praw Judaizmu. Ludzie są zmęczeni, spragnieni i głodni co kończy się częstym narzekaniem kierowanym do Moszego i Aharona. Samo wyjście z niewoli nie sprawiło, iż zniewolone dusze stały się nagle wolnymi. Proces uwalniania zabiera czas i wymaga długiej reedukacji. Ludzie co chwila pragną wrócić do starego, znanego zła, przeraża ich perspektywa nieznanego, wątpią czy na prawdę istnieje Bóg mogący ich uratować od wszystkich boleści… Bóg okazuje wyjątkową wyrozumiałość – nie gromi, nie poucza lecz zapewnia to, co jest potrzebne. Ludzie otrzymują jedzenie – mannę i mięso, wraz z pierwszym, delikatnym, zaznaczeniem istnienia specjalnego dnia – Szabatu, gdy prowizje te nie będą dostarczone, a wystarczy podwójna porcja zesłana poprzedniego dnia.

Przypomina mi to niedawno oglądany wykład założyciela organizacji Free the Slaves, który podkreślał, że najważniejsze jest, by zapewnić godne życie po uwolnieniu – pracę, edukację i cały system wspierający, który zapewni, że osoby te nie będą narażone na powrót do systemu niewolniczego. Nie można oczekiwać od osoby, która była  zniewolona przez wiele lat, by sama stanęła na nogi. To był błąd Amerykańskiej emancypacji – niby zniesiono niewolnictwo, ale nie zapewniono systemu wspierającego, edukacji, pracy i stopniowego wyrównywania poziomu życia różnych grup społecznych. Rasizm i prześladowanie spowodowało, że wciąż, mimo wielu dziesięcioleci, które upłynęły od tego czasu, potomkowie niewolników wciąż mają utrudnione warunki w dostępie do najwyższej jakość pracy, edukacji i komfortu materialnego.

Wracając do naszej parszy, czytamy w niej również o cudzie dokonanym przez Moszego – pozyskaniu wody ze skały a także pierwszej konfrontacji militarnej. Amalek, naród zamieszkujący na południu od Erec Jisrael, zaatakował Żydów. Jehoszua po raz pierwszy dowodzi wybranymi wojownikami w tej nierównej walce – bądź co bądź sama motywacja nie zawsze wystarcza, przeszkolenie i doświadczenie jest wysoce przydatnym elementem w walce. Jednak Żydzi mają dodatkowe wsparcie – na szczycie góry stał Mosze razem z Aharonem i Churem, i gdy Mosze trzymał ręce w górze, Żydzi wygrywali, gdy opuszczał – przegrywali. Są różne interpretacje tego opisu. Można to oczywiście odczytać jako cud, ale także jako forma wizualizacji. Gdy walczący Izraelici widzieli ręce Moszego skierowane ku niebu, przypominało im to o Bogu i dodawało otuchy i motywacji. Odwrotnie działo się gdy opuszczał on ręce.

W każdym razie – Izraelici zwyciężyli, a Amalek stał się symbolem wiecznego arcywroga, pojawiającego się w różnych momentach historii. Według Tory to nie sam Jisrael, który walczy z Amalekiem przez wieki, ale sam Bóg toczy wojnę z Amalekiem.

Anna Kocherovsky, "Miriam Dancing", tapestry

Gdyby ktoś pomyślał, że może zapomniałam o Miriam, to się myli. Zostawiłam sobie Miriam na koniec. Pojawia się ona by wraz z innymi kobietami prowadzić w pieśni i tańcu ku chwale Boga. Jest bardzo ciekawym, że opis ten pojawia się już po odśpiewaniu Szirat Hajam, i trochę się on urywa – jak gdyby miała nastąpić pieśń, ale jej nie przytoczono. Wielu współczesnych biblistów uważa, że tą pieśnią Miriam była sama Szirat Hajam, lecz późniejsi mędrcy nie mogli znieść by to kobieta była twórczynią i dyrygentem takiej pieśni i dlatego przenieśli ten opis na później, a autorstwo i przywództwo Szirat Hajam pozostawiono Moszemu. Nie było niczym specjalnym w czasach biblijnych by to kobieta śpiewała i zagrzewała do boju, lub wysławiała zwycięstwo. Wiemy to choćby dzięki przepięknej pięśni śpiewanej przez prorokinię Deworę… wydaje się czasem (szczególnie, gdy zwrócimy uwagę na to, co się dzieje teraz w Izraelu), że w czasach biblijnych kobiety miały więcej do powiedzenia (dosłownie i w przenośni) niż dzisiaj. Nikt się nie bał głosu kobiety,  nie uciekał, nie zagłuszał… po prostu słuchał i dołączał się do pieśni.

 

* Bardzo często, omyłkowo, tłumaczy się Hebrajskie „Jam Suf” jako Morze Czerwone. Nie jest to jednak właściwe. „Suf” oznacza trzciny, sitowie. Oznacza to również, że mowa raczej o wodzie słodkiej, nie słonej, gdyż trzciny nie rosną przy wodzie słonej. W pustynnym klimacie każdy większy zbiornik wody określano mianej „Jam”. Dzisiejsi bibliści sugerują, że najprawdopodobniej Jam Suf odnosił się do jezior i mokradeł na wschód od Egiptu, co by również pasowało do zaledwie trzydniowej drogi.