Rytuał kontra etyka

Jeremiasz, którego słowa mędrcy wybrali, jako haftarę do parszy Caw, nawiązuje do jednego z głównych motywów obecnych u proroków: Bóg pragnie przede wszystkim czystości serca, etycznego postępowania i wypełniania Tory, a nie ofiar i krwawych rytuałów. Wypełnianie rytuałów jest tak kuszące, dające tyle satysfakcji (przede wszystkim egoistycznej), tyle poczucia dobrze spełnionego obowiązku, że zapomina się, by zachować dystans i dostrzec pełny obraz sytuacji. Niesamowicie rozbudowany system ofiar i rytuału nie był celem samym w sobie, lecz środkiem, narzędziem dotarcia do Boga, autorefleksji, zachowania skromności, wyrażenia skruchy i powrotu na właściwą ścieżkę. Niestety, dla wielu (zarówno w czasach Amosa, Jirmjahu czy Michy, jak i dziś) rytuał stał sie celem samym w sobie, obsesją przyćmiewającą wszystko inne. Dodatkowo, w czasach starożytnych, rytuał żydowski nie różnił się aż tak bardzo od rytuałów ludów sąsiadujących. Wspominałam już, że rytuał ofiar nie jest jakimś czysto żydowskim wynalazkiem, lecz raczej adaptacją już istniejących od tysiącleci rytuałów składania w ofierze zwierząt, produktów rolnych, a czasem nawet ludzi, w celu przebłagania bogów lub okazania wdzięczności i radości. Nie dziwi zatem, że przez cały wczesny okres Judaizmu Żydzi mieli problem z jasnym dostrzeganiem granic między „naszym” rytuałem, a „obcym”. Czasem było to wykorzystywanie obcych praktyk by czcić własnego Boga, czasem było to składanie ofiar obcym bogom (lub bogom miejscowym, gdyż nigdy  Żydzi nie żyli jedynie sami z sobą, a szczególnie nie u początków państwowości).

Prorocy skupiali się na obu problemach – zarówno na myleniu celu ze środkiem, jak i na awoda zara (bałwochwalstwie). Opłakiwali tych, którzy chętnie przyprowadzali tłuste byczki na ofiary, lecz nikczemnie zachowywali się wobec biedoty. Bóg (poprzez proroków) wielokrotnie woła – czyż ja pragnę tego tłuszczu i zapachu spalonego mięsa? Nie! Pragnę skruszonego serca, złamania kajdan niewolników, uwolnienia ludzi i, w skrócie, etycznego postępowania wobec innych ludzi.

Jak wiemy, w judaizmie tradycyjnie mówi się o 613 micwach. Istnieją różne systemy dzielenia ich na kategorie. Jednym z tych systemów jest podział na micwot bein adam lechawero (micwy określające relacje międzyludzkie) oraz micwot bein adam lemakom (micwy określające relacje człowieka z Bogiem – głównie rytuał). W pierwszą kategorię wchodzą wszystkie prawa budujące podstawy społeczeństwa – kryminalne, cywilne, ustanawiają proces sądowy, dochodzenie odszkodowań, zakazują kradzieży i mordów. Ale również obejmują wszystkie prawa etyczne, prawa, których nie znajdziemy w zwykłych kodeksach prawnych – o godnym traktowaniu przybysza (imigranta), o uczciwym prowadzeniu interesów, o ochronie praw najsłabszych osób w społeczeństwie. Zakazujących łapówek, zawstydzania, łamania praw biedoty, służby czy podwładnych. Dużo łatwiej jest przyprowadzić byczka kapłanom i czuć się jak milion dolarów, niż minuta po minucie prowadzić życie uczciwego człowieka. Łatwiej zaostrzyć kaszrut i założyc tfilin codziennie, niż witać każdego ciepło, bez względu na to, kim ta osoba jest. Łatwiej jest obsesyjnie sprawdzać długość spódniczek (szczególnie u innych), niż z szacunkiem i godnością traktować biednych i słabych.

Prorocy wypowiadają się jasno: Bóg może poczekać na rytuał, aż będziesz gotowy by to wypełnić w czystości serca. Ludzie nie mogą czekać na terminową wypłatę czy pomoc w przetrwaniu kolejnego dnia. Bóg brzydzi się rytuałem zbudowanym na niesprawiedliwości etycznej, na prześladowaniu innych. Nie można było w czasach Jirmejahu czy Amosa przyprowadzić najpiękniejszego i najdroższego byczka do świątyni i czuć, że wypełniło sie wolę Boga, jeśli pieniądze na tego byczka zdobyło się kosztem innych, oszukując i naciągając. Tak i dziś nie można zasłaniać się choćby i fanatycznym wypełnianiem rytuału, jeśli buduje się go na nieetycznym traktowaniu, tych, wokół nas – poczynając od własnej rodziny, dzieci, sąsiadów, współpracowaników, przez osoby na zmywaku w restauracji, którą wspieram swoją w niej obecnością, nieznajomych mijanych na ulicy, potrzebujących, od których odwracam wzrok, poniżając (choćby tylko w myślach, nie mówiąc już słownie lub fizycznie) aż po tych, którzy nie są mi do niczego potrzebni (bo najczęściej dość dobrze traktujemy tych, od których zależy nasze życie, praca, zarobki itp) – a szczególnie, jeśli to „inni” (gerim) w społeczeństwie albo jego „wdowy i sieroty”, czyli osoby najbardziej narażone, najsłabsze ogniwa – w każdym społeczeństwie mogą to być inne grupy.

 

Reklamy

Miszkan: gdzie skromny datek chętnego serca więcej wart niż najwspanialsze bogactwa Salomona (lub Watykanu)

współczesna makieta (1:1) Miszkanu

W parszach Wajakhel-Pekude wszystko kręci się wokół datków na budowę Miszkanu (oraz jego wykonanie). Bardzo istotnym jest jednak, i jest to podkreślone wielokrotnie, iż były to datki dobrowolne: Truma laJHWH kol nidiw libo – dar dla Boga od każdego, kogo zainspiruje jego serce. Co ciekawe, Tora również wielokrotnie podkreśla egalitarny charakter tych datków – zarówno kobiety, jak i mężczyźni chętnie przynosili dary. Robili to tak chętnie, iż w pewnym momencie trzeba ich było powstrzymać, gdyż nazbierało się za dużo.

Osobami wyznaczonymi przez Boga na głównych architektów projektu, byli Becalel (z plemienia Jehudy) i Oholiaw (z plemienia Dana). Becalel stał się symbolem pierwszego artysty i rzemieślnika, dzięki czemu najlepsza Akademia Sztuk Pięknych w Izraelu nosi właśnie jego imię.

Dzięki ochoczym darom i dobrowolnej pracy wszystkich ludzi, zaczęto stawiać Miszkan: zbudowano kolumny, utkano zasłony i przykrycia, zrobiono ołtarze (dwa: jeden zewnętrzny, duży i zrobiony z miedzi na ofiary całopalne, oraz mniejszy, złoty, w środku Miszkanu, na kadzidło), Arkę wraz z jej pokrywą oraz stół i Menorę. Przygotowano również dziedziniec otaczający Miszkan, którego ogrodzenie zrobione było z rozciągniętej tkaniny lnianej.

W parszy Pekude (w ten Szabat czytamy dwie parsze – Wajakhel i Pekude) wszystkie przygotowania owocują wystawieniem Miszkanu. Wszystkie sprzęty i przedmioty rytualne, w tym ubiór Aharona i kapłanów zostały przygotowane i sprawdzone przez Moszego. W końcu cały ten wysiłek został wynagrodzony: „Chmura przykryła Ohel Moed (Namiot Spotkań), a majestat Boga wypełnił Miszkan.

Kolejna makieta Miszkanu. Jak widać: skromny, lecz bogaty duchem.

Cały Miszkan wydaje się z dzisiejszego punktu widzenia czymś niewiele większym od kurnika… przyzwyczajeni do widoków ogromnych i ociekających złotem katedr i bazylik, trudno docenić piękno i kunszt wykonania Przybytku. Gdy pomyślimy o tym narodzie byłych niewolników, tkwiących gdzieś na pustyni, którzy po raz pierwszy budują coś dla siebie (a nie faraona), gdy po raz pierwszy mogą coś dać od siebie (bo wreszcie coś posiadają), gdy po raz pierwszy swoje zdolności i talenty używają dla wspólnego dobra (a nie pracy niewolniczej)… dopiero wtedy możemy w pełni pojąć znaczenie i wielkość tej budowli. Choć niewiele więcej, niż namiot z kozich skór, był czymś znacznie piękniejszym i wspanialszym, niż największe katedry: był wyznaniem miłości i wdzięczności. Przewyższał tym nawet Świątynię Salomona, zbudowaną rękami zniewolonych brańców i zmuszanych podwładnych, z wymuszonych podatków i grabieży wojennych. Lepszy już Miszkan – mały i skromny, lecz wybudowany z „inspiracji serca”, z dobrowolnych datków, w równości i z poszanowaniem dla różnorodnych talentów i zdolności.

Co daje większe świadectwo oddania wiernych?

To: , a może to: ? czy też może ta „kurna chata”? 

Jak to  mówią: rozmiar nie jest najważniejszy.

Tym samym zakończyliśmy studiowanie księgi Szemot.

!חזק חזק ונתחזק

Zbliża się Pesach

Tradycyjny talerz sederowy

Pesach wypada równo miesiąc po Purim. Tradycją jest, by rozpocząć studiowanie praw związanych z tym świętem zaraz po zakończeniu Purim. Pesach jest wyjątkowy: jest to święto jednoczące wszystkich Żydów, bez względu na stopień zaangażowania w życie religijne, polityczne upodobania czy teologiczne różnice. W Stanach Pesach jest obchodzony częściej, niż Jom Kipur. Co oznacza, że nawet Żydzi, którzy na co dzień nie czują się związani z tradycją i religią, w tym dniu wracają do swoich korzeni.

Żydzi, którzy są bliżej zaangażowani w religię często … wariują przed Pesach. Ludzie zaczynają sprzątać swoje domy (by pozbyć się wszelkiego chomecu, czyli produktów, które mogły być zrobione z, lub mieć styczność z, produktami mącznymi) już w dzień po Purim. Wszyscy zachowują się, jakby Pesach po raz pierwszy przychodził… szukają nowych przepisów kulinarnych, nowych wersji Hagady, nowych garnków i talerzy… To wielki cyrk, który wspaniale buduje atmosferę wyczekiwania i radosnego napięcia. Żadne inne święto nie stwarza takich emocji, jak Pesach… Zasiadając w noc sederową czujemy się jak przed wyczekiwaną audiencją u królowej. Wszystkie te gorączkowe przygotowania, sprzątanie, pucowanie, szorowanie i wnoszenie specjalnych naczyń (bądź kupowanie nowych) prowadzą do tego wieczoru wypełnionego prastarą historią, symbolicznymi potrawami i gestami, pieśniami i naukami.

talerz sederowy LGBT

Cóż takiego jest w historii Pesach? Myślę, że jego ponadczasowe motywy niewolnictwa i wyzwolenia przemawiają do każdego. Czy to brana dosłownie, jako opowieść o wyjściu z niewoli, czy też metaforycznie – o wyzwoleniu z pętających nas ograniczeń, każdy może odnaleźć siebie samego w tych słowach. Opowieść Hagady była często reinterpretowana, by jeszcze lepiej odpowiadać doświadczeniom konkretnej grupy. Własne wersje Hagady stworzyli bez-religijni kibucnicy w młodym Izraelu, żydowscy geje, feministki, ofiary przemocy seksualnej i psychicznej, wegetarianie… Hagada jest pozycją o największej ilości wznowień druku na świecie.

okładka Hagady lesbijskiej

Pesach ma specyficzne wymogi dietetyczne: Tora nakazuje nam, byśmy jedli tylko przaśniki – macę, aby nie jeść nic z zakwasem (co wyrosło). Tradycja aszkenazyjska również wymaga, by nie jeść roślin fasolowatych, ryżu i innych gatunków zbóż, które w niektórych społecznościach zostały dopuszczone (Sefardyjczycy jedzą np ryż, a quinua jest dość „nowym” zbożem, nad którą wciąż się dyskutuje). Jako osoba z celiakią, cały rok mam Pesach, tylko, że dodatkowo bez macy… Stąd nie będę mogła doświadczyć całkowitej zmiany menu, jako czegoś wyjątkowego, jak to jest w przypadku większości Żydów. Nie będę też mogła wypełnić micwy jedzenia macy… Sama muszę znaleźć sposób, by Pesach był znaczący i poruszający – nawet bez tych dietetycznych pomocy.

Wegetariański talerz sederowy

Pragnę rozmyślać nad metaforycznym znaczeniem historii Jecijat Micraim (Wyjścia z Egiptu): co mnie ogranicza? z czego muszę się wyzwolić? jakich zmian potrzebuje moje życie? Jak również nad bardziej dosłownym jej przekazem – dlaczego wciąż istnieje niewolnictwo w dzisiejszych czasach? Co ja mogę zrobić, by je ograniczyć? Kto jest zniewolony i potrzebuje pomocy, by wyjść z „Egiptu”? Kim są dzisiejsi „Egipcjanie”? Kto może być „Mojżeszem”? Jak ma wyglądać proces wyzwalania, by uczynić wolność trwałą i znaczącą?

 

Co ma homoseksualizm do niewolnictwa?

Przeczytałam dziś, że pewnien pan kardynał z Wielkiej Brytanii przyrównał zalegalizowanie małżeństw tej samej płci do zalegalizowania niewolnictwa. Oba, jak twierdzi, nie musisz robić, jeśli nie chcesz (państwo nie zmusi do posiadania niewolnika), ale równocześnie oba są obrzydliwością moralną. Hmmm. I call bullshit.

 

Ja nie rozumiem w ogóle jak to wielkie kłamstwo (bardzo popularne też i w USA), że „tradycyjne małżeństwo” to format 1 mężczyzna + 1 kobieta od wieków, na wieki, amen, może sobie swobodnie istnieć. Czy ci ludzie nie czytają Biblii? Bo ja owszem, czytam. I po pierwsze, to dzisiejsze „małżeństwo” w ogóle nie istnieje, istnieją za to związki między ludźmi oparte na wspólnym gospodarstwie, stosunkach seksualnych i często potomstwie. Częstą jest poligamia, małżeństwo dzieci ze starcami, sprzedaż lub „wydanie” córki jako służki/niewolnicy seksualnej. Utrata dziewictwa jest stratą finansową ojca, bo „małżeństwo” to przede wszystkim zawarcie umowy biznesowej.

Do tego co jakiś czas mamy dodane przykłady bardziej uczuciowych związków, które jednak dalekie są od dzisiejszego pojmowania małżeństwa. Jakub niby się zakochał w Racheli, ale nie miał problemu ze spaniem z trzema innymi kobietami, z których dwie zostały do tego zmuszone jako służki „głównych” żon. Abraham nie miał problemu by spłodzić dziecko z Hagar, które prawnie mogłoby się stać dzieckiem Sary, bo Hagar była niewolnicą i służką Sary. Związek Icchaka z Riwką był pewnie jednym z nielicznych monogamicznych.. poza tym, że zgodnie z tradycją, Riwka była kilkuletnią dziewczynką…

 

Warto również poczytać historię. Do późnego średniowiecza Kościół był przeciwny uświęcaniu związków małżeńskich, traktując to jak przyziemne i niewarte uwagi świeckie zachowanie. Teraz to sakrament… Małżeństwo od dawien dawna było zawarciem biznesu, by połączyć ziemię i interesy dwóch rodzin i zapewnić prawowitego następcę. Było normalne, że mężczyzna sypiał z kochankami, bo żona była jedynie od zapewnienia potomka, nie do kochania.

 

Małżeństwo dziś to przede wszystkim ogrom praw – podatkowych, związanych z opieką medyczną, dziedziczeniem, odpowiedzialnością prawną i finansową… itd. Jeśli ktoś chce, może uzyskać błogosławieństwo swojej religii dla tego związku. Ale nie ma sensu plątać tych dwóch dziedzin. A przy okazji – są religie i związki wyznaniowe, które jak najbardziej uznają i błogosławią związki osób o tej samej płci… (jak np Judaizm reformowany, rekonstrukcjonistyczny i konserwatywny, gdzie jest to decyzją rabina) Dlaczego jeden związek wyznaniowy ma dyktować zachowania drugiemu? Żyjemy podobno w kraju, gdzie Kościół i Państwo są oddzielone… oh, marzenia…

co za wspaniały przykład żydowskiej miszpoche!

Prorocy naszych dni.

Jak już kiedyś pisałam, bycie prorokiem to w pewnym sensie użyczenie własnego głosu tym, którzy go nie mają: biednym, mniejszościom, grupom prześladowanym czy słabym. Dziś wciąż wiele jest ludzi, którzy potrzebują naszego głosu – mniejszości, biedota, ofiary przemocy rodzinnej, dzieci z gett i ofiar wojny. Jedną z takich grup są ofiary psychopatycznych dyktatorów lub samozwańczych przywódców, którzy utrzymują się przy władzy przez okrucieństwo i przemoc.

Invisible Children to organizacja, które stara się wspomóc ofiary oraz położyć kres przerażającemu procederowi – porywaniu dzieci by uczynić z nich mordercze maszyny lub niewolnice wykorzystywane seksualnie. Dzieci już w wieku 5-7 lat zmuszane są do okrutnych rzeczy – mordowania rodziny lub przyjaciół, aby zabić w nich wszelkie uczucia i uczynić lojalnymi żołnierzami. Dziewczynki są przetrzymywane i przez lata gwałcone jako osobiste niewolnice. W kraju, jak Uganda, nie ma ropy naftowej lub innych powodów, dlaczego bogate kraje Zachodu miałyby się zainteresować losem jej mieszkańców. Wprawdzie głośno mówi się o w wsparciu ludzi np w Libii, jak gdyby chodziło tylko o demokrację i wolność, to wszyscy wiemy, że chodzi o ropę. Uganda potrzebuje naszego wsparcia. Sprawmy, by jeden z największych potworów dzisiejszego świata – Joseph Kony został aresztowany i osądzony przez międzynarodowy sąd, a jego „armia” rozproszona, by dzieci mogły wrócić do rodzin i prowadzić normalne życie, bez ciągłego strachu o swój los.

Proszę, obejrzyj poniższy film. Prześlij go znajomym, wrzuć na facebook lub naszą klasę. My też możemy coś zrobić, niech będzie głośno o Konym, a politycy muszą wiedzieć, że czasem warto wysłać armię dla faktycznie ratowania ludzi, a nie interesów finansowych.

Wspaniała! Oszałamiająca! … ale kto zapłacił rachunek?

Haftara do parszy Teruma nie jest zaskoczeniem – przedstawia budowanie Świątyni Jerozolimskiej przez króla Szlomo (Melachim Alef). Wielki przepych i ogromna skala przedsięwzięcia mają podkreślić pozycję, jaką uzyskał król Szlomo nie tylko w swoim królestwie, ale i pośród sąsiadów.

Inaczej jednak przedstawia się ten obraz gdy wiemy, jak panowanie Szlomo się skończyło. Opisy, które tu czytamy – o nałożeniu ogromnego podatku na lud Israela, o dziesiątkach tysięcy ludzi pracujących w kamieniołomach, przy przenoszeniu materiałów (z Libanu i innych miejsc) oraz przy samej budowie miały z pewnością zaprzeć dech w piersiach w podziwie… Ale jak dla mnie są obrazek ogromnego wyzysku i ucisku. Tysiące ludzi zostały wyrwane z własnej ziemi i obowiązków by niewolniczo pracować dla Szlomo. Ogromne podatki, które musieli płacić (poza plemieniem Jehudy) doprowadziły do bunty zaraz po śmierci króla, a następnie rozpadu królestwa na Północ (Israel) i Południe (Jehuda).

Trudno sobie wyobrazić historię Żydów, Israela i Judaizmu bez Świątyni Jerezolimskiej… należy jednak pamiętać także i o cenie, którą „zwykli” obywatele musieli zapłacić za jej powstanie, a także jak dramatyczny w skutkach był ucisk podwładnych.

Swoją drogą ciekawe czy Judaizm byłby możliwy bez Świątyni. Wiemy, że przeżył bez niej dwa tysiące lat i ma się lepiej niż nigdy… ale czy przetrwałby wtedy, gdy kult ofiarniczy był praktycznie jedyną formą religijności, jaką znano? Judaizm potrzebował setek lat by się rozwinąć na wielu płaszczyznach, szczególnie w dziedzinach filozofii i etyki. Dziś trudno sobie wyobrazić Judaizm z krawawymi ofiarami, wydaje się to wręcz odrażające. Wtedy jednak wydawało się niezbędnym elementem religii.

Niewolnictwo jest złem.

Niewolnictwo było zaakceptowaną sytuacją społeczną w starożytnym świecie Tory. Opracowano prawa otaczające to zjawisko, lecz nie było specjalnie komentarza moralnego na temat samego zjawiska. Niewolnictwo w tamtych czasach nie było dokładnie takie, jak dziś je postrzegamy. Wielokrotnie oznaczało ono przymusową, kilkuletnią pracę by spłacić długi. W Torze nie ma osobnego słowa oznaczającego „niewolnik”, słowa owedawadim, pochodzą od korzenia oznaczającego pracę. Tym samym słowem określony robotnik, pracownik, ale także sługa – Mosze określony jest wielokrotnie jako „ewed Haszem”, sługa Boży.

Tora rozróżnia jednak między awadim o różnym pochodzeniu etnicznym. Inaczej traktuje się Hebrajskich awadim, którzy znaleźli się w tej sytuacji zazwyczaj z powodu biedy i długów. Zgodnie z Torą wszyscy przypisani słudzy muszą być wypuszczeni na wolność wraz z nadejściem roku szabatowego.

W haftarze do parszy miszpatim opisaną mamy trudną sytuację społeczną, gdzie stary system przetrzymywania służby i przypisanych pracowników zaczyna być podważany sam w sobie. Nie tylko, że słudzy mają być uwolnieni – ale nigdy więcej nikt nie ma zniewolić brata lub siostry (czyli innego Żyda).

Jirmejahu usłyszał pewnego dnia słowo Boga – że Żydzi nigdy więcej nie mogą zniewolić innego Żyda. Wprawdzie po przymierzu podpisanym przez króla Cidkiję ludzie uwolnili swoich niewolników, lecz wkrótce ich z powrotem zniewolili. Bardzo krótko trwała reforma społeczna… Nie jest to jednak zaskoczeniem – sama proklamacja uwolnienia ludzi nic nie da, jeśli nie stworzy się systemu umożliwiającego tym ludziom zbudowanie życia na wolności. Inaczej są oni bardzo podatni na skrzywdzenie i wykorzystanie. Nie mając gdzie się udać, wracają do poprzedniego pana. Tak, jak Żydzi wychodzący z Egiptu za każdym razem, gdy pojawiał się problem, chcieli oni wracać do starego, znanego świata – nawet, jeśli oznaczało to zniewolenie. Jirmejahu bardzo ostro potępia takie zachowanie.

Zgodnie z proroctwem Jirmejahu, ludzi spotka właściwa kara zgodnie z zasadą mida keneged mida – miara za miarę, czyli kara symbolicznie nawiązująca do popełnionego czynu. Żydzi nie posłuchali nakazu Boga, nie przestrzegali praw Juwel by uwolnić swe sługi. Żydzi nie wypełnili nakazu by obwieścić dror (wolność) i dlatego Bóg obwieszcza innego rodzaju dror dla nich: będą „wolni” dla miecza, zarazy i głodu.

Wydaje się, że stopniowo instytucja niewolnictwa wydawała się coraz bardziej problematyczna w oczach wielu bardziej oświeconych. Naród, który sam przecierpiał niewolnictwo, nie powinien powielać tych samych błędów. Tora jednak w wielu przypadkach akceptuje społeczeństwo starożytne w takiej formie, w jakiej było, starając się kontrolować lub  minimalizować zjawiska niekoniecznie pożądane. Innym tego typu przykładem są prawa związane z „mścicielami krwi” – Tora akceptuje, że taka jest tradycja ziemi, mściciele istnieją i są częścią społecznych zachowań pochodzących ze znacznie starszych czasów. Zamiast próbować zanegować takie zachowanie kompletnie, stara się je ograniczyć – poprzez budowanie miast ucieczki.

Z niewolnictwem wydaje się podobnie. Było to całkowicie „normalne”, że ludzie bogatsi posiadali dużą liczbę sług i pracowników, których zapłatą był wikt i opierunek. Zamiast rewolucji społecznej, która byłaby i tak całkowicie nie do pomyślenia wtedy, starano się ograniczyć niebezpieczne zachowania i zapewnić lepsze życie tym ludziom – poprzez odpoczynek w Szabat czy też odpowiedzialność kryminalną za zabicie sługi (co było dużą zmianą w stosunku do innych kodeksów starożytnych, gdzie wystarczyło zapłacić karę, Tora wyznaczyła karę życie – za – życie, nie ważne czy zabitym był arystokrata czy sługa). Mimo wszystko jednak, sługa ten wciąż był własnością gospodarza. Pierwszym wyłomem były różnice w traktowaniu sług o pochodzeniu żydowskim. Widziano, że jest coś nie tak w zniewalaniu „brata i siostry”, osoby, które musiały odpracować długi miały być uwalniane w czasie roku szabatowego. Biorąc pod uwagę jak łatwo można było się znaleźć w takiej sytuacji, gdyż biedota była strasznie uciskana i wykorzystywana (wystarczy poczytać proroków). Dla osób, które, jak Jirmejahu, były wyjątkowo wrażliwe na los biedoty, sytuacja zniewolenia na pewno była równie problematyczna.

Nawet dziś wciąż słychać głosy, że jeśli Tora dozwalała niewolnictwo , to widać nie ma w tym nic złego i można posiadać ludzkie istoty tak samo jak samochody czy lodówki. Przeraża mnie taka interpretacja Tory. Jest oczywistym, że Tanach przedstawia ewolucję myśli religijnej i zapisy późniejszych proroków są wyjątkowo zaawansowane w dziedzinie etyki społecznej. Tak samo, jak krwawe ofiary stopniowo były widziane jako mniej wartościowe w służbie Bogu (moralność była wystawiana na plan pierwszy) i gdyby Świątynia  nie została zniszczona, to pewnie sama by odeszła w zapomnienie (tanaim stawiali się coraz bardziej niechętni wobec rytuału świątynnemu). Innym przykładem zmian w stosunku do instytucji, które kiedyś były powszechne i akceptowane, to poligamia. Już w czasach Drugiej Świątyni monogamia była widziana jako właściwa, a poligamia jako etycznie problematyczna.

Sytuacja opisana u Jirmejahu (rozdz.34) nie jest jeszcze ideałem, ale jest zdecydowanie krokiem w kierunku całkowitego potępienia wszelkiego rodzaju zniewolenia.