Co ma homoseksualizm do niewolnictwa?

Przeczytałam dziś, że pewnien pan kardynał z Wielkiej Brytanii przyrównał zalegalizowanie małżeństw tej samej płci do zalegalizowania niewolnictwa. Oba, jak twierdzi, nie musisz robić, jeśli nie chcesz (państwo nie zmusi do posiadania niewolnika), ale równocześnie oba są obrzydliwością moralną. Hmmm. I call bullshit.

 

Ja nie rozumiem w ogóle jak to wielkie kłamstwo (bardzo popularne też i w USA), że „tradycyjne małżeństwo” to format 1 mężczyzna + 1 kobieta od wieków, na wieki, amen, może sobie swobodnie istnieć. Czy ci ludzie nie czytają Biblii? Bo ja owszem, czytam. I po pierwsze, to dzisiejsze „małżeństwo” w ogóle nie istnieje, istnieją za to związki między ludźmi oparte na wspólnym gospodarstwie, stosunkach seksualnych i często potomstwie. Częstą jest poligamia, małżeństwo dzieci ze starcami, sprzedaż lub „wydanie” córki jako służki/niewolnicy seksualnej. Utrata dziewictwa jest stratą finansową ojca, bo „małżeństwo” to przede wszystkim zawarcie umowy biznesowej.

Do tego co jakiś czas mamy dodane przykłady bardziej uczuciowych związków, które jednak dalekie są od dzisiejszego pojmowania małżeństwa. Jakub niby się zakochał w Racheli, ale nie miał problemu ze spaniem z trzema innymi kobietami, z których dwie zostały do tego zmuszone jako służki „głównych” żon. Abraham nie miał problemu by spłodzić dziecko z Hagar, które prawnie mogłoby się stać dzieckiem Sary, bo Hagar była niewolnicą i służką Sary. Związek Icchaka z Riwką był pewnie jednym z nielicznych monogamicznych.. poza tym, że zgodnie z tradycją, Riwka była kilkuletnią dziewczynką…

 

Warto również poczytać historię. Do późnego średniowiecza Kościół był przeciwny uświęcaniu związków małżeńskich, traktując to jak przyziemne i niewarte uwagi świeckie zachowanie. Teraz to sakrament… Małżeństwo od dawien dawna było zawarciem biznesu, by połączyć ziemię i interesy dwóch rodzin i zapewnić prawowitego następcę. Było normalne, że mężczyzna sypiał z kochankami, bo żona była jedynie od zapewnienia potomka, nie do kochania.

 

Małżeństwo dziś to przede wszystkim ogrom praw – podatkowych, związanych z opieką medyczną, dziedziczeniem, odpowiedzialnością prawną i finansową… itd. Jeśli ktoś chce, może uzyskać błogosławieństwo swojej religii dla tego związku. Ale nie ma sensu plątać tych dwóch dziedzin. A przy okazji – są religie i związki wyznaniowe, które jak najbardziej uznają i błogosławią związki osób o tej samej płci… (jak np Judaizm reformowany, rekonstrukcjonistyczny i konserwatywny, gdzie jest to decyzją rabina) Dlaczego jeden związek wyznaniowy ma dyktować zachowania drugiemu? Żyjemy podobno w kraju, gdzie Kościół i Państwo są oddzielone… oh, marzenia…

co za wspaniały przykład żydowskiej miszpoche!

Prorocy naszych dni.

Jak już kiedyś pisałam, bycie prorokiem to w pewnym sensie użyczenie własnego głosu tym, którzy go nie mają: biednym, mniejszościom, grupom prześladowanym czy słabym. Dziś wciąż wiele jest ludzi, którzy potrzebują naszego głosu – mniejszości, biedota, ofiary przemocy rodzinnej, dzieci z gett i ofiar wojny. Jedną z takich grup są ofiary psychopatycznych dyktatorów lub samozwańczych przywódców, którzy utrzymują się przy władzy przez okrucieństwo i przemoc.

Invisible Children to organizacja, które stara się wspomóc ofiary oraz położyć kres przerażającemu procederowi – porywaniu dzieci by uczynić z nich mordercze maszyny lub niewolnice wykorzystywane seksualnie. Dzieci już w wieku 5-7 lat zmuszane są do okrutnych rzeczy – mordowania rodziny lub przyjaciół, aby zabić w nich wszelkie uczucia i uczynić lojalnymi żołnierzami. Dziewczynki są przetrzymywane i przez lata gwałcone jako osobiste niewolnice. W kraju, jak Uganda, nie ma ropy naftowej lub innych powodów, dlaczego bogate kraje Zachodu miałyby się zainteresować losem jej mieszkańców. Wprawdzie głośno mówi się o w wsparciu ludzi np w Libii, jak gdyby chodziło tylko o demokrację i wolność, to wszyscy wiemy, że chodzi o ropę. Uganda potrzebuje naszego wsparcia. Sprawmy, by jeden z największych potworów dzisiejszego świata – Joseph Kony został aresztowany i osądzony przez międzynarodowy sąd, a jego „armia” rozproszona, by dzieci mogły wrócić do rodzin i prowadzić normalne życie, bez ciągłego strachu o swój los.

Proszę, obejrzyj poniższy film. Prześlij go znajomym, wrzuć na facebook lub naszą klasę. My też możemy coś zrobić, niech będzie głośno o Konym, a politycy muszą wiedzieć, że czasem warto wysłać armię dla faktycznie ratowania ludzi, a nie interesów finansowych.

Wspaniała! Oszałamiająca! … ale kto zapłacił rachunek?

Haftara do parszy Teruma nie jest zaskoczeniem – przedstawia budowanie Świątyni Jerozolimskiej przez króla Szlomo (Melachim Alef). Wielki przepych i ogromna skala przedsięwzięcia mają podkreślić pozycję, jaką uzyskał król Szlomo nie tylko w swoim królestwie, ale i pośród sąsiadów.

Inaczej jednak przedstawia się ten obraz gdy wiemy, jak panowanie Szlomo się skończyło. Opisy, które tu czytamy – o nałożeniu ogromnego podatku na lud Israela, o dziesiątkach tysięcy ludzi pracujących w kamieniołomach, przy przenoszeniu materiałów (z Libanu i innych miejsc) oraz przy samej budowie miały z pewnością zaprzeć dech w piersiach w podziwie… Ale jak dla mnie są obrazek ogromnego wyzysku i ucisku. Tysiące ludzi zostały wyrwane z własnej ziemi i obowiązków by niewolniczo pracować dla Szlomo. Ogromne podatki, które musieli płacić (poza plemieniem Jehudy) doprowadziły do bunty zaraz po śmierci króla, a następnie rozpadu królestwa na Północ (Israel) i Południe (Jehuda).

Trudno sobie wyobrazić historię Żydów, Israela i Judaizmu bez Świątyni Jerezolimskiej… należy jednak pamiętać także i o cenie, którą „zwykli” obywatele musieli zapłacić za jej powstanie, a także jak dramatyczny w skutkach był ucisk podwładnych.

Swoją drogą ciekawe czy Judaizm byłby możliwy bez Świątyni. Wiemy, że przeżył bez niej dwa tysiące lat i ma się lepiej niż nigdy… ale czy przetrwałby wtedy, gdy kult ofiarniczy był praktycznie jedyną formą religijności, jaką znano? Judaizm potrzebował setek lat by się rozwinąć na wielu płaszczyznach, szczególnie w dziedzinach filozofii i etyki. Dziś trudno sobie wyobrazić Judaizm z krawawymi ofiarami, wydaje się to wręcz odrażające. Wtedy jednak wydawało się niezbędnym elementem religii.

Niewolnictwo jest złem.

Niewolnictwo było zaakceptowaną sytuacją społeczną w starożytnym świecie Tory. Opracowano prawa otaczające to zjawisko, lecz nie było specjalnie komentarza moralnego na temat samego zjawiska. Niewolnictwo w tamtych czasach nie było dokładnie takie, jak dziś je postrzegamy. Wielokrotnie oznaczało ono przymusową, kilkuletnią pracę by spłacić długi. W Torze nie ma osobnego słowa oznaczającego „niewolnik”, słowa owedawadim, pochodzą od korzenia oznaczającego pracę. Tym samym słowem określony robotnik, pracownik, ale także sługa – Mosze określony jest wielokrotnie jako „ewed Haszem”, sługa Boży.

Tora rozróżnia jednak między awadim o różnym pochodzeniu etnicznym. Inaczej traktuje się Hebrajskich awadim, którzy znaleźli się w tej sytuacji zazwyczaj z powodu biedy i długów. Zgodnie z Torą wszyscy przypisani słudzy muszą być wypuszczeni na wolność wraz z nadejściem roku szabatowego.

W haftarze do parszy miszpatim opisaną mamy trudną sytuację społeczną, gdzie stary system przetrzymywania służby i przypisanych pracowników zaczyna być podważany sam w sobie. Nie tylko, że słudzy mają być uwolnieni – ale nigdy więcej nikt nie ma zniewolić brata lub siostry (czyli innego Żyda).

Jirmejahu usłyszał pewnego dnia słowo Boga – że Żydzi nigdy więcej nie mogą zniewolić innego Żyda. Wprawdzie po przymierzu podpisanym przez króla Cidkiję ludzie uwolnili swoich niewolników, lecz wkrótce ich z powrotem zniewolili. Bardzo krótko trwała reforma społeczna… Nie jest to jednak zaskoczeniem – sama proklamacja uwolnienia ludzi nic nie da, jeśli nie stworzy się systemu umożliwiającego tym ludziom zbudowanie życia na wolności. Inaczej są oni bardzo podatni na skrzywdzenie i wykorzystanie. Nie mając gdzie się udać, wracają do poprzedniego pana. Tak, jak Żydzi wychodzący z Egiptu za każdym razem, gdy pojawiał się problem, chcieli oni wracać do starego, znanego świata – nawet, jeśli oznaczało to zniewolenie. Jirmejahu bardzo ostro potępia takie zachowanie.

Zgodnie z proroctwem Jirmejahu, ludzi spotka właściwa kara zgodnie z zasadą mida keneged mida – miara za miarę, czyli kara symbolicznie nawiązująca do popełnionego czynu. Żydzi nie posłuchali nakazu Boga, nie przestrzegali praw Juwel by uwolnić swe sługi. Żydzi nie wypełnili nakazu by obwieścić dror (wolność) i dlatego Bóg obwieszcza innego rodzaju dror dla nich: będą „wolni” dla miecza, zarazy i głodu.

Wydaje się, że stopniowo instytucja niewolnictwa wydawała się coraz bardziej problematyczna w oczach wielu bardziej oświeconych. Naród, który sam przecierpiał niewolnictwo, nie powinien powielać tych samych błędów. Tora jednak w wielu przypadkach akceptuje społeczeństwo starożytne w takiej formie, w jakiej było, starając się kontrolować lub  minimalizować zjawiska niekoniecznie pożądane. Innym tego typu przykładem są prawa związane z „mścicielami krwi” – Tora akceptuje, że taka jest tradycja ziemi, mściciele istnieją i są częścią społecznych zachowań pochodzących ze znacznie starszych czasów. Zamiast próbować zanegować takie zachowanie kompletnie, stara się je ograniczyć – poprzez budowanie miast ucieczki.

Z niewolnictwem wydaje się podobnie. Było to całkowicie „normalne”, że ludzie bogatsi posiadali dużą liczbę sług i pracowników, których zapłatą był wikt i opierunek. Zamiast rewolucji społecznej, która byłaby i tak całkowicie nie do pomyślenia wtedy, starano się ograniczyć niebezpieczne zachowania i zapewnić lepsze życie tym ludziom – poprzez odpoczynek w Szabat czy też odpowiedzialność kryminalną za zabicie sługi (co było dużą zmianą w stosunku do innych kodeksów starożytnych, gdzie wystarczyło zapłacić karę, Tora wyznaczyła karę życie – za – życie, nie ważne czy zabitym był arystokrata czy sługa). Mimo wszystko jednak, sługa ten wciąż był własnością gospodarza. Pierwszym wyłomem były różnice w traktowaniu sług o pochodzeniu żydowskim. Widziano, że jest coś nie tak w zniewalaniu „brata i siostry”, osoby, które musiały odpracować długi miały być uwalniane w czasie roku szabatowego. Biorąc pod uwagę jak łatwo można było się znaleźć w takiej sytuacji, gdyż biedota była strasznie uciskana i wykorzystywana (wystarczy poczytać proroków). Dla osób, które, jak Jirmejahu, były wyjątkowo wrażliwe na los biedoty, sytuacja zniewolenia na pewno była równie problematyczna.

Nawet dziś wciąż słychać głosy, że jeśli Tora dozwalała niewolnictwo , to widać nie ma w tym nic złego i można posiadać ludzkie istoty tak samo jak samochody czy lodówki. Przeraża mnie taka interpretacja Tory. Jest oczywistym, że Tanach przedstawia ewolucję myśli religijnej i zapisy późniejszych proroków są wyjątkowo zaawansowane w dziedzinie etyki społecznej. Tak samo, jak krwawe ofiary stopniowo były widziane jako mniej wartościowe w służbie Bogu (moralność była wystawiana na plan pierwszy) i gdyby Świątynia  nie została zniszczona, to pewnie sama by odeszła w zapomnienie (tanaim stawiali się coraz bardziej niechętni wobec rytuału świątynnemu). Innym przykładem zmian w stosunku do instytucji, które kiedyś były powszechne i akceptowane, to poligamia. Już w czasach Drugiej Świątyni monogamia była widziana jako właściwa, a poligamia jako etycznie problematyczna.

Sytuacja opisana u Jirmejahu (rozdz.34) nie jest jeszcze ideałem, ale jest zdecydowanie krokiem w kierunku całkowitego potępienia wszelkiego rodzaju zniewolenia.

Przedzierając się przez Morze Sitowia

Rosemarie Adcock, "Crossing the Red Sea"

Czytając parszę tego tygodnia, Beszalach, zastanawiałam się nad czym mogę się skupić w tym komentarzu… czy na świetnej postawie Moszego, który wiedział jak zareagować w trudnej sytuacji, czy może na przedziwnej postawie faraona, który postanowił udać się w pogoń za narodem żydowskim… mamy również słynne przejście suchą stopą przez Morze Sitowia* i wspaniały przykład poezji wojennej (Szirat Hajam). W pobliżu gorzkich wód Mara Żydzi doświadczają kolejnego cudu, choć tym razem jest to cud „pozytywny”, nie niszczący lub karzący, lecz ratujący życie spragnionym uciekinierom. Według tradycji to tu Żydzi nauczyli się pierwszych, podstawowych praw Judaizmu. Ludzie są zmęczeni, spragnieni i głodni co kończy się częstym narzekaniem kierowanym do Moszego i Aharona. Samo wyjście z niewoli nie sprawiło, iż zniewolone dusze stały się nagle wolnymi. Proces uwalniania zabiera czas i wymaga długiej reedukacji. Ludzie co chwila pragną wrócić do starego, znanego zła, przeraża ich perspektywa nieznanego, wątpią czy na prawdę istnieje Bóg mogący ich uratować od wszystkich boleści… Bóg okazuje wyjątkową wyrozumiałość – nie gromi, nie poucza lecz zapewnia to, co jest potrzebne. Ludzie otrzymują jedzenie – mannę i mięso, wraz z pierwszym, delikatnym, zaznaczeniem istnienia specjalnego dnia – Szabatu, gdy prowizje te nie będą dostarczone, a wystarczy podwójna porcja zesłana poprzedniego dnia.

Przypomina mi to niedawno oglądany wykład założyciela organizacji Free the Slaves, który podkreślał, że najważniejsze jest, by zapewnić godne życie po uwolnieniu – pracę, edukację i cały system wspierający, który zapewni, że osoby te nie będą narażone na powrót do systemu niewolniczego. Nie można oczekiwać od osoby, która była  zniewolona przez wiele lat, by sama stanęła na nogi. To był błąd Amerykańskiej emancypacji – niby zniesiono niewolnictwo, ale nie zapewniono systemu wspierającego, edukacji, pracy i stopniowego wyrównywania poziomu życia różnych grup społecznych. Rasizm i prześladowanie spowodowało, że wciąż, mimo wielu dziesięcioleci, które upłynęły od tego czasu, potomkowie niewolników wciąż mają utrudnione warunki w dostępie do najwyższej jakość pracy, edukacji i komfortu materialnego.

Wracając do naszej parszy, czytamy w niej również o cudzie dokonanym przez Moszego – pozyskaniu wody ze skały a także pierwszej konfrontacji militarnej. Amalek, naród zamieszkujący na południu od Erec Jisrael, zaatakował Żydów. Jehoszua po raz pierwszy dowodzi wybranymi wojownikami w tej nierównej walce – bądź co bądź sama motywacja nie zawsze wystarcza, przeszkolenie i doświadczenie jest wysoce przydatnym elementem w walce. Jednak Żydzi mają dodatkowe wsparcie – na szczycie góry stał Mosze razem z Aharonem i Churem, i gdy Mosze trzymał ręce w górze, Żydzi wygrywali, gdy opuszczał – przegrywali. Są różne interpretacje tego opisu. Można to oczywiście odczytać jako cud, ale także jako forma wizualizacji. Gdy walczący Izraelici widzieli ręce Moszego skierowane ku niebu, przypominało im to o Bogu i dodawało otuchy i motywacji. Odwrotnie działo się gdy opuszczał on ręce.

W każdym razie – Izraelici zwyciężyli, a Amalek stał się symbolem wiecznego arcywroga, pojawiającego się w różnych momentach historii. Według Tory to nie sam Jisrael, który walczy z Amalekiem przez wieki, ale sam Bóg toczy wojnę z Amalekiem.

Anna Kocherovsky, "Miriam Dancing", tapestry

Gdyby ktoś pomyślał, że może zapomniałam o Miriam, to się myli. Zostawiłam sobie Miriam na koniec. Pojawia się ona by wraz z innymi kobietami prowadzić w pieśni i tańcu ku chwale Boga. Jest bardzo ciekawym, że opis ten pojawia się już po odśpiewaniu Szirat Hajam, i trochę się on urywa – jak gdyby miała nastąpić pieśń, ale jej nie przytoczono. Wielu współczesnych biblistów uważa, że tą pieśnią Miriam była sama Szirat Hajam, lecz późniejsi mędrcy nie mogli znieść by to kobieta była twórczynią i dyrygentem takiej pieśni i dlatego przenieśli ten opis na później, a autorstwo i przywództwo Szirat Hajam pozostawiono Moszemu. Nie było niczym specjalnym w czasach biblijnych by to kobieta śpiewała i zagrzewała do boju, lub wysławiała zwycięstwo. Wiemy to choćby dzięki przepięknej pięśni śpiewanej przez prorokinię Deworę… wydaje się czasem (szczególnie, gdy zwrócimy uwagę na to, co się dzieje teraz w Izraelu), że w czasach biblijnych kobiety miały więcej do powiedzenia (dosłownie i w przenośni) niż dzisiaj. Nikt się nie bał głosu kobiety,  nie uciekał, nie zagłuszał… po prostu słuchał i dołączał się do pieśni.

 

* Bardzo często, omyłkowo, tłumaczy się Hebrajskie „Jam Suf” jako Morze Czerwone. Nie jest to jednak właściwe. „Suf” oznacza trzciny, sitowie. Oznacza to również, że mowa raczej o wodzie słodkiej, nie słonej, gdyż trzciny nie rosną przy wodzie słonej. W pustynnym klimacie każdy większy zbiornik wody określano mianej „Jam”. Dzisiejsi bibliści sugerują, że najprawdopodobniej Jam Suf odnosił się do jezior i mokradeł na wschód od Egiptu, co by również pasowało do zaledwie trzydniowej drogi.

Tora i cierpiący Żydzi w Egipcie

I znowu bardzo wiele się dzieje w dzisiejszej parszy. Mamy wielkie objawienie Boga i Jego Imion, słynne cztery wyrażenia wyzwolenia, które zapoczątkowały symbolikę czwórek w czasie Sederu, mamy bunty i wątpliwości Moszego co do pomyślności swojej misji, a także mamy kilka pierwszych plag.

Ale mnie szczególnie zaciekawiło jedno zdanie. Po tym, jak Mosze rozmawiał z Izraelitami, Tora mówi nam, że oni „nie posłuchali Moszego z powodu zadyszki i ciężkiej pracy” (6:9). Zachwyca mnie zrozumienie Tory dla natury ludzkiej. Nie ma tu potępienia, nie ma krytyki, jest tylko wyjaśnienie sytuacji.

Wiele krytyki jest wyrażanej pod adresem ludzi w ciężkiej sytuacji życiowej. A to czemu się nie przeprowadzą, czemu nie znajdą (lepszej) pracy, czemu nie pójda na kursy dokształcające, czemu nie zbuntują się przeciw nieuczyciwym praktykom w miejscu pracy, czemu ryzykują zatrudniając się na czarno itd. A jeśli niczego tego typu nie robią, to są sami sobie winni. Łatwo jest krytykować z perspektywy wygodnego fotela, mając pełny portfel i w miarę bezpieczny byt. Wtedy łatwo też marzyć o wielkich rzeczach, planować rozwój, zmieniać pracę na jeszcze lepszą bądź snuć dywagacje na temat „co by było gdyby”. „Gdybym ja był bezrobotny to bym się przeniósł do dużego miasta, bo tam łatwiej o pracę”. „Nie dałbym się tak traktować, powiedziałbym szefowi co o nim myślę, nie ważne ryzyko”. „Tylko idiota i miernota tkwi w beznadziejnej sytuacji, ja bym na pewno coś zrobił” itd.

Jedno ze słynnych zdjęć dokumentujących Wielki Kryzys w USA w latach 30tych

Tora jednak wykazuje się dużo większą dozą empatii. Ciężka, niewolnicza praca zmienia sposób w jaki człowiek postrzega własne życie, możliwości i szanse na przyszłość. Trudna sytuacja może pognębić i odebrać wszelką nadzieję na zmianę i polepszenie bytu. Najważniejsze jest przetrwanie kolejnego dnia, myślenie długoplanowe rzadko wchodzi w rachubę. To dlatego ludzie obwiniali Moszego za pogorszenie się ich sytuacji, gdy faraon zwiększył wymagane kwoty dzienne. Zamiast obarczać odpowiedzialnością prawdziwe źródło cierpień – faraona, obarczyli nią tego, który porwał się z motyką na słońce i w ich mniemaniu zdenerwował tylko faraona. Znane zło jest lepsze niż perspektywa pełnej wolności w odległej przyszłości. Najważniejsze, by się nie pogorszyło, trudno myśleć o całkowitym zlikwidowaniu bólu, cierpienia i codziennej ciężkiej pracy niewolniczej, szczególnie gdy nawet nie przychodziło do głowy, że istnieje taka opcja. A z czasem, oczekuje się tylko przetrwania do wieczora. Podobnie było w przypadku aktywistów próbujących zmienić jakąś niesprawiedliwą sytuację społeczną – czy to zakończyć niewolnictwo Afroamerykanów, czy to polepszyć sytuację robotników w sweatshopach. Często pierwszą reakcją było karanie niewinnych, nawet nie aktywistów (Mosze też mógł zwyczajnie odejść, dla niego wystarczającą karą byłą zobaczyć, jak „przez niego” cierpią jego bracia), lecz właśnie tych, w imieniu których występowali. Winą byli obarczani aktywiści, nie prawdziwi prześladowcy.

Przydałoby się nam więcej tego typu podejścia – pełnego zrozumienia, empatii i ciepła – w naszym codziennym życiu. Szczególnie, gdy politycy próbują zwalać całą winę za trudności na osoby, które tkwią po uszy w koszmarze. Talmud uczy nas, że „więzień nie jest w stanie sam wyswobodzić się ze swojego więzienia”. Skrajna bieda, depresja lub tkwienie w toksycznym środowisku może być właśnie takim więzieniem.

Współczesne formy niewolnictwa – 27 milionów ludzi czeka na naszą pomoc

Nawiązując do kluczowego tematu księgi Szemot, niewolnictwa i wyzwolenia, gorąco polecam wspaniały wykład z TED (prawdziwa krynica wiedzy, mądrości i inspiracji). Autorem jest Kevin Bales, współtwórca organizacji Free the Slaves walczącej ze współczesnym niewolnictwem.

Niewolnictwo dziś

Zaczynamy w tym tygodniu studiować księgę Szemot. Jednymi z głównych tematów przewodnich tej księgi jest niewolnictwo i wolność. Nieodzownym jest więc, aby nauczyć się czegoś więcej na ten temat. Mieszkańcy Zachodu pytani o niewolnictwo głównie myślą o przeszłości – może o Izraelitach w Egipcie, może o historii Afroamerykanów albo epizodach pracy niewolniczej w czasie II wojny światowej. Myślę, że niewielu będzie rozważać dzień dzisiejszy. A fakty są okrutne: według specjalistów na świecie żyje około 27 milionów niewolników. Teraz, w naszych czasach. To najwięcej w całej historii ludzkiej. Jak to możliwe, żeby wciąż tak wielu ludzi było zmuszanych do niewolniczej pracy, pozbawionych wolności i praw człowieka? Od nas zależy, aby zakończyć tę potworną sytuację. Aby móc to zrobić, należy się najpierw dokształcić w tym kierunku. Poniżej przedstawiam niektóre podstawowe informacje oraz linki do miejsc, gdzie można się dowiedzieć więcej. Najważniejsze, by zacząć od samo-edukacji i by szerzyć wiedzę i świadomość na ten temat. Razem możemy zrobić wiele. I nawet jeśli nie uda nam się zakończyć niewolnictwa na dobre, nie wolno nam nie próbować.

Większość poniższych danych przekazuję na podstawie wspaniałej strony: FREE THE SLAVES, którą gorąco polecam.

Kilka faktów:

  • Obecnie szacuje się, że w niewoli żyje 27 milionów ludzi. Są oni zmuszani do pracy bez wynagrodzenia, pod groźbą przemocy i nie są w stanie odejść. Można ich odnaleźć w domach publicznych, fabrykach, kopalniach, na polach, w restauracjach, placach budowy i domach prywatnych. Wielu niewolników zostało oszukanych przez handlarzy, którzy skusili bezbronnych ludzi fałszywymi ofertami pracy i edukacji. Niektórzy niewolnicy maszerują do pracy pod groźbą użycia broni. Inni zmuszani są do zapłaty fałszywych i spreparowanych długów. Niewolnictwo jest niemal wszędzie nielegalne, a jednak występuje prawie wszędzie.
  • Większość niewolników można spotkać w Indiach i krajach Afrykańskich
  • Średnia cena za niewolnika to około 90$
  • Osoby zamieszane w handel i posiadanie niewolników wielokrotnie robią wszystko, aby uniknąć terminu „niewolnictwo”, używając różnych eufemizmów: spłata długów, praca przypisana, praca przymusowa, służba przypisana lub handel żywym towarem.
  • Kraje Zachodu nie są wolne od niewolnictwa. Szacuje się, że np w Stanach Zjednoczonych żyje co najmniej 10 tysięcy niewolników. Podobnie jest w krajach Europy Zachodniej. Większość niewolników jest tu sprowadzana przez oszustów obiecujących legalną pracę lub edukację.

 

Warto poczytać:

 

Podstawowe informacje o niewolnictwie (po angielsku):

Problemy z Josefem

Wyniesienie Josefa do władzy w Egipcie zawsze jest portretowane jako niesamowicie wspaniałe, udowadniające jakąś specyficzną sprawiedliwość. Ma to być dowód na to, że Bóg wynagradza cierpiących (chyba). Ja jednak nigdy nie lubiłam tej historii… bo co tu lubić? W prawdzie nie mam nic przeciwko, że udało się mu wyjść z więzienia, ale jego dalsze losy są dość… problematyczne. Używając swojej tajemnej wiedzy oszukuje całe społeczeństwo i sprawia, że stają się oni niewolnikami faraona, a on sam jedynym właścicielem całej ziemi. Praktyki takie są niestety dość często i nie trzeba się nawet specjalnie wysilać, aby dostrzec paralele w zachowaniu chciwych bankierów czy właścicieli ogromnych plantacji. Jakże łatwo jest oszukać biedotę, by następnie przejąć wszystko, co mają? Nigdy nie byłam zwolenniczką poglądu, że wolny rynek wszystko wyrównuje i daje szansę tym, którzy na nią zasługują. Według mnie głównie pogłębia on już istniejące problemy społeczne. Tak, jak Josef, arystokracja finansowa ma dostęp do tajemnej wiedzy – bo wprawdzie teoretycznie dostępnej dla każdego, w praktyce tylko dla nielicznych, których stać na najlepsze szkoły, uczelnie i wdrożenie w system od maleńkości u boku uprzywilejowanych rodziców. Uprzywilejowanie w dostępie do edukacji i szans zawodowych jest powszechne, choć osoby, które w nim żyją pragną przedstawiać obraz całkiem inny, jakoby dotarły do swej pozycji przez własną wytrwałość i ciężką pracę. Nie jest to jednak prawdą. Uprzywilejowane urodzenie to jak prezent w postaci Josefa i jego tajemnej wiedzy o nadchodzących zmianach oraz sprytowi by podzielić się tą wiedzą tylko z tym, który jest w stanie wysoce wynagrodzić lojalność i milczenie. Josef mógł się podzielić swą wiedzą z całym krajem, aby i biedota miała szansę się przygotować, odkładać i zbierać na okres nadchodzącej suszy. Nie zrobił tego. Przekazał swoją wiedzę jedynie faraonowi i został ładnie wynagrodzony. Nigdzie nie spotkamy się z jakimkolwiek potępieniem, a wręcz przeciwnie – widzimy tylko pochwałę jego postawy. Na zainteresowanie biedotą i sprzeciw wobec bogaceniu się jej kosztem musimy jeszcze poczekać, dopiero wraz z Amosem, Michą i innymi prorokami widzimy potępienie takiego postępowania.

 

Dziś wiele się mówi na temat nielegalnych i nieetycznych metod bogacenia się bankierów i spekulantów rynkowych, których obwinia się za bieżący kryzys ekonomiczny. Jednak nie tylko oni są winni – nie działali oni w próżni. Pozwolono im, nie regulując ich praktyk w wystarczającym stopniu. Nikt się nie buntował gdy wykorzystywali brak edukacji ekonomicznej ludzi, którym mieli rzekomo pomagać. Naciskali na branie kredytów i kupowanie domów, choć wiedzieli, że tych ludzi na to nie stać – tylko po to, by potem przejąć i domy, i odsetki i wszystko inne co zostało. Praktyki takie (w USA) miały także dodatkowy wymiar – szczególnie na początku głównymi ofiarami takich praktyk byli członkowie mniejszości etnicznych, których traktowano gorzej i z jeszcze większą chciwością.

 

Wydaje mi się, że jedynym aspektem, na którym oparto się w nazwaniu Josefa „Cadikiem” było to, że oparł się wdziękom żony Putifara. Nie wykorzystał on nadarzającej się okazji, by się zabawić seksualnie z kobietą, która tego oczekiwała i żądała (co umożliwiła jej pozycja) co faktycznie mogę zrozumieć za godne pochwały, choć wstrzymałabym się z oceną do czasu gdy poznam Josefa motywację. Czy to z powodu jego wysokich standardów etycznych? Ale gdzie były one gdy zniewalał tysiące biednych Egipcjan? Czy też kobieta ta nie była w jego typie? A może Josef w ogóle nie gustował w kobietach? A może zbyt panicznie bał się konsekwencji (spanie z żoną szefa/właściciela nie byłoby najrozsądniejszym pomysłem)? Nie wiem i nigdy się nie dowiem, więc wstrzymuję się z oceną.

Nie muszę jednak znać motywacji w działaniach Josefa w dziedzinie ekonomii. Tu na pewno nie pasuje określenie „Cadik”.

Elisza cudotwórca i inni wcześni prorocy

Dzisiejsza haftara pochodzi z początku drugiej Księgi Królewskiej (Aszkenazyjczycy czytają 4:1-37, Sefardyjczycy kończą na wersie 23, trochę w środku opowieści) i opowiada o cudach dokonanych przez proroka Eliszę.

Elisza (uczeń Eliahu) jest przedstawicielem wczesnego stylu prorokowania, któremu czasem bliżej stylowi szamanów, niż późniejszych proroków – filozofów. W tym czasie istniały szkoły prorockie, grupy uczniów otaczających głównego proroka – mędrca i przywódcy danej grupy. Jest to jasne zaraz na początku naszej haftary, gdy jest powiedziane:

א  וְאִשָּׁה אַחַת מִנְּשֵׁי בְנֵי-הַנְּבִיאִים צָעֲקָה אֶל-אֱלִישָׁע לֵאמֹר, […]

1 Pewna kobieta, żona jednego z uczniów prorockich zapłakała do Eliszy, mówiąc: […]

Saul dołącza do ekstatycznej grupy proroków

Jest jasne, że istniała grupa nazywana bnei hanewiim, czyli dosłownie „dzieci/synowie proroków”, co lepiej przetłumaczyć jako „uczniowie proroków”. Sami przywódcy byli kilkakrotnie określani mianem „ojców”. W innych wczesnych księgach prorockich (jak np w Księdze Szmuela) możemy zaobserwować, że prorokowanie było zjawiskiem wielce widowiskowym, z muzyką, śpiewem i tańcem, co zapewne wprowadzało uczestników w rodzaj transu. Podobne techniki do dziś używane są przez szamanów, którzy uczą się ich od poprzedników (i często otoczone są one tajemnicą „zawodową”), i które mają zapewnić dostęp do świata duchowego, komunikację z przodkami, bogami czy duchami.

Proroctwo w starożytnym Izraelu przechodziło fascynującą ewolucję. Elisza żył w czasie, gdy ten typ charyzmatycznego prorokowania powoli przekształcał się w prorokowanie samotne, intelektualne i wysoce poetyckie, znane z późniejszych ksiąg (pierwszym z tego nowego typu proroków był Amos). Grupy prorockie znane były nie tylko z samego kontaktu z Bogiem, lecz także z przyjęcia specyficznego stylu życia. Były to w pewnym sensie komuny odrzucające życie miejskie, poruszające się na uboczu życia społecznego i często swym wyglądem odróżniający się od reszty (jak na przykład Nazyrejczycy, którzy nie ścinali włosów i nie spożywali produktów z winogron), co miało podkreślać ich odrzucenie obowiązujących zasad społecznych.

Elisza dokonał cudu rozmnożenia oleju by pomóc biednej wdowie i sierotom

Innym elementem wczesnego prorokowania to obecność cudów. Elisza był znany jako cudotwórca – przywracał on do życia, miał władzę nad prawami natury, umiał rozmnożyć jedzenie (brzmi jak opis pewnego innego „proroka”, prawda?).

Eliahu i Elisza (I mniej znany Michajhu, którego spotykamy w świetnej konfrontacji z dworskimi „prorokami” w rozdz.22 I Królewskiej) żyli w czasie panowania dynastii Omriego w Północnym Królestwie (IX w. pne). Omri był jednym z wielu potępionych przez Tanach przywódców, choć z politycznego punktu widzenia był całkiem niezłym  królem – dzięki niemu państwo zostało wzmocnione, cieszyło się całkiem sporym spokojem i dobrobytem, niestety zbudowanym na ucisku biedoty (co wkrótce tak pięknie będzie krytykował Amos). Wcześni prorocy byli zresztą dość mocno związani z politycznymi wydarzeniami swojego kraju, mieli oni przedstawić wolę Boga i ułatwić decyzje militarne. Najlepiej widać to w wyżej wspomnianej historii proroka Michajhu, który miał powiedzieć Achabowi (Północ) i Jehoszafatowi (Południe) czy Bóg będzie wspierał ich kampanię wojskową na Ramot-Gilead.

Należy też wspomnieć, że wcale nie było łatwym rozróżnić między prawdziwym prorokiem Boga, a uzurpatorami, którzy będąc często na liście płac rządzącego zwyczajnie zgadywali co chce on usłyszeć. Nie wielu było takich, którzy otwarcie krytykowali władzę, narażając się przez to na śmiertelne niebiezpieczeństwo.

Elisza przywraca do życia syna gościnnej kobiety

 

Na koniec krótka notatka na temat treści naszej haftary. W nim Elisza ratuje kobietę przed windykatorami długów, którzy chcieli sprzedać jej synów w niewolę, a także najpierw obiecuje starszej kobiecie syna, a potem, gdy chłopiec nagle umiera, przywraca go do życia.

Dlaczegóżby rabini dobrali właśnie ten fragment do dzisiejszej parszy? Jedno z podobieństw to wyczekany i obiecany syn (Abrahamowi rodzi się Jicchak, którego potem prawie składa w ofierze). Drugim, znacznie ciekawszym w mojej opinii, to podobieństwo do historii o Sodomie. Haftara ta jest kolejnym dowodem rabinickiej interpretacji tej historii, jako wychwalania micwy gościnności. Kobieta, która dzięki wstawiennictwu Eliszy urodziła syna, którego on później wyrwał z ramion śmierci, jest opisana w następujący sposób:

ח  וַיְהִי הַיּוֹם וַיַּעֲבֹר אֱלִישָׁע אֶל-שׁוּנֵם, וְשָׁם אִשָּׁה גְדוֹלָה, וַתַּחֲזֶק-בּוֹ, לֶאֱכָל-לָחֶם; וַיְהִי מִדֵּי עָבְרוֹ, יָסֻר שָׁמָּה לֶאֱכָל-לָחֶם.

8 I stało się, że Elisza przechodził przez Szunem. I żyła tam kobieta o wyoskiej pozycji, która zawsze nalegała aby on u niej zjadał posiłek. I tak się stało, że od tej chwili kiedykolwiek przechodził tamtędy, zatrzymywał się u niej aby zjeść posiłek.

Nie skończyło się jednak na samych posiłkach – wraz z mężem przygotowała ona dla niego pokoik, w którym mógłby się schronić w czasie swoich podróży. Jakże przepiękny przykład gościnności! I w jakim kontraście do Sodomitów, którzy nie tylko nie chcieli gościć nikogo, ale chcieli przybyszy upokorzyć i zniewolić. Kobieta ta nie oczekiwała żadnej nagrody ani zapłaty za swoją gościnność – gdy Elisza zapytał ją czy może się wstawić za nią u władzy, odparła ona, że nie ma z nikim problemu. To od kogoś innego dowiedział się, że jest bezdzietna.

Uczmy się od postawy tej kobiety, aby być tak pomocnymi i otwartymi gospodarzami, nie tylko dla „świętych mężów”, lecz i dla zwykłych przybyszy w naszych społecznościach.