Rut i Naomi

W święto Szawuot czytamy Księgę Rut, która jest jedną z najpiękniejszych ksiąg biblijnych. Bardzo rzadko mamy również sytuację w literaturze antycznej, by to kobiety były głównymi bohaterkami opowieści. Wspaniała miłość, przyjaźń i oddanie jakie widzimy między Rut i jej teściową Naomi są wyjątkowo piękne i inspirujące. Rut sama wybrała, by dołączyć do ludu Israela, wybrała tradycję Naomi, jej Boga, jej ludzi. To z miłości do niej stała się Żydówką. Do dziś imię „Rut” jest częstym wyborem Żydówek z wyboru, inspirujących się jej postawą. Szawuot to również czas, gdy wielu Żydów formalnie poświadcza swój związek z Judaizmem przez oficjalną konwersję. Księga ta to wspaniała kopalnia starożytnych tradycji, zwyczajów panujących wtedy, jak i obraz sytuacji kobiet w tamtejszym społeczeństwie i jak próbowały one przetrwać w takiej sytuacji.

Poniżej przedstawiam poruszającą, współczesną interpretację tej księgi przez artystę fotografa – Adiego Nesa.

 

 

Moc historii Jecijat Micraim

Opowieść o wyjściu z Egiptu od wieków inspirowała wiele różnych grup ludzi, nie tylko Żydów. Tak wielce uniwersalistyczne nadzieje o wyjściu z niewoli i dotarciu do wymarzonej „ziemi obiecanej” były wspólne wielu narodom, grupom, wyznaniom. Każdy inaczej mógł sobie wyjaśnić co oznacza „Egipt” lub „Ziemia Obiecana”, kim jest „Mojżesz” a kim „Israel”. Jedną z grup wyjątkowo mocno czerpiącą z tych obrazów byli Afro-amerykanie walczący o wolność, a później (i wciąż) o prawa człowieka. Zarówno Harriet Taubman była nazywana „Mojżeszem”, jak i dr Martin Luther King, Jr. Wiele Negro spirituals wykorzystywało tą metaforę by dodać sobie otuchy i zjednoczyć się we wspólnym dążeniu do wolności i sprawiedliwości. Jedną z moich ulubionych spirituals jest „Go Down, Moses”. Poniżej przedstawiam kilka wykonań tego prostego, acz przepięknego utworu:

jakość nie jest najlepsza, ale głos tej pani wart jest wysłuchania:

Harlem Gospel Singers:

Kolejne wspaniałe wykonanie – tym razem wraz z krótkim kazaniem, porównującym Martina Luthera Kinga do Mojżesza.

Życzę wszystkim wspaniałych, głębokich i uwalniających świąt. Oby każdy z nas znalazł sposób na wyjście z własnego „Egiptu”. I pamiętajmy – czasem nie jesteśmy w stanie dokonać tego sami, czasem potrzebujemy „Mojżesza”, gdyż jak uczy nasza tradycja „więzień nie jest w stanie sam uwolnić się z więzienia”.

Czworo dzieci przy sederowym stole

Podczas odczytywania hagady mówimy o czterech rodzajach dzieci (synów), gdzie każde z nich ma inne podejście do tradycji i wymaga innego traktowania. Pierwsze dziecko – chacham (mędrzec), drugie – rasza (nikczemnik), trzecie – tam (proste) oraz czwarte – szelo jodea liszol (nie wie, jak zadawać pytanie). Wielu artystów i filozofów wykorzystywało ten motyw by w różnorodny sposób dopasować go do ich własnych czasów, zmian społecznych i potrzeb. Podział ten inspirował od wieków. Poniżej przedstawiam kilka wizualnych przykładów tego podziału. Jak widać, różnorodność jest ogromna.

Tradycyjne ilustracje:

Amsterdam Hagaddah, 1695

 

Artystyczne:

Istvan Zador, 1924

 

Asher Kalderon

David Wander

Shraga Weil, 1963r. Każde z dzieci jako inny muzyk. Świetna okazja do dyskusji!

Polityczne – komentarze społeczne:

"Immigrant Family" Chicago, 1879

1920r.

Artur Szyk, 1939r., wspaniale ukazuje podział klasowy pośród polskich Żydów okresu międzywojennego. Jedna z moich ulubionych Hagad.

Siegmund Forst, poł.XXw.,

Eli Valley. Jeden z najnowszych (opublikowany w Forward rok temu) komentarzy politycznych wykorzystujących motyw czworga dzieci.

Współczesny teatr izraelski - inspiracja motywem czworga dzieci użyta jako komentarz społeczny.

Druga część powyższego występu teatralnego

Bechol Laszon

Ludzie posiadają bardzo stereotypowy obraz Żydów – pejsaci, brodaci mężczyźni o europejskim wyglądzie. A jednak Żydzi pochodzą z wszelkich zakątków ziemi, mają wszelkie możliwe odcienie skóry, kolory włosów i oczu. Mówią setkami języków, honorują dziesiątki różnych tradycji. Nawet pośród samych Żydów (szczególnie w Europie i Stanach) pokutuje stereotyp tego, jak wygląda „prawdziwy Żyd”. Żydzi o nie-europejskim wyglądzie są traktowanie z podejrzliwością i często w bardzo grubiański (choć pewnie sami nie są tego świadomi) sposób dopytują się świeżo poznanych osób o konwersję (bo zakładają, że ta osoba musiała dokonać konwersji) lub o to, „jak jesteś Żydem”. Sama wielokrotnie byłam o to pytana, choć moim „problemem” było jedynie, że pochodzę z Polski, a wielu ludzi przyzwyczajonych jest do obrazu, że wszystkich Żydów wymordowano. Można sobie tylko wyobrazić jakże trudno jest być Żydem o Azjatyckich bądź Afrykańskich korzeniach, gdy każda napotkana osoba podważa przynależność do narodu żydowskiego.

Czas, by złamać stereotypy i przyzwyczaić się do faktu, że nie ma jednego przepisu na żydowskość. Żydzi są rozproszonym narodem, który przez setki lat żył pośród różnorodnych narodów i grup etnicznych… czy tak trudno wyobrazić sobie, że następowało wymieszanie genów? Żydzi o nie-europejskim wyglądzie mogą być konwertytami, a mogą być nimi z urodzenia od wielu pokoleń. Warto zapoznawać się z, akceptować i celebrować nasze różnice.

 

W oczekiwaniu na Purim…

Natrafiłam w sieci na opis niesamowitej produkcji – przepięknej, artystycznej wizji Megilat Ester. Bardzo bym chciała móc zobaczyć całość i studiować każdą ilustrację, kaligrafię, a także dygresję, którą autorzy tam umieścili. Na razie dzielę się tym, co znalazłam. Zapraszam do głównej strony.  Warto pomyszkować – przede wszystkim zajrzeć do galerii, ale nie tylko. Autorzy wyjaśniają źródła rabiniczne i midraszowe, a także elementy sztuki starożytnej, którymi się kierowali. Pod spodek kilka zdjęć, które mnie szczególnie poruszyły.

 

 

 

Godzina zmierzchu

Dużo się działo w tym tygodniu w moim życiu… wyjazdy, spotkania z przyjaciółmi i innymi ważnymi ludźmi, praca, tłumaczenia… nie miałam czasu by porządnie siąść i zagłębić się w parszę Miszpatim – zrobię to już moce szabes. A na teraz – jakże odpowiedni na tę chwilę opis chwili zmierzchu… a zarazem jeden z moich ulubionych zapisów mistrza Witolda…

Godzina zmierzchu jest nieprawdopodobna… to tak nieznaczne a nieuchronne ulatnianie się kształtu… Poprzeda je moment ogromnej wyrazistości, jakby kształt upierał się, nie chciał ustąpić – i ta wyrazistość wszystkiego jest tragiczna, zawzięta, nawet zapamiętała. Po tej chwili, w której przdmiot staje się najbardziej sobą, konkretny, samotny i skazany na siebie tylko, w pozbawieniu gry światłocienia, w którą dotąd opływał, następuje rosnące nieuchwytnie osłabienie, wyparowywanie materii, łączą się linie i plamy powodując męczące zamazanie, kontur nie stawia oporu, zarysy, umierając, stają się trudne, niepojęte, powszechne wycofywanie się, odwrót, zapadanie we wzbierającą zawiłość… Przed samym nadejściem ciemności jeszcze raz kształt staje się silniejszy, ale już nie mocą tego, co widzimy a tylko, co o nim wiemy – ten krzyk jego proklamujący obecność, jest już teoretyczny… Po czym pomieszanie wszystkiego, czerń wylewa się z dziur, zagęszcza się w samej przesetrzeni i materia staje się ciemnością. Nic. Noc.

Witold Gombrowicz, Dziennik 1957 – 1961

Historia plakatu z Erec Israel

Rothschild i Lipman, ok. 1950

Przez przypadek odkryłam bardzo ciekawą stronę: The Palestine Poster Project Archive, na której archiwizowane są plakaty powstałe na terenach tzw Palestyny – zarówno przed, jak i po powstaniu Państwa Izraela, stworzonych przez Żydów i Arabów. Widać głównie język hebrajski, lecz także arabski, angielski, jidysz czy polski. Świetna kolekcja i bardzo polecam – tematyka przeróżna, wiele tematów politycznych, ale jest również i turystyka czy akcje społeczne. Zapewne pojawią się tu przykłady plakatów z tej strony. Jestem wielką fanką polskiej sztuki plakatu i cieszy mnie, gdy widzę wiele przykładów podobnego kunsztu artystycznego. Kto wie? Może niektórzy autorzy to właśnie artyści wychowani w Polsce.

Z modlitwą na bakier

Meesh, moja nauczycielka Talmudu, podczas porannej modlitwy w czasie jednego z tiuli.

Parę lat temu uczestniczyłam w warsztatach na temat modlitwy. Jednym z tematów dyskusji było dlaczego często mamy z nią problemy. Odsuwając na bok kwestię czy ktokolwiek słyszy nasze modlitwy (oprócz nas samych), dlaczego tak często osoby, które wierzą w istnienie Boga mają trudności z modlitwą? Pamiętam dwie ciekawe wypowiedzi. Jedna osoba powiedziała, że z powodu braku porządnej edukacji żydowskiej nie rozumie dobrze słów tradycyjnej, Hebrajskiej, modlitwy i przez to trudno szczerze się w nią zaangażować. Druga osoba, Izraelczyk, powiedziała, że rozumie każde jedno słowo modlitw i właśnie dlatego nie jest w stanie ich szczerze wypowiadać.

Modlitwy powstawały na przestrzeni wielu wieków. Są przepięknym zapisem ludzkich marzeń, dążeń, przeżyć, bólu, radości… Są wyrazem wyobrażeń o Bogu i relacji człowieka z Bóstwem. Mówią o osobistych i społecznych zoobowiązaniach, przypominają o obowiązkach i karach za nieposłuszeństwo.

Za pierwszą modlitwę wyrażoną za kogoś innego uznaje się krótką, ale bardzo dosadną modlitwę Moszego za swoją siostrę: „Proszę Boże, uzdrów ją”. Ale już wcześniej mamy niebezpośredni zapis o takiej praktyce. Awraham nazwany został przez Boga „prorokiem”, a wyjaśnienie tej nazwy było jasne: „bo będzie się on za ciebie modlił”. Modlitwa może być wstawiennictwem, wyrazem poparcia, okazaniem uczuć i empatii. Cóż innego robili prorocy? Jakże często wnosili błagalne wołania do Boga o litość, ratunek i wybaczenie dla zbłąkanego narodu żydowskiego. Co jest pięknym, że mimo iż tylko nielicznym z nich udało się wpłynąć na wolę Boga i zmienić Jego decyzje, wciąż próbowali, nie poddawali się.

Modlitwy to również wspaniałe studium czasów, w których powstawały. Jak wtedy wyrażały swój gniew ofiary okrutnych tragedii? Dziś słowa w stylu „szczęśliwi będą,  którzy rozbiją główki ich dzieci o skały” są wielce bolesne, krępujące, brutalne… Dziś nikt by już tak nie napisał. Ale jak można sądzić ofiarę za wyrażanie swego bólu w takich sposób? Jakże ludzkim jest pragnienie zemsty i poczucia istnienia jakiejś kosmicznej sprawiedliwości? Nawet, jeśli przy okazji bardzo niesprawiedliwej sprawiedliwości…

Modlitwy to także zapis filozofii autora. Jak wyobrazał sobie nagrodę za właściwe postępowanie, a co było dla niego karą? Na jakich wartościach się skupiał, jakie cechy Boga wydawały się najważniejsze? To, o co w nich proszono jasno ukazuje co uważano za największą wartość.

Ja sama mam wiele problemów z modlitwami. I to zarówno dlatego, że nie rozumiem wszystkiego, jak i dlatego, że rozumiem za dużo. Nie wiem czy Ktoś słucha… ale wiem, że ja słucham – jakie słowa chcę sama sobie powtarzać, internalizować? Jeśli modlitwa to również „ osądź  własnego siebie” (co sugeruje znaczenie słowa lehitpalel), to na co chcę sama sobie zwracać uwagę? Na jakie grzechy i niedociągnięcia? Do czego dążę, jeżeli modlitwy to też i wyrażenie dążeń?

Bardzo lubię czytać modlitwy, gdy mam ku temu okazję. Nie, nie modlę się regularnie, tak na prawdę to bardzo rzadko jeśli mówimy o tradycyjnej formie modlitwy. Czasem mówię coś do siebie, wyrażam nadzieje i pragnienia. Czasem wyrażę radość z tego co mam. Staram się także „modlić stopami” jak to powiedział rabbi Abraham Joshua Heschel (po marszu z dr. Martinem Lutherem Kingiem), czyli czynami wyrażać dążenia, empatię i prorocze rozumienie modlitwy. Ale lubię też je zwyczajnie czytać, jak piękną poezję, którą w większości są. Staram się zrozumieć duszę autora, jego życie, jego pokolenie i jego społeczność. Wiele się można z tego nauczyć – jak wiele nas łączy, jak wiele się zmieniło. Czasem ból w duszy jest ten sam, choć wyrażany inaczej. Czasem poglądy są sprzeczne z moimi i jest mi przykro, że ktoś kiedyś je głosił (a wielu wciąż powtarza i internalizuje). Ale  mimo wszystko – gdy otwieram sidur, czuję się u siebie, jak na dawno odkładanym spotkaniu rodzinnym, gdzie choć jest tam wujek z rasistowskimi komentarzami, ulubiony, choć niezrozumiały trzeci kuzyn poeta i wizjoner, albo ciotka mądra, ale furiatka… kocha się ich wszystkich.

Nie samym słowem prorok żyje…

Wyjątkowo łatwo jest zrozumieć wybór mędrców odnośnie haftary do parszy wajigasz. Otwiera ją przepiękny akt symboliczny Ezekiela, prorokujący jedność między Jehudą (Południem) a Josefem i Efraimem (Północą). Akt symboliczny jest dość częstą techniką wśród prorockich narzędzi. Prorok wykonuje pewną czynność, która ma symbolizować przyszłe wydarzenia. We wczesnych okresach proroctwa, gdy mieszały się one jeszcze z bardziej ekstatycznymi formami, zachowania takie na pewno czerpały z bogatej tradycji szamańskiej. Moim ulubionym przykładem tego jest zachowanie Cidkiji ben Kenaana, który był tzw prorokiem dworskim. Był on jednym z płatnych „proroków”, którzy często udawali kontakt z Bogiem aby wypowiedzieć „proroctwa”, które zgadzały się z wolą płacącego (w naszym przypadku króla Achaba). Ta wspaniała historia, opisana w I Królewskiej 22, jest głównie obrazem potępienia postawy tego rodzaju potakiwaczy uchodzących za proroków i pochwałą prawdziwych proroków, którzy najczęściej mieli złe wieści dla potężnych tego świata (w tej roli Michajhu ben Jimla). Jest tu jednak maleńki epizod (22:11), który jest świetnym przykładem szamańskiego aktu symbolicznego: „Cidkaja ben Kenaana zrobił sobie rogi z żelaza i powiedział: ‘Tak powiedział JHWH: nimi ubodziesz Aram, aż zostaną unicestwieni!’”. O co tutaj chodzi? Jest pewnym, że Cidkija nie tylko mówił ale i odgrywał tę scenę. Zrobił sobie nawet rekwizyty mające uprawomocnić jego przepowiednię. Nie powiedział także, „ubodziesz ich tak jak ja to teraz robię”, lecz jakby sama czynność już była symbolicznym i magicznym sprowadzaniem przyszłości. Aktem tym, Cidkija zapewnia, że tak sie zdarzy. Wpływa on jakgdyby na przyszłe wydarzenia, zapoczątkowuje kosmiczny ciąg wydarzeń, który ma sprowadzić korzystne zakończenie. Takie postępowanie jest znane religioznawcom, gdyż szamani częstokroć wykonywali symboliczne czynności, które miałyby „zmusić” bogów i duchy do posłuszeństwa, aby przewidywana przyszłość faktycznie nastąpiła. Znane są np tańce wyobrażające pomyślne łowy, gdzie odgrywa się jakgdyby przyszłość w nadziei, że odegranie jej zawczasu wpływa na moce odpowiedzialne za powodzenie.

Nie wiemy w jakim stopniu Żydowscy prorocy wierzyli w magiczne (w znaczeniu posiadania mocy wpływania na wolę Bóstwa) korzyści z wykonywania aktów symbolicznych, a na ile były one zwyczajnie ilustracją, pomocą pedagogiczną w przekazywaniu nauk. Wiemy, że prorocy nie polegali na samej mocy treści proroctwa, ale robili wszystko co w ich mocy, aby ten przekaz wzmocnić używając całą gamę narzędzi, większość związanych z samym słowem mówionym: jak poezja, budowanie napięcia, szokowanie brutalnymi wizjami, pięknem opisów  czy metafor, ale także swoim zachowaniem, ubiorem, gestykulacją. W używaniu aktów symbolicznych przodowali wielcy pośród proroków: Jechezkel, Jiszaja, Jirmejahu, choć nie tylko oni. Jiszaja chodził nago przez kilka lat, co symbolizowało przyszłą nagość i ogołocenie ziemi i podobnie jak Hoszea nadał on swoim dzieciom symboliczne imiona. Ezekiel oprócz używania drewnianych listewek jak w dzisiejszej parszy, wrzucał zwoje z proroctwami do rzeki, a Jirmejahu chodził z ogromnym jarzmem bydlęcym na karku.

Warto docenić niezwykłe poświęcenie i pomysłowość proroków w wypełnianiu ich misji.