Moc historii Jecijat Micraim

Opowieść o wyjściu z Egiptu od wieków inspirowała wiele różnych grup ludzi, nie tylko Żydów. Tak wielce uniwersalistyczne nadzieje o wyjściu z niewoli i dotarciu do wymarzonej „ziemi obiecanej” były wspólne wielu narodom, grupom, wyznaniom. Każdy inaczej mógł sobie wyjaśnić co oznacza „Egipt” lub „Ziemia Obiecana”, kim jest „Mojżesz” a kim „Israel”. Jedną z grup wyjątkowo mocno czerpiącą z tych obrazów byli Afro-amerykanie walczący o wolność, a później (i wciąż) o prawa człowieka. Zarówno Harriet Taubman była nazywana „Mojżeszem”, jak i dr Martin Luther King, Jr. Wiele Negro spirituals wykorzystywało tą metaforę by dodać sobie otuchy i zjednoczyć się we wspólnym dążeniu do wolności i sprawiedliwości. Jedną z moich ulubionych spirituals jest „Go Down, Moses”. Poniżej przedstawiam kilka wykonań tego prostego, acz przepięknego utworu:

jakość nie jest najlepsza, ale głos tej pani wart jest wysłuchania:

Harlem Gospel Singers:

Kolejne wspaniałe wykonanie – tym razem wraz z krótkim kazaniem, porównującym Martina Luthera Kinga do Mojżesza.

Życzę wszystkim wspaniałych, głębokich i uwalniających świąt. Oby każdy z nas znalazł sposób na wyjście z własnego „Egiptu”. I pamiętajmy – czasem nie jesteśmy w stanie dokonać tego sami, czasem potrzebujemy „Mojżesza”, gdyż jak uczy nasza tradycja „więzień nie jest w stanie sam uwolnić się z więzienia”.

Reklamy

Cztery córki

Wprawdzie Hagada mówi o arbaa banim, co dosłownie oznacza „czworo synów”, słowo ben często używane było także ogólnie na określenie potomka lub dziecka. Współcześnie wiele pisarzy, myślicieli i tłumaczy odchodzi od dosłownego tłumaczenia, aby mówić o „czworgu dzieci”. Niektórzy próbują również rozważać żeńskie odpowiedniki podziału: chacham, rasza, tam szelo jodea liszol. Rabinka Einat Ramon wybiera cztery biblijne bohaterki, jako przedstawicielki tych kategorii. Oto jej propozycje:

 

MIRIAM – córka posiadająca mądrość serca. Co ona mówi?

Zgodnie z tradycją Miriam ostro skrytykowała decyzję swojego ojca, Amrama, który postanowił nie mieć dzieci z powodu straszliwego edyktu faraona: „Ojcze, twoja decyzja jest ostrzejsza, niż decyzja faraona. On chce zniszczenia wszystkich męskich potomków, lecz ty niszczysz zarówno męskich, jak i żeńskich. Dekret nikczemnego faraona może zostać, a może nie zostać, wypełniony, lecz twoja decyzja na pewno by się spełniła.” Amram posłuchał swej córki, dzięki czemu urodził się Mosze. I dlatego dołączymy do niej z tamburynami i bębnami, aby głosić jej prorokowanie.

 

TAMAR – buntownicza córka. Co ona mówi?

Tamar została oskarżona o cudzołóstwo. Została poślubiona dwojgu z synów Jehudy, którzy zmarli bez potomstwa, w związku z czym Jehuda miał obowiązek, aby oddać Tamarze także i trzeciego syna, aby mogła wydać potomstwo dla zmarłych mężów. Jehuda jednak odmówił, dlatego Tamar ubrała się jak prostytutka, Jehuda poszedł do niej i bez świadomości sprawił, że jego synowa zaszła w ciążę, dzięki czemu zapewnił przetrwanie swojemu plemieniu. Jednak Jehuda chciał, aby Tamar została spalona za prostytucję. „Teściu” powiedziała Tamar, „rozpoznaj” tyranię władzy męskiej nad kobietami i hipokryzję podwójnych standardów. Zbuntowała się przeciwko władzy i Jehuda przyznał: „Ona jest bardziej sprawiedliwa ode mnie”. I dlatego nie możemy w pełni cieszyć się wolnością, aż nie zmienimy niesprawiedliwych praw (Rdz 38, 26).

 

RUT – prosta i nieskalana córka. Co ona mówi?

„Naomi, moja teściowo: Gdziekolwiek ty pójdziesz, ja pójdę; gdziekolwiek spocznie twoja głowa, tam spocznie i moja. Twój lud jest moim ludem, a twój Bóg moim Bogiem.” (Rut 1, 16) I dlatego musimy okazywać prostą i niewinną lojalność.

 

PIĘKNA BRANKA – córka, która nie może zadawać pytań, kto przemówi w jej imieniu?

Tora pozwala, aby żołnierz podbijający wroga zabrał brankę, jako swoją żonę, lecz jedynie po tym, gdy pozwolił jej by opłakała stratę ojca i matki. Słyszymy jedynie jej milczący płacz, jak jest powiedziane: „I płakała za swojego ojca i swoją matkę” (Pwt 21, 13).

I dlatego to my będziemy przemawiać za nią, a ona będzie naszą sędziną. I dlatego zwrócimy ją do domu jej matki i „ogłosimy wolność w całej ziemi dla wszystkich jej [zniewolonych] mieszkańców” (Kpł 25, 10). Ten milczący płacz wydobywający się z ponurej rzeczywistości jest wezwaniem do działania dla idei wolności dla każdego mężczyzny i każdej kobiety zrodzonych na obraz Boga.

[za: „A Night to Remember” The Haggadah of Contemporary Voices”]

Rytuał kontra etyka

Jeremiasz, którego słowa mędrcy wybrali, jako haftarę do parszy Caw, nawiązuje do jednego z głównych motywów obecnych u proroków: Bóg pragnie przede wszystkim czystości serca, etycznego postępowania i wypełniania Tory, a nie ofiar i krwawych rytuałów. Wypełnianie rytuałów jest tak kuszące, dające tyle satysfakcji (przede wszystkim egoistycznej), tyle poczucia dobrze spełnionego obowiązku, że zapomina się, by zachować dystans i dostrzec pełny obraz sytuacji. Niesamowicie rozbudowany system ofiar i rytuału nie był celem samym w sobie, lecz środkiem, narzędziem dotarcia do Boga, autorefleksji, zachowania skromności, wyrażenia skruchy i powrotu na właściwą ścieżkę. Niestety, dla wielu (zarówno w czasach Amosa, Jirmjahu czy Michy, jak i dziś) rytuał stał sie celem samym w sobie, obsesją przyćmiewającą wszystko inne. Dodatkowo, w czasach starożytnych, rytuał żydowski nie różnił się aż tak bardzo od rytuałów ludów sąsiadujących. Wspominałam już, że rytuał ofiar nie jest jakimś czysto żydowskim wynalazkiem, lecz raczej adaptacją już istniejących od tysiącleci rytuałów składania w ofierze zwierząt, produktów rolnych, a czasem nawet ludzi, w celu przebłagania bogów lub okazania wdzięczności i radości. Nie dziwi zatem, że przez cały wczesny okres Judaizmu Żydzi mieli problem z jasnym dostrzeganiem granic między „naszym” rytuałem, a „obcym”. Czasem było to wykorzystywanie obcych praktyk by czcić własnego Boga, czasem było to składanie ofiar obcym bogom (lub bogom miejscowym, gdyż nigdy  Żydzi nie żyli jedynie sami z sobą, a szczególnie nie u początków państwowości).

Prorocy skupiali się na obu problemach – zarówno na myleniu celu ze środkiem, jak i na awoda zara (bałwochwalstwie). Opłakiwali tych, którzy chętnie przyprowadzali tłuste byczki na ofiary, lecz nikczemnie zachowywali się wobec biedoty. Bóg (poprzez proroków) wielokrotnie woła – czyż ja pragnę tego tłuszczu i zapachu spalonego mięsa? Nie! Pragnę skruszonego serca, złamania kajdan niewolników, uwolnienia ludzi i, w skrócie, etycznego postępowania wobec innych ludzi.

Jak wiemy, w judaizmie tradycyjnie mówi się o 613 micwach. Istnieją różne systemy dzielenia ich na kategorie. Jednym z tych systemów jest podział na micwot bein adam lechawero (micwy określające relacje międzyludzkie) oraz micwot bein adam lemakom (micwy określające relacje człowieka z Bogiem – głównie rytuał). W pierwszą kategorię wchodzą wszystkie prawa budujące podstawy społeczeństwa – kryminalne, cywilne, ustanawiają proces sądowy, dochodzenie odszkodowań, zakazują kradzieży i mordów. Ale również obejmują wszystkie prawa etyczne, prawa, których nie znajdziemy w zwykłych kodeksach prawnych – o godnym traktowaniu przybysza (imigranta), o uczciwym prowadzeniu interesów, o ochronie praw najsłabszych osób w społeczeństwie. Zakazujących łapówek, zawstydzania, łamania praw biedoty, służby czy podwładnych. Dużo łatwiej jest przyprowadzić byczka kapłanom i czuć się jak milion dolarów, niż minuta po minucie prowadzić życie uczciwego człowieka. Łatwiej zaostrzyć kaszrut i założyc tfilin codziennie, niż witać każdego ciepło, bez względu na to, kim ta osoba jest. Łatwiej jest obsesyjnie sprawdzać długość spódniczek (szczególnie u innych), niż z szacunkiem i godnością traktować biednych i słabych.

Prorocy wypowiadają się jasno: Bóg może poczekać na rytuał, aż będziesz gotowy by to wypełnić w czystości serca. Ludzie nie mogą czekać na terminową wypłatę czy pomoc w przetrwaniu kolejnego dnia. Bóg brzydzi się rytuałem zbudowanym na niesprawiedliwości etycznej, na prześladowaniu innych. Nie można było w czasach Jirmejahu czy Amosa przyprowadzić najpiękniejszego i najdroższego byczka do świątyni i czuć, że wypełniło sie wolę Boga, jeśli pieniądze na tego byczka zdobyło się kosztem innych, oszukując i naciągając. Tak i dziś nie można zasłaniać się choćby i fanatycznym wypełnianiem rytuału, jeśli buduje się go na nieetycznym traktowaniu, tych, wokół nas – poczynając od własnej rodziny, dzieci, sąsiadów, współpracowaników, przez osoby na zmywaku w restauracji, którą wspieram swoją w niej obecnością, nieznajomych mijanych na ulicy, potrzebujących, od których odwracam wzrok, poniżając (choćby tylko w myślach, nie mówiąc już słownie lub fizycznie) aż po tych, którzy nie są mi do niczego potrzebni (bo najczęściej dość dobrze traktujemy tych, od których zależy nasze życie, praca, zarobki itp) – a szczególnie, jeśli to „inni” (gerim) w społeczeństwie albo jego „wdowy i sieroty”, czyli osoby najbardziej narażone, najsłabsze ogniwa – w każdym społeczeństwie mogą to być inne grupy.

 

Beszem Jaakow, beszem Israel

ב  כֹּה-אָמַר יְהוָה עֹשֶׂךָ וְיֹצֶרְךָ מִבֶּטֶן, יַעְזְרֶךָּ:  אַל-תִּירָא עַבְדִּי יַעֲקֹב, וִישֻׁרוּן בָּחַרְתִּי בוֹ

(2) Tak mówi Pan, który cię uczynił, i który cię ukształtował zaraz z żywota matki, i który cię wspomaga: Nie bój się Jakóbie, sługo mój! i uprzejmy, któregom wybrał. .

ג  כִּי אֶצָּק-מַיִם עַל-צָמֵא, וְנֹזְלִים עַל-יַבָּשָׁה; אֶצֹּק רוּחִי עַל-זַרְעֶךָ, וּבִרְכָתִי עַל-צֶאֱצָאֶיךָ

(3) Bo wyleję wody na pragnącego, a potoki na suchą ziemię; wyleję Ducha mego na nasienie twoje, i błogosławieństwo moje na potomki twoje.

ד  וְצָמְחוּ, בְּבֵין חָצִיר, כַּעֲרָבִים, עַל-יִבְלֵי-מָיִם

(4) I rozkrzewią się jako między trawą, i jako wierzby przy ciekących wodach. .

ה  זֶה יֹאמַר לַיהוָה אָנִי, וְזֶה יִקְרָא בְשֵׁם-יַעֲקֹב; וְזֶה, יִכְתֹּב יָדוֹ לַיהוָה, וּבְשֵׁם יִשְׂרָאֵל, יְכַנֶּה

(5) Ten rzecze: Jam jest Pański, a ów się ozowie do imienia Jakóbowego, a inny się zapisze ręką swą Panu, i imieniem Izraelskim będzie się nazywał.

[tłum. wg Biblii Gdańskiej]

Powyższy fragment pochodzi z Księgi Iszajahu (44, 2–5), i jest częścią haftary do parszy Wajikra. Deutero-Izajasz zajmuje się głównie pocieszaniem narodu, który przeszedł przez straszne tragedie, i który potrzebuje nadziei, by przetrwać. Powyższe słowa z pewnością dodawały otuchy rozbitemu ludowi, potwierdza, że jest on nadal „wybranym” przez Boga, że jego dzieci i ich dzieci, nadal będą cieszyć się Boską łaską.

Ciekawi mnie szczególnie ostatni pasuk. „Ten powie: jestem dla Boga, ten będzie wzywał imieniem Jaakowa, a ten zapisze swą rękę Bogu, i imieniem Israela będzie się nazywał”. Bardzo mi się tu podoba podkreślenie indywidualnego wyboru. Ludzie będą sami wybierali podporządkowanie się Bogu i identyfikację z narodem żydowskim. Bo jak długo może działać przymus? Wprawdzie większość z nas Żydami się rodzi, wszyscy musimy wybrać by nimi być – by się utożsamiać z historią, przejściami, nadziejami, tradycjami… By chcieć kontynuować tradycję w osobisty sposób – by również dodać do niej własny głos. Iszaja nie mówi o ślepym posłuszeństwie lecz o wolnym wyborze, o przyłączeniu się do tej ogromnie różnorodnej społeczności, mieniącej się wielobarwnymi tradycjami, różniącej się w wielu aspektach – od tego, jak wymawia się modlitwy, w jakim stopniu przestrzega się micwot, jaki ma się stosunek do polityki, lub kwestii LGBT, aż do różnic w pochodzeniu, kolorze skóry i osobistych doświadczeniach. Wszystkich nas łączy jedno: nazywamy siebie „beszem Israel”.

Zabawy ogniem

I tak oto wiemy, że JHWH jest Bogiem - ogień spada z nieba!

Wprawdzie jedną nogą jesteśmy już w Szabacie Wajakhel, ja ciągle jeszcze rozmyślam o Ki Tisa. A konkretniej – o haftarze do tej parszy. Po jakże dramatycznych przeżyciach wokół grzechu Złotego Cielca, mamy równie dramatyczną scenę konfrontacji proroka Eliahu z kapłanami Baala. I tu brak subtelnych rozważań filozoficznych, mamy za to dość brutalną i bardzo fizyczną w swym wymiarze lekcję teologii. Zadanie jest proste: zróbmy zawody kogo bóg jest lepszy. Obie drużyny mogą zbudować kopiec ofiarny, ale ogień ma przyjść od boga. Eliahu ma wyjątkową radochę kpiąc z kapłanów Baala, wyśmiewając ich i drwiąc z ich praktyk. Jak wiemy, wszystkie tańce, rytuały i modlitwy na nic się zdały – ich kopiec ofiarny nie został strawiony. Eliahu nie tylko, że przygotował swój własny kopiec – oblał go dodatkowo wodą, aby jeszcze trudniejszym okazało się to zadanie (choć logika tu dziwna… albo bóg jest i może zrobić wszystko, albo go nie ma – a wtedy nie ma różnicy czy kopiec jest łatwo- czy trudnopalny…). W chwilę po tym, gdy Eliahu zawołał do Boga, ogień się pojawił i pochłonął ofiarę przygotowaną przez niego. Nic więcej nie było konieczne – zgromadzony lud uwierzył, że to faktycznie JHWH jest Bogiem, padł na ziemię i głośno wykrzyknął: JHWH jest Bogiem! (które to słowa wołamy gromko pod koniec Jom Kipur).

After party u Eliahu

Oczywiście impreza tego rodzaju nie mogła się zakończyć jedynie wzniosłymi okrzykami – podobnie, jak i w historii Złotego Cielca, zakończyła się krwawą jatką – pojmano bowiem wszystkich kapłanów Baala i zamordowano (czy też Eliahu ich zamordował wg Tanachu).

Szczerze mówiąc, to sama nie wiem co myśleć o tej historii. Z pewnością było to wielkie widowisko i jedyny moment, gdzie tak dosłownie porównano moc bogów/Boga. Dziś oczywiście by już to nie wyszło, bo i Eliahu mógłby tańczyć i modlić się do upadłego, jego kopiec pozostałby suchy…

Judaizm jest fascynującą mieszanką wzniosłych, ezoterycznych i filozoficznych idei, z wierzeniami i zabobonami z pogranicza magii i szamanizmu. Oczywistym jest, że religia o tak długiej historii będzie takim właśnie zlepkiem, że jest w niej zarówno coś dla osoby o filozoficznym nastawieniu, jak i coś dla prostej duszy łaknącej łatwej receptury zrozumienia świata.

Z historii Judaizmu wiemy jednak, że cuda nie zmieniają ludzi w sposób trwały – czy to rozstąpienie się Morza Sitowia, plagi, wielki dramat z Eliahu w roli głównej, czy ożywianie zmarłych – ludzie są poruszeni, wstrząśnięci i w danym momencie zupełnie oddani Bogu – ale wkrótce opadają emocje, a ludzie wpadają z powrotem w swoje stare zwyczaje i grzeszne postępowanie. Tylko wytrwały, codzienny wysiłek naprawdę nas zmienia. Gdy raz postanowię coś zrobić dla swej kondycji fizycznej i pójdę do siłowni na 8 godzin, to wiele nie osiągnę (poza obolałymi mięśniami). By dokonać prawdziwej i trwałej zmiany muszę chodzić na tę siłownię regularnie, przez długi okres czasu. Tak samo z kondycją moralną – nie wystarczy raz w życiu dać milion dolarów na cedakę by zmienić swojego ego. Bardziej skuteczne byłoby codzienne odkładanie kilku groszy w tym celu.

I to właśnie dlatego wielkie show Eliahu na nic się nie zdało. Bardzo szybko ludzie powrócili do starych zwyczajów, odrzucając naukę Boga i popadając w bałwochwalstwo.

Warto stanąć w obronie ludzi, nawet przeciwko samemu Bogu

Parsza Ki Tisa jest wyjątkowo napakowana wspaniałymi ideami i motywami. Trudno się zdecydować, o czym mówić… czy o grzechu Złotego Cielca? Czy o tabu liczenia ludzi, czy może o wykonaniu drugiego zestawu tablic?

Osobiście najbardziej ciągnie mnie do niesamowicie dramatycznej sceny, w której Mosze próbuje przekonać Boga, by ten nie zniszczył narodu. Cała Tora jest dość antropomorficzna, jednak to, w jaki sposób Bóg jest przedstawiony tutaj, przekracza typowe metafory. Bóg jawi się tu jak człowiek z ogromnym temperamentem, który nie jest w stanie kontrolować własnych odruchów, ale za to bardzo dba o to, co o nim powiedzą inni i jest wręcz próżny w dbałości o swój międzynarodowy wizerunek… muszę przyznać, że Mosze zdecydowanie lepiej się tu prezentuje. Jest tu prawdziwym prorokiem – odważnie sprzeciwia się niszczycielskiemu dekretowi Boga i używa wszelkich możliwych argumentów, by obronić ludzi przed boskim gniewem. Jest adwokatem, łapiącym Boga za słówka i nie ustępującym nawet na krok. Nasza tradycja uczy, że to właśnie Bóg popchnął Mosze do takiego działania, że gdy powiedział mu (Wj 32, 9 – 10), by Mosze poszedł na dół, do ludu, używa takiej formy, która brzmi, jak prośba: „Pozwól, by Mój gniew ich zniszczył…”, jak gdyby prosił Moszego o pozwolenie. Mosze odczytał to właściwie, że to od niego zależy czy Bóg faktycznie zniszczy naród, czy nie. Natychmiast rozpoczął wspaniałą mowę adwokacką, która zakończyła się powodzeniem: Bóg odstąpił od swego planu. Oczywiście nie było aż tak wspaniale – według dalszej części i tak zginęło wielu ludzi z rąk Lewitów w czystce (zemście? karze?)… sama nie wiem czy lepiej, by zginęli w cudowny sposób z rąk Boga (np strawieni przez ogień czy pochłonięci przez ziemię, jak to mamy w innych miejscach), czy z rąk braci i współplemieńców…

Na koniec mała uwaga co do samego grzechu Złotego Cielca. Ciekawym jest, że cały czas ludzie twierdzą, że jest to JHWH, nie używają żadnego obcego imienia boga (jak to się często działo w późniejszym czasie, np Baala). Niektórzy współcześni bibliści i historycy twierdzą, że ludzie wykorzystali to, co znali z przeszłości. W Egipcie znany był kult byka – Apisa, który często był przedstawiany z dyskiem słońca między rogami, gdzie był jak gdyby nośnikiem czegoś wyższego … co oznacza, że Izraelici mogli stworzyć cielca, między którego rogami „zasiadał” niewidzialny Bóg – JHWH. Pasowałoby to do jednego z tłumaczeń terminu awoda zara – „bałwochwalstwo”. Dosłownie można to przetłumaczyć albo jako „kult obcego [boga]” albo jako „kult obcy”, czyli służenie właściwemu Bogu, ale wykorzystując praktyki obce, należące do obcych bogów. Nie jest to jedyny moment, gdy istniało takie przemieszanie i zagubienie. Czytając księgę Szoftim również widzimy, że ludzie kupowali czy tworzyli posążki ze srebra i złota, lecz wciąż używali imienia JHWH jako Boga.

Prorocy naszych dni.

Jak już kiedyś pisałam, bycie prorokiem to w pewnym sensie użyczenie własnego głosu tym, którzy go nie mają: biednym, mniejszościom, grupom prześladowanym czy słabym. Dziś wciąż wiele jest ludzi, którzy potrzebują naszego głosu – mniejszości, biedota, ofiary przemocy rodzinnej, dzieci z gett i ofiar wojny. Jedną z takich grup są ofiary psychopatycznych dyktatorów lub samozwańczych przywódców, którzy utrzymują się przy władzy przez okrucieństwo i przemoc.

Invisible Children to organizacja, które stara się wspomóc ofiary oraz położyć kres przerażającemu procederowi – porywaniu dzieci by uczynić z nich mordercze maszyny lub niewolnice wykorzystywane seksualnie. Dzieci już w wieku 5-7 lat zmuszane są do okrutnych rzeczy – mordowania rodziny lub przyjaciół, aby zabić w nich wszelkie uczucia i uczynić lojalnymi żołnierzami. Dziewczynki są przetrzymywane i przez lata gwałcone jako osobiste niewolnice. W kraju, jak Uganda, nie ma ropy naftowej lub innych powodów, dlaczego bogate kraje Zachodu miałyby się zainteresować losem jej mieszkańców. Wprawdzie głośno mówi się o w wsparciu ludzi np w Libii, jak gdyby chodziło tylko o demokrację i wolność, to wszyscy wiemy, że chodzi o ropę. Uganda potrzebuje naszego wsparcia. Sprawmy, by jeden z największych potworów dzisiejszego świata – Joseph Kony został aresztowany i osądzony przez międzynarodowy sąd, a jego „armia” rozproszona, by dzieci mogły wrócić do rodzin i prowadzić normalne życie, bez ciągłego strachu o swój los.

Proszę, obejrzyj poniższy film. Prześlij go znajomym, wrzuć na facebook lub naszą klasę. My też możemy coś zrobić, niech będzie głośno o Konym, a politycy muszą wiedzieć, że czasem warto wysłać armię dla faktycznie ratowania ludzi, a nie interesów finansowych.