A nie chce sprawdzać, czy przypadkiem nie obrzezani?

I wylazło… pod płaszczykiem pseudo-racjonalnych wyjaśnień, pan Tomaszewski wypłynął z czysto tradycyjną ksenofobią. Nie rozumiem, dlaczego nikt tego nie nazywa po imieniu? Każdy, kto mówi „prawdziwych Polakach” w kontraście do „farbowanych/fałszywych/ Polaków” jest podejrzany o ksenofobię. Wypowiedź tego pana jasno dowodzi, że faktycznie jest on jednym z tych, którzy wierzą, że Polakiem można być jedynie w jeden, wąsko-rozumiany sposób, oczywiście taki, w jaki wierzy ten pan. Nie ważne, że prawo polskie nie zostało złamane, że osoby te chcą pracować dla dobra Polski, przy przynieść wiele wspaniałych przeżyć sportowych.

Stwierdził m.in., że nie chce, aby w reprezentacji w koszulce z białym orłem „grali jeden Francuz i dwóch Niemców, którzy grali już dla Francji i dla Niemiec” i „odbierają naszym, prawdziwym Polakom” miejsce w reprezentacji. Powiedział też m.in., że nie będzie kibicował polskim piłkarzom na Euro 2012.

Polacy nigdy nie byli „prawdziwymi Polakami” w taki sposób, jaki to malują prawicowcy. Niech się uczą historii… Od początków swego istnienia Polska rosła w siłę i tworzyła swoją kulturę dzięki wkładowi Polaków-Niemców, Polaków- Żydów, Polaków – Łemków, Polaków-Cyganów, Polaków-katolików, Polaków-ewangelików itd. Polska stała się niemal całkowicie homogeniczna dopiero po II wojnie światowej, dzięki Hitlerowi i Stalinowi… czy naprawdę ludzie chcą być za to wdzięczni? Powinniśmy być dumni, że ci Polacy, z których niektórzy się urodzili w Polsce, niektórzy poza jej granicami, czują się Polakami i pragną dołączyć swe siły i zdolności do jej sukcesu w Euro.

Reklamy

Kolejna wspaniała kobieta walcząca o sprawiedliwość społeczną.

Bardzo się cieszę, że dzięki pani Annie Dryjańskiej mogłam się dowiedzieć o życiu i działalność wyjątkowo inspirującej i godnej podziwu kobiecie – Ernestine Rose. Ta polska Żydówka, urodzona w 1810r.,  od wczesnych lat buntowała się wobec sztywnych, narzuconych przez tradycję ról i wymagań. Była niezależna i sama chciała decydować o swoim losie. W Stanach Zjednoczonych zajmowała się walką o prawa człowieka – skupiała się na prawach kobiet i osób czarnoskórych, angażując się w działalność feministyczną i abolicjonistyczną. Jak pisze pani Dryjańska:

Od dziecka kwestionowała religijne uzasadnienia dla niższej pozycji kobiet w społeczeństwie, co stało się źródłem długotrwałego konfliktu z ojcem. Jako nastolatka odrzuciła religię, a następnie sądownie zerwała zaręczyny z wybranym przez ojca narzeczonym, głęboko wierzącym Żydem. To była ostatnia próba konserwatywnego ojca, by sprowadzić córkę na właściwą dla kobiety drogę. Ernestine Rose wyruszyła w świat.

Po kilku latach pobytu w kilku krajach europejskich przeniosła się do Stanów Zjednoczonych i przyjęła amerykańskie obywatelstwo. Zaczęła podróżować po całym kraju z wystąpieniami na temat abolicjonizmu, praw kobiet, tolerancji religijnej i edukacji publicznej. Publikowała w wielu tytułach. Wzbudzała gorące i skrajne emocje – podziw i agresję.

(…)

Przeciwnicy praw kobiet chętnie powoływali się na Biblię, by zatrzymać proces równouprawnienia. W XIX wieku Amerykanki de facto były niewolnicami mężczyzn – najpierw stanowiły własność ojca, a później męża. Były zobowiązane do posłuszeństwa, nie miały praw majątkowych, praw rodzicielskich, praw wyborczych… Długo by wymieniać. Wszelkie debaty na temat praw kobiet kończyły się wskazaniem na Biblię. Nie i amen. Rose, która miała tego serdecznie dość, powoływała się wówczas na prawa człowieka:

Czy mówicie mi, że Biblia jest przeciwna naszym prawom? Na to ja mówię, że nasze roszczenia nie opierają się na książce napisanej nie wiadomo kiedy i przez kogo. Czy mówicie mi, co Paweł lub Piotr mówią na ten temat? Na to znowu odpowiadam, że nasze roszczenia nie opierają się na niczyich opiniach, nawet jeśli są to opinie Piotra lub Pawła… Jeżeli książki i opinie, niezależnie od kogo pochodzą, są w opozycji do praw człowieka, to są niczym innym niż martwymi literami (1856).

Trzy lata wcześniej, podczas gorącej debaty na Konwencji Biblijnej w Hartford, przekonywała:

Prawa człowieka zawierają prawa wszystkich ludzi, nie tylko mężczyzn, ale i kobiet, nie tylko białych, ale i czarnych. Gdziekolwiek mamy do czynienia z istotą nazywaną człowiekiem, jej prawa manifestują się na równi z jej istnieniem i powinny być przestrzegane bez względu na płeć, narodowość, rasę… Jedynie ignorancja, przesądy i tyrania – zarówno źródło jak i wpływ oddziaływania Biblii – pozbawiają ją tego.

Więcej na temat Ernestine Rose można przeczytać w artykule na stronie Jewish Women Archive, którą gorąco polecam.

Moc historii Jecijat Micraim

Opowieść o wyjściu z Egiptu od wieków inspirowała wiele różnych grup ludzi, nie tylko Żydów. Tak wielce uniwersalistyczne nadzieje o wyjściu z niewoli i dotarciu do wymarzonej „ziemi obiecanej” były wspólne wielu narodom, grupom, wyznaniom. Każdy inaczej mógł sobie wyjaśnić co oznacza „Egipt” lub „Ziemia Obiecana”, kim jest „Mojżesz” a kim „Israel”. Jedną z grup wyjątkowo mocno czerpiącą z tych obrazów byli Afro-amerykanie walczący o wolność, a później (i wciąż) o prawa człowieka. Zarówno Harriet Taubman była nazywana „Mojżeszem”, jak i dr Martin Luther King, Jr. Wiele Negro spirituals wykorzystywało tą metaforę by dodać sobie otuchy i zjednoczyć się we wspólnym dążeniu do wolności i sprawiedliwości. Jedną z moich ulubionych spirituals jest „Go Down, Moses”. Poniżej przedstawiam kilka wykonań tego prostego, acz przepięknego utworu:

jakość nie jest najlepsza, ale głos tej pani wart jest wysłuchania:

Harlem Gospel Singers:

Kolejne wspaniałe wykonanie – tym razem wraz z krótkim kazaniem, porównującym Martina Luthera Kinga do Mojżesza.

Życzę wszystkim wspaniałych, głębokich i uwalniających świąt. Oby każdy z nas znalazł sposób na wyjście z własnego „Egiptu”. I pamiętajmy – czasem nie jesteśmy w stanie dokonać tego sami, czasem potrzebujemy „Mojżesza”, gdyż jak uczy nasza tradycja „więzień nie jest w stanie sam uwolnić się z więzienia”.

Znowu?

Tym razem, w formie rzekomo żartobliwej, powraca bohater dnia: rasizm.

W audycji „Poranny WF” wyemitowanej 25 maja dziennikarze, próbując dodzwonić się do Alvina Gajadhura, rzecznika prasowego Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, mówili m.in.: „Gajadhur. Gajadhur, tak? Murzyn. Bardzo przepraszam, mam alarm. Audycję dzisiejszą sponsoruje warszawski oddział Ku-Klux-Klanu”. Dziennikarze sugerowali także, że telefon Gajadhura działa w „buszmeńskiej sieci dla czarnych”. […]

Alvin Gajadhur złożył doniesienie do prokuratury, ale sprawa została umorzona. […] Tymczasem Wojewódzki i Figurski odnieśli się w swoim programie do całej sytuacji. Oskarżyli poszkodowanego o rasizm: „Pan nienawidzi białych i ja mam na to dowody”. Zarzucili mu też, że szerzy nienawiść w kraju, który jest dla niego gościnny, i że jest „po prostu głupi”.

 

Panie Wojewódzki, nie ma czegoś takiego jak „rasizm wobec białych”. Aby rasizm istniał, musi istnieć siła, system wspierający go. Tak samo, jak kobieta, która oburzy się na seksistowskie żarty lub napastowanie seksualne nie jest nienawidzącą mężczyzn lesbą, a jedynie osobą walczącą o własną godność.

 

To się w głowie nie mieści. W jakim zakutym łbie mogłoby się to wydawać w porządku? Zabawne? Żartobliwe? I znowu pewnie powiedzą, że ofiara (tym razem pan Gajadhura) nie ma poczucia humoru… rasizm to rasizm, nie ważne czy wypowiada go zgolony na łyso członek ONR, popularny podróżnik i dziennikarz, poseł, celebryta i „satyryk” czy też pani Ziuta spod sklepu. Nie można pozwalać na to, ani ignorować.

W ramach przedpesachowych rozważań o niewolnictwie, rasizmie i spuściźnie po koloniach…

Ponownie wraca Cejrowski. Nie miałam pojęcia, że ten człowiek również pisze książki, i że książki owe cieszą się jakąś kolosalną popularnością. Potwierdza się twierdzenie, że ludzie lubią to, co podobne do nich: równie ograniczone, wspierające ich wąskie poglądy na świat i wszelkiego „innego”.

Pomimo tego, co już wiedziałam o tym panu, poniższy fragment wywiadu mną wstrząsnął. Kilka lat mieszkania w Stanach przyzwyczaiło mnie do subtelnego, ukrywanego i zawoalowanego rasizmu. A tu, proszę – rasizm w tak czystej postaci, że mój biedny organizm chwilę do siebie dochodził… Jeżeli ktoś ma problemy z odczytaniem co jest rasizmem, a co nie – tu podaję: to jest RASIZM.  Nieskrywany, dumny i ze szlacheckim przytupem.

Poniższy fragment pochodzi z artykułu, który gorąco polecam.

Dariusz Rosiak: A Afryka? Jak tam się panu podoba spuścizna kolonizacji?

Wojciech Cejrowski: Afryka po wycofaniu się białych kolonizatorów zniszczyła sama siebie. Zniszczyli zasoby, drogi, mosty, szkoły; mordują się milionami, prześladują narodowo, religijnie i rasowo. Potworne zbydlęcenie człowieka. I regres cywilizacyjny. Od roku 1950 w Afryce doszło do 21 wojen, liczba ofiar to prawie 20 milionów. Rasistowska rzeź w Rwandzie – ponad 2 miliony ofiar w ciągu zaledwie kilku dni z powodu oskarżenia o czary! Afrykanie sami dla siebie są największym zagrożeniem. Uważam, że doskonałym sposobem naprawy tego zła byłoby przywrócenie dyktatury białego człowieka na czas jakiś.

Na jaki?

Nie wiem, może na 200 lat, może na 1000. Biały człowiek ucywilizował Afrykę. Czarny człowiek zniszczył to dobro.

A co zrobić z tymi nielicznymi krajami afrykańskimi, które – nie wiedzieć czemu – nie uległy, jak to pan nazywa, zbydlęceniu i osiągnęły sukces? Np. Botswana. Panuje tam demokracja, ludzie żyją jak na afrykańskie warunki na wysokim poziomie.

Cudnie, to w Botswanie już rządy białego człowieka nie są potrzebne. Ale w Afryce Południowej natychmiast trzeba przywrócić apartheid, bo on separował wrogie sobie grupy i w ten sposób utrzymywał porządek. I pokój.

A jeśli czarni się nie zgodzą, to co pan proponuje?

Pasek i po tyłku. Z bandytami się nie cackamy, obojętne czy bandyci biali, czy czarni, tak? No to podobnie w Afryce – proponuję, żeby w niektóre miejsca powróciły korpusy brytyjskie i zaprowadziły tam taki porządek jak kiedyś.

Akurat w RPA sami Afrykanerzy sobie doskonale radzili. Strzelając np. do uczniów w Soweto w 1976 roku, zabijając 500 nieuzbrojonych uczniów protestujących przeciwko nieludzkim warunkom, w jakich żyli. Wie pan, od kogo nauczyli się czarni w Kongo barbarzyństwa, złodziejstwa, korupcji? Od belgijskiego króla Leopolda i jego ludzi, którzy regularnie i bezkarnie dokonywali tam masakr i kradli wszystko, co się dało. Mobutu Sese Seko tylko kontynuował tradycję białych. Wie pan, ilu czarnych studiowało w Rodezji za czasów rządów Iana Smitha? Pięcioro. Ja rozumiem, że pan chce być wyrazisty, ale z tą bezwarunkową pochwałą białej cywilizacji w Afryce to pan przesadził. To jest obraz świata, w który nie wierzą już nawet sieroty po Imperium Brytyjskim w Londynie.

Bo tacy jak pan w londyńskich gazetach piorą ludziom mózgi, podając efekciarskie argumenty przeciwko koloniom. Zamiast pisać ściskające serduszko powiastki o pięciorgu studentów, niech pan uprzejmie napisze, ile szkół było w Afryce, zanim przyszli biali. Ile było szpitali, ile dróg bitych, którymi do tych szpitali można było szybko dojechać. A potem niech pan łaskawie napisze, że po przejęciu władzy przez czarnych liczba dróg bitych w Afryce spadła o 80 procent. Białe kolonie były doskonałym narzędziem cywilizacyjnego podnoszenia najbiedniejszych rejonów świata. I to nie biały kolonializm zniszczył Indie, tylko Ghandi. Błagam, proszę sięgnąć do statystyk, a potem ze mną rozmawiać o pożytku z wygnania białych.

Do Kanady daleko… ale może w takim razie np Słowacja bądź Węgry by pasowały?

Fanatyzm i literalne podejście do słów Tory prowadzi do poważnych problemów. Współczesna wrażliwość kwestionuje wiele starożytnych zapisów i powoduje, że albo zignorujemy problemy, albo wymyślimy jakieś kreatywne wymówki, lub zaakceptujemy istnienie problemu. Ja osobiście wybieram to trzecie – widzę, że w Torze jest wiele zapisów problematycznych, z które najczęściej (w mojej opinii) są wynikiem czasów, w jakich zostały napisane. Wybieranie jedynie tych zapisów, które służą naszej sprawie, a ignorowanie innych jest paskudnym zwyczajem. Obwarowywanie jednych wieloma rabinicznymi wymaganiami (jak w sprawie kary śmierci dla zbuntowanego syna), jako sprytny sposób, by etycznie problematyczne prawo stało się martwym i jedynie teoretycznym. Nie uczyniono tak w przypadku praw, których nie uważano za problematyczne z powodu panującego seksizmu lub homofobii, choć jak najbardziej rabini mieli narzędzia by to uczynić… Niektórzy wciąż nie mają problemów z zapisami o niewolnictwie, lub czystkach etnicznych… ja mam i staram się uczciwie podchodzić do swoich wątpliwości.

Poniżej lżejsze potraktowanie sprawy. Lżejsze, ale wciąż daje sporo do myślenia :) Nie bójmy się pytań i wątpliwości – wątpię, żeby Bóg chciał ślepo niewolniczych wyznawców…

[List do popularnej prezenterki radiowej, która oparła swą homofobię na Torze]

On her radio show back in 2000ish, Dr Laura Schlesinger said that, as an observant Orthodox Jew, homosexuality was an abomination according to Leviticus 18:22, and could not be condoned under any circumstance.

The following response is an open letter to Dr. Laura posted on the Internet.

Dear Dr. Laura:

Thank you for doing so much to educate people regarding God’s Law.  I have learned a great deal from your show, and try to share that knowledge with as many people as I can.  When someone tries to defend the homosexual lifestyle, for example, I simply remind them that Leviticus 18:22 clearly states it to be an abomination … End of debate.

I do need some advice from you, however, regarding some other elements of God’s Laws and how to follow them.

1. Leviticus 25:44 states that I may possess slaves, both male and female, provided they are from neighboring nations.  A friend of mine claims that this applies to Mexicans, but not Canadians.
Can you clarify?  Why can’t I own Canadians?

2. I would like to sell my daughter into slavery, as sanctioned in Exodus 21:7.  In this day and age, what do you think would be a fair price for her?

3. I know that I am allowed no contact with a woman while she is in her period of Menstrual uncleanliness – Lev.15: 19-24.  The problem is how do I tell? I have tried asking, but most women take
offense.

4. When I burn a bull on the altar as a sacrifice, I know it creates a pleasing odor for the Lord – Lev.1:9. The problem is my neighbors…..They claim the odor is not pleasing to them. Should I smite them?

5. I have a neighbor who insists on working on the Sabbath. Exodus 35:2  clearly states he should be put to death.  Am I morally obligated to kill him myself, or should I ask the police to do it?

6. A friend of mine feels that even though eating shellfish is an abomination, Lev. 11:10, it is a lesser abomination than homosexuality.  I don’t agree. Can you settle this? Are there ‘degrees’ of abomination?

7. Lev. 21:20 states that I may not approach the altar of God if I have a defect in my sight. I have to admit that I wear reading glasses.  Does my vision have to be 20/20, or is there some wiggle-room here?

8. Most of my male friends get their hair trimmed, including the hair around their temples, even though this is expressly forbidden by Lev. 19:27.  How should they die?

9. I know from Lev. 11:6-8 that touching the skin of a dead pig makes me unclean, but may I still play football if I wear gloves?

10. My uncle has a farm.  He violates Lev.19:19 by planting two different crops in the same field, as does his wife by wearing garments made of two different kinds of thread (cotton/polyester blend).

He also tends to curse and blaspheme a lot.  Is it really necessary that we go to all the trouble of getting the whole town together to stone them?  Lev.24:10-16.  Couldn’t we just burn them to death at a private family affair, like we do with people who sleep with their in-laws? (Lev. 20:14).

I know you have studied these things extensively and thus enjoy considerable expertise in such matters, so I’m confident you can help.

Thank you again for reminding us that God’s word is eternal and unchanging.

Your adoring fan.

P.S. It would be a damn shame if we couldn’t own a Canadian.

A na koniec zdjęcie dwóch całujących się panów a następnie dwóch pań. Tak bez powodu.. po prostu ludzie powinni przywyknąć. Tak, jak w co trzeciej reklamie jest pół naga kobieta, a prawie każda reklama w kolorowym magazynie ma jakąś scenę erotyczną między kobietą a mężczyzną. Trochę potrzeba równowagi we wszechświecie…