19.04.1943

Reklamy

Duchy żydo-komuny i inne formy zwalania win

Przeczytałam dziś bardzo ciekawy artykuł, który gorąco polecam. Mowa w nim nie tylko o subtelnych formach antysemityzmu, zwalania win na „Innych” i dystansowanie się od odpowiedzialności za możliwe zło, ale także o (denerwującym mnie) zrównywaniem komunizmu z nazizmem. W historii nie ma tak wyraźnych linii i obrazów, nie można tak upraszczać i naginać rzeczywistości.

Autorka pisze m. in.:

Najciekawiej zrobiło się jednak, gdy doszło do winy. Bo choć Leder podkreślał, że tekstu swego nie pisał z zamiarem czyszczenia sumień, padło hasło, że Polakom przydałoby się przepracowanie winy za udział w Zagładzie. Gawin – cytuję z pamięci – odparł:

– Zawsze gdy mowa o winie Polaków wobec Żydów zastanawia mnie, dlaczego nikt nie wzywa do poczucia winy wobec Polaków tych Żydów, którzy mieszkają w Alei Róż i Alei Wyzwolenia.

Spieszę wyjaśnić, że Aleja Róż to warszawska ulica, przy której po wojnie zakwaterowano rodziny osób pracujących w urzędach państwowych na wysokich stanowiskach, a Aleja Wyzwolenia – rodziny osób pracujących w urzędach państwowych na niskich stanowiskach.

Rozjaśniając nieco skrót myślowy Dariusza Gawina wychodzi na to, że odpowiednikiem udziału Polaków w Zagładzie jest udział Żydów w aparacie państwowym PRL.

Faktycznie mają Żydzi jaką winę przerabiać. Przed wojną byli wykluczeni z posad urzędniczych, możliwości pracy w budżetówce nie mieli. Po wojnie dano im równe prawa i za to Żydzi powinni przeprosić. A już skandalem jest, że ośmielili się z praw tych skorzystać.

Co prawda wiele osób, o których mówi Gawin, dawno Żydami nie było, ale szef Muzeum Powstania Warszawskiego wie przecież lepiej, kto Polak prawdziwy, a kto podrabiany.

Co prawda choćby nie wiem jak się postarać, nie dałoby się zmajstrować administracji PRL-u bez udziału polskich Polaków polskiego pochodzenia z rodowodem polskim do trzeciego pokolenia i certyfikatem narodu polskiego od Mieszka Pierwszego, ale na szczęście znalazło się wśród nich paru Żydów, więc jest na kogo zwalić. Bo przecież nie ulega kwestii, że żaden prawdziwy Polak nie tknąłby pracy zaoferowanej przez komunistów!

Wspomnijmy wspaniałą kobietę.

Tina Strobos w 2009r.

27 lutego, w wieku 91 lat, zmarła dr Tina Strobos. Gdy była studentką psychiatrii, w czasie II wojny światowej, uratowała życie przeszło stu Żydom, ukrywając ich w górnej części jej kamienicy w Amsterdamie. Pani Strobos odmówiła podpisania przysięgi lojalności Adolfowi Hitlerowi i wstąpiła do podziemia. W czasie wojny została ona aresztowana dziewięć razy, a jej dom był przeszukiwany osiem razy. Kryjówka na strychu była tak dobrze zrobiona, że nawet po wojnie trudno było ją znaleźć.

Dr Strobos była ateistką i tak tłumaczy swoją postawę: „Nigdy nie wierzyłam w Boga, lecz wierzyłam w świętość życia”.

Warto zauważyć, że już po wojnie studiowała ona pod opieką Anny Freud. W 1951 wyemigrowała do USA, gdzie praktykowała psychiatrię aż do 89 roku życia.

W 1989 instytut Yad Vashem uhonorował dr Strobos tytułem „sprawiedliwej wśród narodów świata” za bezinteresowne ratowanie życia Żydów z narażeniem własnego życia.

Dla zainteresowanych, artykuł w The Washington Post.

Poniżej zapis przekazania nagrody „Courage to Care” oraz mowa dr Strobos:

Krok po kroku…

Odczłowieczanie "Innego"

Komentarz Rambana do Szemot jest jednym z moich ulubionych. Wykazuje się on wspaniałą wiedzą i zrozumieniem ludzkiej psychiki i socjologii. Ramban analizuje nakazy faraona oraz sposób w jaki je wprowadzano. Zauważa, że bardzo przemyślnie wprowadzał on je stopniowo, zwiększając nacisk za każdym razem. Gdyby od razu wydał bardzo drastyczne prawo zniewalające Żydów, mógłby się spotkać nie tylko z ich buntem, ale także ze sprzeciwem swoich własnym poddanych. Jednym z argumentów, wg Rambana, było, żeby nikt nie powiedział, że faraon otwarcie neguje nakaz wcześniejszego władcy (który zaprosił Żydów do Egiptu i pozwolił im się osiąść w ziemi Goszen). Tylko w demokracji krytykuje się poprzedników tak otwarcie, ponieważ czyniąc to dajemy pozwolenie na krytykowanie też i własnej osoby.

Takie zachowanie widzimy później u króla Dawida – nie ważne jakie problemy mógł mieć z Szaulem, który chciał go zabić, nigdy nie pozwolił sobie na atak lub otwartą krytykę. Wiązało się to nie tylko z jego ciepłymi uczuciami do starego mentora, ale również z politycznym instynktem – jeśli on zacznie atakować pomazańca bożego (Szaula), cóż zatrzyma innych przed robienie tego samego (i mordem na Dawidzie)?

Zachowanie podobne do faraona widzimy i w innych momentach historii. Nie da się czytać tej parszy o stopniowym zniewoleniu  Żydów, kierowaniu się strachem i wyimaginowanymi obawami o nielojalności tej mniejszości, aby nie skojarzyć tego z sytuacją w Niemczech w latach 30-tych, brakuje tylko komentarza o związkach z komunizmem…

Kolejny przykład odczłowieczania "Innego".

Wielu ludzi zastanawiało się, dlaczego nikt w Niemczech się nie buntował: zarówno posród Żydów, jak i zwykłych Niemców, przecież nie wszyscy od początku byli nazistami. Wielu specjalistów wyjaśnia to właśnie sprytnym dozowaniem nacisku i stopniowym „przykręcaniem śruby”. Gdyby Hitler od razu zaczął od budowania komór gazowych i w środku Niemiec zbudował otwarty obóz, wątpliwym jest aby miał wielu zwolenników. Ale poprzez stopniowe pogarszanie sytuacji czynił następny krok jedynie trochę bardziej trudnym od poprzedniego. Nie było wielkiego szoku i myślę, że większość wierzyła, że na tym się skończy. Większość Żydów myślała, że to kolejne chude czasy… już tak wiele razy plądrowano żydowskie domy, kradziono, turbowano, przepędzano… ale potem dawano spokój i pozwalano na powrót i rozwój, bo przecież chciano skorzystać z żydowskich biznesów. Nikomu do głowy nie przyszło, że może nadejść Szoa, bo nikt nigdy wcześniej nie posunął się tak daleko.
Tak wiele razy w historii widzieliśmy tego typu zachowania, a wciąż mamy tendencję do przymykania oczu na te pierwsze znaki – słowne ataki, uprzedzenia, ograniczenia wolności dla danej grupy, dorabianie teorii i filozofii dla własnych uprzedzeń i niechęci. Bardzo często przeradzają się one w coś więcej gdy tylko ludzie przyzwyczają się do nich i uznają je za normalne. Ludzie internalizują stereotypy, uprzedzenia i rozsiewane plotki o zagrożeniu (politycznym, moralnym, seksualnym, genetycznym) ze strony tej grupy. Wtedy następują fizyczne ataki na mienie i wolność osobistą, a także drobne ograniczenia prawne i wpisanie na stałe do prawa danego miejsca, że ta grupa jest „inna”. Potem już idzie z górki, bo prawna legitymizacja otwiera wrota do wszelkich przestępstw. Prywatne osoby czują, że powinny jakoś dodać do tych ogólnych tendencji, więc na własną rękę ograniczają i atakują. Potem pojawiają się pomysły o odseparowaniu tej grupy dla ogólnego dobra… stąd krok do anihilacji jest już łatwy. Także psychicznie dla grupy katów, bo zostali do tego przyzwyczajeni, „Inni” przestali być tacy jak oni, stali się nie-ludźmi, a więc ludzkie uczucia i prawa ich nie dotyczą. Można mordować: nawet niemowlęta, kobiety, starców.

Kolejny, współczesny, przykład odczłowieczania "Innego" - Afroamerykanin jest przedstawiony jako King Kong, brutal, zwierzę i niebezpieczny potwór atakujący niewinną, białą kobietę.

Buntujmy się słysząć wstrętne, odczłowieczające żarty, komentarze czy wypowiedzi. Wszystko jedno, czy na temat Żydów, Roma (Cyganów), Latynosów, Arabów, gejów, prawosławnych, osób upośledzonych czy wszelkich innych „Innych”. Nie pozwólmy, by  nastąpił następny krok, bo po nim zawsze będzie następny. „Faraoni” nie zatrzymują się na drobnostkach, o czym wiadomo nie tylko z historii appeasementu europejskiego…

Poniżej przedstawiam piramidę nienawiści, wspaniale przedstawiającą proces (to jest zawsze proces, nienawistne zachowania nigdy nie zatrzymują się na „tylko” najniższej belce, gdy pozwolimy, będą się rozrastały) jaki zachodzi w grupach (gdyż niezbędny jest element wsparcia ze strony podobnie myślących, zachęcający jeden drugiego do dokonania następnego kroku).

Na łożu śmierci

Zarówno Jaakow jak i Dawid (bohater dzisiejszej haftary) wiedzieli, że umierają. I wygląda na to, że przyjmują to jako naturalną kolej rzeczy, wzywając swych synów aby przekazać im ostatnie nauki, rady czy błogosławieństwa. Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach ludzie bardziej się buntują przeciw odejściu. Może osiągnięcia medycyny sprawiły, że na prawdę nie możemy uwierzyć, że to się dzieje? Wprawdzie ludzie spisują testamenty, ale najczęściej to bardzo biznesowa sprawa… a co z testamentami etycznymi? naukami na przyszłość, wyrazami miłości i oddania albo ostatnimi życzeniami? Posiadam wspaniałą książkę pod tytułem: „Ethical Wills – A Modern Jewish Treasury”, gdzie zebrano bogactwo testamentów etycznych, ostatnich nauk, które autorzy pragnęli przekazać następnym pokoleniom. Bardzo poruszające są te spisane w czasie Szoa. Jest jasne, że tradycja ta nie umiera.

Cóż takiego Dawid pragnął przekazać swemu synowi na łożu śmierci? Dawid, wybraniec, namaszczony przez proroka, patriarcha dynastii… utrzymywany jako wzór, ideał… choć nim nie był. Tanach nie próbuje wybielić tej postaci i mamy obraz wspaniale złożony: z wszystkimi wyżynami i dolinami ludzkich zachowań. Pomimo dość licznych potknięć a nawet upadków, Dawid nie stracił z oczu tego, co ważne i co właściwe. To, że czasem miał trudności z utrzymaniem się na właściwej ścieżce, nie oznaczało, że przestał ją widzieć lub zaczął wytyczać kompletnie nową. Jego testament jest jasny: słuchaj Boga, przestrzegaj przykazań Tory a wszystko będzie dobrze dla ciebie i twojej dynastii. Jak wiemy Salomon tylko częściowo trzymał się tych nauk… pod koniec tak, jak i jego ojciec, zboczył mocno z wyznaczonej drogi. Nawet w szczycie potęgi jego postępowanie stworzyło zaczątek rozpadu – z powodu okrutnego prześladowania i wyzysku, północne plemiona zbuntowały się wkrótce po jego śmierci.

Ciekawym jest, że ostatnie słowa Dawida są bardzo ostre – daje on synowi instrukcje w sprawie rozliczenia się z wrogami politycznymi. Przekazuje nawet, aby to Salomon zabił wroga Dawida, tylko dlatego, że on sam nie mógł, bo obiecał, że go nie zabije. Jak widać, w tych czasach mord i zemsta jakoś nie kłóciły się z przekazem o ufaniu Bogu i przestrzeganiu Tory…

Poniżej zapisują tłumaczenie (przepraszam, że pewnie nie wystarczająco dobre) ostatniej woli matki, opublikowanej w gazetce getta w 1940r. (z wyżej wspomnianej książki):

Judaizm, moje dziecko, to walka o sprowadzenia Boga na ziemię, walka o uświęcenie ludzkiego serca. Walkę tą twój naród prowadzi bez użycia siły lecz duchem, szczerymi i płomiennymi modlitwami, i ciągłym dążeniem do prawdy i sprawiedliwości.

Czy rozumiesz więc, moje dziecko, jak wyróżniamy się od innych i w czym leży tajemnica naszego istnienia na ziemi?

A wiedząc to, czy wciąż będzie ci ciężko na sercu, moje dziecko? Czy wciąż powiesz, że nie możesz znieść swego przeznaczenia? Lecz musisz, moje dziecko, bo tak zostało ci przykazane; takie jest twoje powołanie. Oto twoja misja, twój cel na tej ziemi.

Musisz iść i pracować ramię w ramię z ludźmi z innych narodów… i będziesz ich uczył, że muszą stworzyć braterstwo narodów i zjednoczyć wszystkie narody z Bogiem.

Zapytasz: „Jakże ma się do nich  mówić?” Oto jak: „Nie będziesz mordował; nie będziesz kradł; nie będziesz pożądał; Kochaj twego bliźniego jak samego siebie…” Wypełniaj te, a poprzez zasługę tych czynów będziesz zwycięskie, moje dziecko.

Tosia Altman – zapomniana bohaterka

Autorka: Ziva Shalev, źródło: Jewish Women’s Archive

Tosia (Taube) Altman urodziła się 24 sierpnia 1919r., jako córka Anki (Mani) i Gustawa (Gutkind) Altmanów  w Lipnie. Wychowała się we Włocławku, gdzie jej ojciec zegarmistrz prowadził sklep jubilerski. Syjonista (w strumieniu Ogólnych Syjonistów), jej ojciec wyróżniał się jako oddany i szanowany członek gminy żydowskiej.

W domu rodzinnym panowała ciepła, otwarta i tolerancyjna atmosfera. Altman uczyła się języka polskiego i hebrajskiego i prędko odnotowano jej dar do języków i miłość do czytania.Gimnazjum hebrajskie i ruch młodzieżowy Haszomer – HaCair były głównymi źródłami wpływów ideologicznych w jej życiu. Altman była znana jako uzdolniona dziewczyna, liderka grupy, oddana ruchowi i jego wartościom. Została ona wybrana do władz lokalnego oddziału, który wysłał ją jako delegatkę na IV Światowy Zjazd Haszomer – HaCair w 1935 roku. Było to dla niej potężnym i poruszającym doświadczeniem. Dołączyła do kibucu szkoleniowego w Częstochowie w 1938 roku, lecz wkrótce została włączona do centralnego kierownictwa Haszomer – HaCair w Warszawie, gdzie była odpowiedzialna za edukację młodzieży, co spowodowało przełożenie terminu jej aliji.

Wraz z wybuchem wojny i ogłoszeniem ewakuacji Warszawy (07 września 1939), zostało wydane dla członków ruchów młodzieżowych rozporządzenie, aby przejść na wschód. Wraz z Adamem Randem (z władz Haszomer – HaCair) Altman dotarła, głównie na piechotę, wśród uchodźców i bombardowań lotniczych, do Równego. Tam członkowie kierownictwa i wielu innych młodych ludzi zebrało się by rozważyć następne ruchy. Wejście wojsk radzieckich do wschodniej Polski zostawiły członków Haszomer – HaCair z dylematem wyboru pomiędzy syjonizmem i komunizmem. Aby tego uniknąć, kontynuowali ucieczkę w kierunku Wilna, które nie było jeszcze pod kontrolą sowiecką, chcąc zrobić stamtąd aliję. Natychmiast rozpoczęto serię, ostatecznie nieudanych, prób nielegalnej imigracji do Palestyny.

Kierownictwo Haszomer – HaCair w Wilnie było bardzo zaniepokojone losem członków ruchu, którzy pozostali w tyle pod okupacją niemiecką. Jako członek centralnego kierownictwa, z odpowiednią osobowością i wyglądem, Altman została poinstruowana, aby powrócić do Generalnego Gubernatorstwa. Mimo, że miała rodzinę w Wilnie i dopiero zaczęła odzyskiwać siły po trudach ostatniej podróży, Altman podjęła się tej misji. Była pierwszą, która wróciła do okupowanej Polski. Po dwóch nieudanych próbach przekraczania zarówno sowieckiej, jak i niemieckiej granicy, w końcu jej się udało. Altman zaczęła zbierać pozostałych liderów ruchu i jego oddziałów. Wraz z pojawieniem się dodatkowych członków, Altman zacząła odwiedzać inne miasta, pomimo zakazu podróżowania pociągami przez Żydów. W każdym mieście starała się ona zachęcać młodych ludzi do angażowania się w działalności konspiracyjnej, edukacyjnej i społecznej. Altman korespondowała z przywództwem w Wiedniu (Adamem Randem), ruchem w Palestynie i emisariuszami w Szwajcarii (Natanem Schwalbem i Heine Borensteinem).
Gettoizacja ludności żydowskiej w Warszawie i okolicach (listopad 1940) uczyniła jej podróże jeszcze trudniejszymi. Jej blond włosy i język polski już nie wystarczały i w każdej podróży ryzykowała śmiercią. Fałszywe papiery, stare dokumenty i pięczęcie, i ryzyko ze strony szmalcowników były stałym niebezpieczeństwem. Ale Altman kontynuowała podróże do miast Galicji, regionu Zagłębia (1941) i do Częstochowy, jej wizyty służące jako źródło siły i zachęty dla młodych ludzi.

Po inwazji Niemiec na Związek Radziecki (22 czerwca 1941 r.), kontakt z ruchem w Wilnie został odcięty i  przywództwo Haszomer – HaCair  w Warszawie uważało się za odpowiedzialne za cały ruch. Plotki zaczęły przybywać o masakrach Żydów na Ukrainie, w Serbii i na Litwie, określanych mianem „pogromów”. Bez kontaktów i informacji dotyczących dokumentów tożsamości, Altman pojechał do Wilna (po tym jak polski harcerz, Henryk Grabowski, powrócił z wiadomościami o systematycznym ludobójstwie). Przyjechała do Wilna po bardzo ciężkiej podróży, najprawdopodobniej w dniu 24 grudnia 1941 roku. Weszła na pomniejszony teren getta, wraz z Haiką Grosman, w Wigilię Bożego Narodzenia. Na spotkaniu członków Haszomer – HaCair  opowiadała o rozpaczliwych warunkach życia w getcie warszawskim i tętniącego życiem ruchu, który istniał tam mimo wszystko. Zdaniem Abby Kovnera, rzeź nie miała charakteru lokalnego, lecz jej celem było całkowita eksterminacja narodu żydowskiego. Altman dowiedziała się, że decyzja została podjęta w kierownictwie różnych ruchów młodzieżowych w Wilnie, aby Żydzi nie szli na śmierć bez walki („Nie idźmy jak owce na rzeź” w słowach manifestu napisanego przez Abbę Kovnera). Altman wchłaniała i internalizowała ducha oporu.

Przed powrotem do Warszawy, udało jej się odwiedzić Grodno i inne miasta wschodniej Polski. Wróciła do swoich towarzyszy z jasnym przesłaniem: Żydów mordowano systematycznie i muszą stawiać opór. W Warszawie trudno było im zaakceptować, że i do nich dotrze katastrofa. Jednak wkrótce otrzymali potwierdzenie w postaci informacji o obozie śmierci w Chełmnie. Jakiś czas później (marzec 18-26), zaczęły się masowe deportacje z Lublina do Bełżca. W ramach prób samoobrony w Warszawie (marzec 1942) przywódcy partii lewicowych (komuniści, lewicowego Po’alei Syjon, Haszomer – HaCair i Dror He-Haluc) zorganizowali blok antyfaszystowski celem rekrutacji młodych ludzi do walki partyzanckiej, wspomagany przez komunistów polskich. Blok ten, który nie otrzymał żadnej broni lub pomocy, szybko się rozpadł.

Altman odwiedzała getta Polski, tworząc fundamenty oporu wśród młodzieży. Ale widziała ona na własne oczy zniszczenie polskiego żydostwa. W swoim ostatnim liście do Palestyny, z Hrubieszowa (z dnia 07 kwietnia 1942), napisała o cierpieniu na widok zniszczenia, któremu nie była w stanie zaradzić: „Żydzi umierają na moich oczach i jestem bezsilna, aby pomóc. Czy kiedykolwiek ktoś próbował rozbić głową mur?”

Wraz z pierwszą falą masowych deportacji z getta warszawskiego do Treblinki (lipiec-wrzesień 1942), w wyniku negocjacji z szefami partii socjalistycznych i  syjonistycznych, powstała Żydowska Organizacja Bojowa (ŻOB).  Altman, jako członkini centralnego kierownictwa Haszomer – HaCair, została wysłana na aryjską stronę, aby nawiązać kontakt z polskim podziemiem – Armią Krajową (AK) i (komunistyczną) Armią Ludową w celu uzyskania broni i wsparcia . Ich wkład był minimalny, ale Altman wraz z innymi kobietami udało się przynieść granaty i dodatkową broń, zdobytych z wielkim trudem.

3 września 1942 r., kierownictwo Haszomer – HaCair w getcie straciło dwóch kluczowych członków, Josefa Kaplana i Samuela Braslawa, którzy zostali schwytani przez gestapo. Odkryto również broń przemyconą przez tę młodą kobietę. Z początkowych sześciuset tysięcy żydowskich mieszkańców getta tylko pięćdziesiąt – sześćdziesiąt tysięcy wciąż pozostawało przy życiu. Do Altman dołączył Arie (Jurek) Wilner w celu przyspieszenia zakupu broni. Kontynuowała ona podróże do różnych gett, teraz jako emisariuszka ŻOB. Czasami udało jej się uratować młodych mężczyzn i kobiety przed wywózką na śmierć. Dostała się ona do Krakowa, w celu zorganizowania współpracy z dwoma podziemnymi organizacjami bojowymi: He-Haluc ha-Lohem i Iskrą, grupami podobnymi do Haszomer – HaCair, działającymi przy pomocy PPR (Polskiej Partii Robotniczej). Te dwie organizacje są odpowiedzialne za największy sukces walki  żydowskiej w Krakowie.

W dniu 18 stycznia 1943 r. przeprowadzono dodatkową Akcję w getcie warszawskim.  Altman powróciła do getta w tym samym momencie. Jednostki ŻOB były rozproszone, brakowało broni. Tu i tam  istniały ogniska spontanicznego oporu , w postaci ostrzeliwań z różnych budynków. Anielewicz, dowódca ŻOB, wraz z częścią swoich bojowników, zmieszał się z tłumem oczekującym na deportację i zaatakował wojska niemieckie. Choć ranny, cudem przeżył. Większość jego kolegów z ŻOB zginęło w tej akcji. Wielu innych, w tym Tosia Altman, zostali schwytani w czasie następnej łapanki. Wzięta już na Umschlagplatz, Altman została uratowana przez członków żydowskiej policji, którzy działali w imieniu Haszomer – HaCair.

Pomimo poczucia klęski, powstał nowy plan oporu, co pociągnęło za sobą podział getta na sekcje, dystrybucję broni i utworzenie oddzielnych jednostek bojowych. ŻOB odegrało główną rolę w tym procesie. Pozostali w getcie Żydzi zaczęli budować bunkry. Styczniowy bunt doprowadził do ​​zmiany w postawie polskiego podziemia (AK), który dostarczył niewielką ilość broni dla żydowskiego podziemia. Pozostałą broń pozyskali Altman i Wilner od przestępców handlujących bronią. W marcu 1943 roku Wilner został zatrzymany przez Gestapo i był brutalnie torturowany, ale nie zdradził żadnego ze swoich towarzyszy. W jakiś sposób został on uratowany przez młodego Polaka, Henryka Grabowskiego, który przyniósł go, rannego i chorego, do getta. Altman powróciła do getta, z obawy, że miejsce jej pobytu zostało odkryte. Icchak Cukerman został wyznaczony jako łącznik z polskim podziemiem.

W dniu 18 kwietnia 1943 r. getto zostało otoczone przez niemiecką żandarmerię i granatową policję. Wraz z rozpoczęciem ostatniej Akcji wybuchł bunt. Altman zgłosiła sukcesy pierwszego dnia walk przez telefon (z niemieckiego zakładu produkcyjnego w getcie) Cukiermanowi po aryjskiej stronie. Jej rola w ŻOB nadal polegała na przekazywaniu wiadomości i informacji. Na trzeci dzień, Niemcy przystąpili do systematycznego podpalania budynków getta. Anielewicz i jego najbliżsi ludzie przenieśli się do bunkra na Miłej 18, z Altman służącą jako łączniczką między nim a bunkrem rannych, gdzie Wilner był umieszczony. Kiedy sytuacja pogorszyła się,Wilner został przeniesiony na Miłą 18. Altman wielokrotnie wychodziła na misje ratunkowe w celu uratowania bojowników uwięzionych w sekcjach palonego getta.

Walki trwały w nocy, ale płonące budynki utrudniały wyjście z bunkrów. Dopiero wtedy powstał pomysł, aby przemycić bojowników na aryjską stronę kanałami. Jedna grupa trafiła na zewnątrz. Druga grupa miała wyruszyć, ale czekała na kontakt. W bunkrze na Miłej 18, do którego przenieśli się Anielewicz i jego ludzie, jakieś trzysta osób schroniło się w niewiarygodnie ciasnych warunkach. Stamtąd również wysłano zwiadowców, by znaleźć drogi ucieczki.

W dwudziestym dniu walk, 08 maja 1943, bunkier został odkryty przez Niemców, którzy rurociągami wtłaczali do niego gaz, aby zmusić ludzi do wyjścia. Kiedy odkryto zamaskowane przejścia, pompowano więcej gazu. Wilner wezwał swoich towarzyszy do odbierania sobie życia i większość z nich, w tym Anielewicz, uczyniło to gdy nie mogli już dłużej wytrzymywać gazu. Sześciorgu samotnych bojowników udało się dotrzeć do kolejnego ukrytego przejścia. Znaleźli  je w nocy Cywia Lubetkin i Marek Edelman, ranni i cierpiący z zatrucia gazem. Wśród ocalałych była także Altman. Chora, ranna i wyczerpana, uciekła kanałami z bunkra Cywii Lubetkin wraz z grupą bojowników. Po stronie aryjskiej znalazła schronienie wraz z kilkoma towarzyszami na poddaszu celuloidowej fabryki.

W dniu 24 maja 1943 roku w wyniku tragicznego wypadku, wybuchł pożar na poddaszu , który szybko się rozprzestrzeniał. Kilku osobom udało się uciec. Altman, która została ciężko poparzona, chciała wyskoczyć, ale upadła, jej ciało w płomieniach. Granatowa policja przekazała ją w ręce Niemców, którzy przenieśli ją do szpitala. Tam zmarła nieleczona (najprawdopodobniej w dniu 26 maja 1943 r.), wykończona bólem i prawdopodobnie torturowana.

Tosia Altman, pierwsza z przywódców Haszomer – HaCair która odpowiedziała na wezwanie, była ostatnią, która poległa.

Tłumaczenie: feminimasoret. Gorąco polecam zapoznanie się ze stroną Jewish Women’s Archive, aby poznać cały szereg wspaniałych żydowskich kobiet – bohaterek.